Terapia osobowości

akelley1Uczyłem się dużo u najróżniejszych nauczycieli. Były to różnego rodzaju kursy, szkolenia i warsztaty. Edukowały mnie książki i własne przeżycia rodzinne. Lekcje doświadczane na własnych przejściach, wydają się być najbardziej wartościowymi naukami.

Kiedy czytamy różnego rodzaju książki, czyli wywody oparte na cudzych doświadczeniach, wynosimy wiedzę teoretyczną. Uczestnicząc w warsztatach i szkoleniach praktycznych, na przykład w technikach NLP, wynosimy doświadczanie zakładanych relacji. Uczymy się radzić sobie z problemami tak, aby terapia na poziomie osobowym, przynosiła nam satysfakcjonujące doświadczenia dla obu stron.

Takie ćwiczenia uczą nas empatii, żeby obie strony umiały być szczęśliwe. Czyniąc drugiego człowieka szczęśliwym, nie odbieramy tego sobie, gdyż szczęście i radość nie muszą być przeciwstawnymi walorami, z ich brakiem. Dając miłość, radość i satysfakcję drugiej osobie, nie ujmujesz jej sobie.

Podobnie jak moneta czy banknot, awers nie jest lepszy od rewersu, gdyż dopiero w komplecie stanowią pewną wartość. W ten sam sposób, uszczęśliwiając drugą osobę, nie odbierasz kawała siebie, ale czujesz satysfakcję z tego, co robisz, oraz szczęście obdarowanej osoby.

Kiedy człowiek spontanicznie obdarowany, czuje radość, że „niebo” jemu sprzyja, wówczas ta sama energia dotyczy darczyńcy.

Egoistyczne podejście, to bardziej popularne, mówi nam, że oddając coś komuś, zubażasz siebie dla wzbogacania drugiego człowieka. Jednak tak naprawdę, to ty otrzymujesz więcej. Bowiem szczęście, radość i satysfakcja nie przekładają się na materialne dobra.

Materialne dobra mają swoje wymierne wartości, tylko w ziemskiej strukturze. W fizycznym świecie, który zostawiamy wraz z ciałem w doczesnej formie. Ktoś, kto stawia tylko na ziemskie dobra i życie w tym ciele, które teraz posiada, kiedyś się mocno rozczaruje. Bowiem nie wyniesie z tego świata nic oprócz wartości niematerialnych. Czyli dóbr ponadczasowych, kształtujących jego duszę.

W naszej kulturze i ludzkim przekonaniu, tkwi przeświadczenie, że najlepiej radzą sobie ci najbogatsi.  Ludzi „twardo stąpający po ziemi”, którym dobrze się wiedzie.

Ale przecież szczęście, wewnętrzna radość, satysfakcja z bycia sobą, nie należą do wymiernych  materialnie cech. Owe cechy są duchowym rozdziałem naszego tutaj istnienia. Tylko to, co duchowe, podnosi naszą wartość wiecznego istnienia.

Ucząc się siebie, uczymy się różnych wartości. Tych wymiernych i doczesnych w świecie materii, oraz wymiernych tylko dla świata ducha. Czyli nieśmiertelnych, dających wynieść się z tego świata, jako wartości ponadczasowe. Wartości kształtujące naszą ponadosobową formę istnienia.

Zwracając się w głąb siebie, zaczynamy to rozumieć i oddzielać wartości osobowe – przyziemne – od wartości ponadosobowych. Czyli duchowych, których śmierć ciała nie przekreśla. One idą z nami w duchowej, wzbogaconej, formie świadomości.

W trakcie uczenia się siebie poznajemy swoją osobową formę istnienia. Formę, którą dano nam dla jakiejś lekcji. Dla nauki obchodzenia się z cielesnym „rydwanem”, niosącym lekcje dla posiadacza tego ciała, oraz relacji z innymi obiektami istniejącymi w świecie materii.

Świecie, który tak bardzo opanował nasze zmysły, że często uważamy go za jedyne miejsce we Wszechświecie. Ale przecież ów świat przejawiony dano nam – ludzkim istotom – tylko na chwilę. Na przysłowiową odsłonę w Teatrze Ziemia, kiedy gramy małą rólkę z naszym udziałem.

Wydawać się może, że kosmos jest nie do poznania, dla ludzkich form istnienia, ze swym ogromem rozpiętości. To jest prawdą, ale tylko dla materialnego podejścia. Dla zmysłowego poznawania Wszechświata. Ale nasze JA nie kończy się przecież na cielesnej formie. Owo ja jest zaledwie okruchem naszej prawdziwej tożsamości. Tej świadomości istnienia, która przyjęła fizyczną formę, aby doświadczyć pewnej lekcji. Jakiegoś sprawdzianu, dla dużo szerszej świadomości swego istnienia.

