Terapia rodzin

P6301296Transpersonalna terapia rodzin, to o wiele bardziej skuteczne narzędzie terapeutyczne. Narzędzie, które posiada możliwość wglądu w przestrzeń ponadosobową, aby z pozycji duchowej formy istnienia, zobaczyć i zrozumieć swoje role. Jednym słowem, dowiedzieć się, jak my, jako duchowe formy, umawiamy się na odegranie swoich ról w rodzinie. Jakie powinniśmy wynieść wspólne lekcje, kształtujące charakter dusz, biorących udział w relacjach z najbliższymi osobami w ludzkiej rodzinie.

Zatrzymam się na chwilę w moich wywodach, aby przyjrzeć się słowu „terapia”. Co przez ten krótki zwrot, należy rozumieć? Otóż moim zdaniem mówi to nam o zrozumieniu samego siebie. Kim jestem sam dla siebie? Jaką rolę odgrywam jako jednostka społeczna?

Jaka będzie moja rola, gdy poślubię małżonka? Oraz jak zmieni się moje postrzeganie siebie, gdy stanę się rodzicem dla moich dzieci?

Terapia daje mi moje zrozumienie siebie na wielu poziomach odgrywanych ról. Wtedy, gdy wiążę się społecznie, w ogniwach splotu, w relacje małżonka, rodzica, czy dziadka albo babci. Owe ogniwa społeczne łączą każdego człowieka ze swymi przodkami i dziećmi.

Wziąwszy pod uwagę wstępujących i zstępujących, ujawnia się nam, że cała ludzkość to jakaś rodzina. Wspólnota, dla której terapia jednej osoby, ma wpływ na pozostałych członków. Dlatego warto, aby baczną uwagę zwrócić na terapię samego siebie. Bowiem cała ludzka rasa, stanowi jakieś „naczynie połączone”.

Kto dużo wie o innych ludziach, może być człowiekiem uczonym,

Ale ten, kto rozumie samego siebie, jest bardziej inteligentny.

Lao – Tse

Patrząc z perspektywy duchowych form istnienia, nasza tułaczka w cielesnych przejawieniach, posiada istotne role do odegrania. Także profity, jakie płyną z zadanych sobie lekcji, nie są bez znaczenia. Dlatego też, zwracając uwagę na terapię, w celu zrozumienia siebie, otwieramy przed sobą role, jakie odgrywamy w tym życiu.

Z czysto ludzkiej pozycji, rzecz ujmując, wiemy wszyscy, że w ludzkim gatunku rządzą emocje. One są niezbędne dla zachowania życia. Dzięki nim mamy łaknienie pożywienia, potrzeby snu i dążenia do wiedzy. Mamy emocje pozytywne i negatywne, na wzór sinusoidy. Istnieją w życiu wzloty i upadki, tak jak sinusoida posiada swoje szczyty i doliny. Skrajnymi emocjami, naszego gatunku, są miłość i lęk, jakaś groza. Miłość łączy nasz gatunek i niesie radość we wspólnocie. Przeciwieństwo zaś dzieli nas na obozy i w rezultacie uruchamia wzajemne zwalczanie siebie.

Ale to my, pojedynczy osobnicy, stanowimy trzon dla szerszej fali zwrotów w naszym otoczeniu. Od pojedynczych jednostek, zależy potencjalny zwrot całej grupy osobników. Zatem jeśli pragniemy jakiegoś wyniku, dla dobra naszej społeczności, to nie zwracajmy się tam, gdzie podążają wszyscy, bo tak jest raźniej. Zwróćmy się w głąb siebie, by odszukać ten wzorzec miłości i zasiać ziarno wspólnego dobra.

Terapia transpersonalna to ziarno miłości wywodzące się z duchowej formy istnienia, nie z emocji. To nie jest walka o przetrwanie i dobrobyt mojego ego, ale wspólnoty. Bo wspólnotę łączy empatia, która zawsze wygrywa z egocentryzmem. Przecież znamy z historii wiele wojen opartych na egoistycznych pobudkach narodu. Ale także narody oparte na współodczuwaniu, którym miłość dawała przywileje.

Żeby wziąć pod lupę, jak działa terapia najmniejszego ogniwa społecznego, musimy prześledzić jego zalążek. Otóż dorastający ludzie, w pewnym okresie życia, z jakichś wewnętrznych pobudek , poszukują drugiej osoby do pary. Najczęściej osobnika odmiennej płci, żeby założyć rodzinę i spłodzić potomstwo.