Uważam, że każdy dorosły człowiek, w którymś momencie swego życia, zadaje sobie pytania. Pytania natury skąd przychodzę, dokąd zmierzam, jaki jest cel mego tutaj zaistnienia? Czy rzeczywiście owa forma przejawiona jest jedyną z wielu, które posiadałem wcześniej? Na jakiej zasadzie postępuje ewolucja gatunku? Czy uczymy się wszystkieg od nowa? Czy postęp w rozwoju świadomości gatunku ludzkiego zaczyna się rzeczywiście od zera? A może na zasadzie setnej małpy, czyli Pól Morficznych, Ruperta Sheldrake’a, czerpiemy wiedzę gatunku zapisaną w „płaszczu astralnym” naszej planety?

Idźmy jeszcze dalej. Jeśli każda świadomość jest duchową formą istnienia, to nasze ciała są narzędziem poznawczym, dającym możliwość ćwiczenia swych umiejętności w zapomnieniu siebie.

Wmawia się nam, że świadomość człowieka jest w mózgu. Ale z szerszej perspektywy wynika, że mózg jest komputerem pokładowym dla ciała. Podobnie jak w urządzeniach wymyślonych przez człowieka. Komputer pokładowy znajdziemy od samolotów, przez samochody do pralek, robotów i zabawek dla dzieci.

Zatem dla wyższej świadomości, ludzkiej formy istnienia, mózg to komputer cielesnej postaci. Formy przejawionej, która kiedyś zostanie „ze złomowana”, lub spopielona przez firmę do tego powołaną.

A świadomość? Świadomość nie jest i nigdy nie była materialną formą istnienia. Świadomość posługuje się materią, ale nią nie jest.

Ciało emocjonalne, nasza forma astralna, przekracza i zawiera fizyczną formę ludzkiego ciała. Ono daje życie cielesnej formie i napędza do działania. Ciałem astralnym można nauczyć się podróżować w trakcie snu fizycznego ciała. Doświadczyli takiej podróży również ci, którzy przeżyli śmierć kliniczną i wrócili do żywych. Owe fakty są znane każdemu, kto zgłębia tajemnicę swego istnienia w ziemskiej strukturze przejawionej.

Ciało mentalne, to struktura jeszcze bardziej rozrzedzona, lub wyższych wibracji. To świadomość, która przekracza i zawiera cielesną i emocjonalną strukturę świadomości. Owo ciało to analityk i nie tylko. Analiza swojej przeszłości, dla planowania przyszłości w oparciu o cielesną formę. Oraz możliwość dociekania swych wyższych poziomów świadomości.

Mózg ludzki to organ złożony z wielu podzespołów. Jego szczegóły zostawmy dla wtajemniczonych medyków. Dla naszej dywagacji wystarczy zwrócić uwagę na prawą i lewą półkulę mózgu. Otóż przyjęło się uważać, że lewa półkula odpowiada za logiczne myślenie. Czyli całokształt analityczny życia w cielesnej strukturze. Zaś prawa półkula jest twórczą domeną. Z niej, w głównej mierze, korzystają artyści, twórcy i wynalazcy. Można więc przyjąć, że to dzięki prawej półkuli łączymy swoją ziemską strukturę świadomości z duchowym odpowiednikiem. Dużo szerszą, niepoznaną świadomością, do której możemy się dostroić.

Każdy człowiek. Poszukujący swego wnętrza – tej głębszej tożsamości istnienia, w którymś momencie, uruchamia ów organ komunikacji ze swoją wyższą tożsamością istnienia. Wtedy, kiedy pragniemy uzyskać więcej wiedzy o sobie i ktoś nauczy nas medytacji, albo autohipnozy, wówczas rozpoczyna się samo poznawanie.

Jest to moment, kiedy przekraczamy świadomość osobową, aby nawiązać kontakt z nadświadomością, wyższą jaźnią, albo jak chcesz to nazwij. Okazuje się, że ten sposób przekraczania świadomości osobowej, otwiera człowiekowi możliwości wyłamania się z „więzienia”. Przekraczanie bariery świadomości ludzkiej osoby, leży w zakresie możliwości każdego człowieka, który zgłębi tajemnice swojej osobowości na tyle, aby być gotowym na dalsze wyzwania w swojej kreatywności.

Aby dojść do otwarcia „bramy więzienia”, trzymające w ryzach osobowości, musimy całkowicie pozbyć się egocentryzmu i wznieść się do współodczuwania. Wówczas ciężar cielesnych form zaczyna blednąć.

Nie ulecisz za wysoko kosztem innych ludzi. Raczej wspólnie, z innymi, na skrzydłach  miłości, empatii i oddania możesz wznieść się ponad ziemskie trudy. Przekroczyć świadomość osobową, by zasmakować swej transpersonalnej formy istnienia.

Pragnę dodać, że psychologia transpersonalna zrodziła się w umysłach wielu światłych ludzi, już w roku 69 ubiegłego stulecia. Od tej pory jej ewolucja posiada różne rozgałęzienia. W dalszej części napiszę o moich z nią doświadczeniach, wywoływanych za sprawą medytacji lub autohipnozy – jak wolisz. Oraz za sprawą hipnozy dla innych ludzi, których wprowadzam do ponadosobowych form swoich świadomości.