Owego parcia naukowcy doszukują się w genach, chociaż mistyczne podejście, sięgające do ponadosobowych struktur, mówi o jakimś przeznaczeniu. Kto ma więcej racji w tym sporze, zapyta niejeden dociekliwy. Tutaj odpowiedź jest prosta. Materialiści obstają przy swoich genach, zaś transpersonalna psychologia wskaże na wyższość ducha nad materią. Być może użyją nawet argumentu, zaczerpniętego z Filozofii Wieczystej o stopniowaniu świadomości.

Ale wróćmy do istoty rozważań. Kiedy mężczyzna poślubia kobietę, stwarzają tym samym nowe ogniwo społeczne. Owa najmniejsza komórka społeczeństwa posiada potencjał rozmnażania. Zatem nic dziwnego, że takie ogniwo rozrasta się, tworząc, w ten sposób, nowe pokolenie. Pokolenie, które po czasie nabywa także zdolności rozrodczych i tak dalej. W ten sposób ogniwa rozrastają się w łańcuchy pokoleń ludzkiego gatunku.

No dobrze, ale jaką w tym wszystkim rolę odgrywa terapia? Tym bardziej, że mowa jest o terapii ponadosobowej. Tutaj należy zrozumieć idee, jakie ludzkością powodują, oraz wybór dróg prowadzących do samorealizacji. Owa analiza jest potrzebna, gdy chcemy zmienić perspektywę postrzegania swojej rzeczywistości. Z perspektywy mojego ego, na nasze ego. Z perspektywy mojej rodziny, na nasze rodziny, które są tak samo ważne. Ważne wtedy, gdy postrzeganie całokształtu, przesuwamy do ponadosobowej perspektywy.

Obserwując świat zewnętrzny z naszego emocjonalnego poziomu, wydaje się, że musimy, tak jak większość ludzi, brać udział w wyścigu po dobra ziemskie. Rzadko kto, jest skłonny przyznać, że mam wystarczającą ilość dóbr materialnych, aby przetrwać w fizycznym świecie. Żeby sobie odpuścić dalszy „wyścig”, aby mieć czas dla samego siebie. Dla poznawania swej głębszej idei i celu tutaj zaistnienia. Czy owa postawa jest popularna wśród ludzi? Nie! Bo rywalizacja jest znacznie głębiej zakorzeniona. Mamy to we krwi, jako potrzeby dla przetrwania.

Takich zachowań, w których dominuje rywalizacja, uczy się ludzi od dziecka. Dlatego nic dziwnego, że nowo poślubiona para małżeńska, owo najmniejsze ogniwo społeczne, walczy o dominacje. Zamiast jednomyślności we wspólnocie, każdy z członków chce przeforsować swoje wzorce wyniesione z domu rodzinnego. Nic w tym dziwnego, skoro cały świat, w jakiś sposób, ze sobą rywalizuje, to jakby miało być inaczej w rodzinie?

Rodziny, czytaj małżonkowie, też ze sobą często rywalizują. I pomimo że w obecnym świecie nie trudno jest zadbać sobie o przetrwanie, to rozwody są bardziej popularne od ślubów. Często się mówi, że ktoś zmienia życiowych partnerów (partnerki) jak rękawiczki. Ów proceder, w świecie zachodu, stał się tak popularny, jak nigdy wcześniej.

Powód jest prosty. Ludzie poszukują szczęścia w drugim człowieku, ale rzadziej są skłonni do ustępstw. Tutaj też rywalizacja bywa ważniejsza, od oddania swojego „ja”, dla dobra wspólnego. Stąd często się zdarza, że wcześniej zakochani w sobie „po uszy”, stają się wrogami  i nie mogą siebie znieść.

Kiedy zachwycamy się krajami wysokorozwiniętymi, w których żyje się łatwiej i na więcej dóbr, przeciętny człowiek, może sobie pozwolić, wtedy możemy im pozazdrościć. Ale wystarczy przyjrzeć się statystykom małżeństw i rozwodów. Szczęśliwych rodzin i rozbitych małżeństw. Kochanych dzieci w kompletnej rodzinie i tych osamotnionych. Psychicznych sierot i porzuconych przez rozpad rodziny. Czy takiego, szczęśliwego świata, w głębi serca nam potrzeba?

Analizując dobrobyt w świecie Zachodu, gdy zazdrościmy bogatym krajom łatwych zarobków. Bogatego życia, opływającego w luksusy i dobra materialne, powinniśmy też zapytać, czy ludzie są tam szczęśliwi? Czy w oczach ludu, w przeciętnym mieście, gości raczej miłość, czy lęk o przetrwanie? Wspólny szacunek, czy gonitwa za pieniądzem. Albo czy wśród znajomych, gdy się spotykają, usłyszysz tylko zdawkowe frazesy, a może ktoś zapyta „czy jesteś szczęśliwy ze swym otoczeniem? ”

Nie, musimy przyznać, że to rzadkość. Im człowiek bardziej zagoni siebie w świat materii. W wyścigi po dobra doczesne – materię z tego świata – tym bardziej oddala się od swego wewnętrznego pierwiastka. Zapomina o tym, że ma serce, dopóki kardiolog jemu o tym nie powie w szpitalnej izbie.

Stąd warto siebie zapytać, czy taki świat nam służy? A jeśli tak, to co z niego wyniesiemy? Czy wystawny, głośny i chwalebny pogrzeb zadowoli człowieka odchodzącego z tego świata? Czy poświęcenie życia dla dóbr z tego świata, jest ideą dobra dla umierającego, czy dla pozostających przy życiu, bliskich jemu osób?

A może istnieje coś, co daje się wynieść z tego świata? Może są inne wartości nad fizyczne „zabawki”? Może ciało nie kończy mego istnienia, świadomego siebie, ponad cielesną formą. Jeśli tak, to które wartości daje się wynieść wraz ze świadomym siebie istnieniem?

Tak, daje się wynieść wartości mierzone sercem. Wartości mierzone sumieniem, a także każdym uczuciem miłości, okazanym drugiemu człowiekowi, które poruszyło serce. Okazując drugiemu miłość, tę bezwarunkową miłość, wprawiasz w ruch wibracje współodczuwania. Coś, co wprowadza w rezonans uczucia ciepła, empatii z innymi istotami, dzielącymi z nami tę ziemską wędrówkę. Dopiero te lekcje wyniesione z ziemskiej tułaczki, mają dla nas wartości ponadczasowe. Wartości dające się wynieść z tego świata, gdyż są to walory duchowej formy istnienia. Świadomej siebie istoty duchowej, która przyjęła ciało, aby doświadczać w zapomnieniu siebie, roli człowieka.

Nie tylko człowieka, ale także męża, żony, dziadka czy wnuczki. W każdej z tych ról istnieje człowieczeństwo, które jest o wiele szerszą formą jak ludzkie ego. Czyli forma osobowa przejawiona w fizycznym ciele.

Terapia transpersonalna dla rodzin, to taki mechanizm, który pozwala nie tylko sięgnąć do ponadosobowej formy swego istnienia. Pozwala ona doprowadzić człowieka do miejsc, gdzie duchowe formy układają się na odegranie ról w ziemskiej scenerii. Taki proces nazywamy regresją duchową. Owe regresje  mają możliwości doprowadzenia duszy człowieka, po śmierci ciała, w minionym życiu, do miejsc, gdzie duchowe formy przebywają, żeby nie powiedzieć mieszkają. O regresjach duchowych pisałem już w innych artykułach, więc tutaj nie będę się rozwodził.

Dodam tylko tyle, że wiele osób, z którymi pracowałem, a były one na skraju rozpadu małżeństwa. Wtedy kiedy zobaczyli, że sami zgodzili się, jako dusze, na takie role. Oraz to, co powinni wynieść, jako lekcje z tego związku, wychodzili odmienieni.

Sięgając do duchowej formy – swego sumienia – gdy odkrywamy sens we wspólnym przerabianiu cech, które dla duszy są potrzebne. Jako lekcje pokory, empatii czy stabilności, które zdobywamy, pomimo że emocje ciągną do innych uciech. Wtedy nasze zdobycze są ponadczasowe i jako jedyne, które da się ze sobą zabrać. Pomimo że ciało tutaj zostanie owe, wartości nie zginą. Zaś człowiek, po takim procesie, czuje się przebudzony do innego świata. A także do swojej nieśmiertelności.