Rozwój osobisty

Spis treści

Jesteśmy istotami duchowymi

Jesteśmy istotami duchowymi, które potrzebują ciał, aby odnaleźć swoją duchową tożsamość.

Tomasz z Akwinu

Czym jest duchowość, do czego służy i poco jej szukać? Takie i wiele innych, podobnych pytań zadaje sobie ludzkość od zarania dziejów. Pytań jest wiele kiedy idziemy w szczegóły. Można też zgeneralizować wszystkie pomniejsze pytania, by dojść do idei, która każe nam je zadawać. Wtedy wyłania się jedno pytanie górujące. Pytanie, jakie zadała sobie, chyba każda dorosła ludzka istota. Brzmi ono: „Jaki jest sens mojego tu zaistnienia?” To bardzo ważne pytanie! Wierzę, że każda inteligentna ludzka istota zadała już sobie owo pytanie.

A jak było z odpowiedzią? Może zadowoliłeś się myślą, żeby naśladować rodziców i robić to, co oni robili całe życie. Może zadałeś sobie więcej trudu i zgłębiałeś wiedzę u wyższych autorytetów, na przykład u teologów. Albo pytałeś o to mądrzejsze, zaufane autorytety. Tak, czy inaczej, jestem pewien, że odpowiedzi nie znalazłeś na poziomie swojej osobowości. Być może zaufałeś swojemu autorytetowi, kaznodziei, nauczycielowi, żeby przyjąć jakąś teorię czy doktrynę religijną. Przyjąłeś coś na wiarę. Bo przecież coś, co przyjmuje się na wiarę raczej trudne jest do zweryfikowania w doświadczeniu. A przecież wiara to nie wiedza. Wiedzę możemy uzyskać przez doświadczenie, lecz wiara, to tylko wiara. Niekiedy można się nawet dowiedzieć, że wiara jest ważniejsza od wiedzy, żeby tylko zaprzestać poszukiwań na własną rękę i przystąpić do grupy. Do grupy ludzi, którzy dla własnej wygody wybrali konformizm, by odciążyć swój umysł od potrzeby wewnętrznego zgłębiania sensu zaistnienia.

Zdecydowana większość dla własnej wygody przyjmuje religię swoich przodków. Wielu też uważa, że to jedyny rozsądny sposób na życie. Daleki jestem od krytykanctwa takich postaw, lecz w moim odczuciu zamyka to drogę do własnego rozwoju. Myślę sobie też, że naśladownictwo innych jest mało szczęśliwym wyborem w tworzeniu samego siebie.

Gdyby Stwórcy zależało na podobieństwie, jednomyślności w działaniu i postawach, stworzyłby nas od jednaj „sztancy”. Ale tak nie jest. Różnimy się od siebie zasadniczo. Nawet bliźniaki jednojajowe posiadają swoje odrębne cechy charakteru.

Od zarania dziejów, człowiek podpatrujący Naturę uczył się od niej wiele. Czemu więc w tej kwestii dążymy do unifikacji, jednomyślności, mody i przejmowania po przodkach ich wierzeń oraz wzorców na życie? Czyżby ta wygodnicka postawa przybliżała nas do odpowiedzi na wcześniej zadane pytanie?

Uważam, że to nie tędy droga. Skoro Bóg nas stworzył jako odrębne indywidua, to należy wyciągnąć z tego wniosek, że każdy ma swoją odrębną ścieżkę poznania.

Poznania czego, zapytałby ktoś? Siebie, swojej ścieżki czy swojej rzeczywistości? Odpowiem wprost: sensu swojego tu zaistnienia, wraz z częścią dużo szerszego planu stworzenia.

Można też w dywagacji posunąć się jeszcze dalej i zadać sobie pytanie. Skoro populistyczne religie znają odpowiedź na wszystkie pytania, to poco szukać dalej? Poco utrudniać sobie życie. Tak właśnie myślałem będąc dzieckiem w Szkole Podstawowej zadając swojemu księdzu wiele trudnych pytań na lekcji religii. Myślicie sobie, że uzyskałem wyczerpujące odpowiedzi? Nie, ksiądz mnie zbeształ i poniżył. Jeszcze gorszym było to, co powiedział: „Jesteś niegodzien, żeby dyskutować ze mną na takie tematy”, bowiem słowa te zadziałały jak wdrukowane przekonanie. Ponieważ był to jedyny święty autorytet dla mojej całej rodziny.

Dziś patrząc na owe wspomnienia z pozycji czasu, dostrzegam, że moje dziecinne pytania były podobne do stawianych przez Neale Donalda Walscha w „Rozmowach z Bogiem”. Musiało jednak upłynąć czterdzieści lat, bym uzyskał odpowiedzi, które nie kłócą się z moją wewnętrzną konstrukcją. Moim Wyższym Ja, sumieniem. Jak chcesz.

Odnajdując swoją duchową tożsamość dorabiamy niejako klucz do siebie. Dostajemy coś na wzór kodu dostępu do swojego wnętrza, by lepiej zrozumieć większą część boskiego planu. Tego planu, w którym tkwi nasza własna osobowość, na wzór maleńkiego „trybika” w o wiele większej „maszynerii” wszechświata. Sens zaistnienia zaczyna się ujawniać dopiero wtedy, gdy pojmujemy dużo szerszy plan stworzenia.

Można do tego dotrzeć pod warunkiem przekroczenia własnego ego, które jest rdzeniem osobowości. Przekroczyć też należy całą osobowość, by dotrzeć do transpersonalnej świadomości – wyższego Ja.

Naukowcy nazywają taki manewr terapią transpersonalną lub psychologią transpersonalną. Ponadosobowa penetracja świadomości wyższego Ja to przecież najzwyklejsze poznanie własnej duszy. Czyż nie jest to najcudowniejszy objaw połączenia trzech instytucji, które człowiek sobie stworzył? Instytucji, które do tej pory niewiele miały wspólnego ze współpracą. Są nimi medycyna, psychologia-psychiatria oraz religie. Człowiek stworzył wszystkie te dziedziny wiedzy, by zbliżyły go do siebie samego. Lecz cóż jest? Owe dziedziny na skutek własnej ignorancji, albo egoizmu, raczej dzielą człowieka na odrębne części. Dzielą zamiast łączyć. Bo przecież ciało, psychika i duchowość to kompletna jaźń, która w jakimś sensie tutaj zaistniała. Nie można traktować ciała wybiórczo z pominięciem pozostałych aspektów siebie. Nie można też wybiórczo taktować psychiki i skupiać się jedynie na jej części osobowej. Tej części, która jako świadomość ego została stworzona pomiędzy narodzinami i śmiercią naszego ciała.

Wypadałoby też nad duchowością swego wyższego istnienia nie przechodzić obojętnie. Obojętnie, albo w sposób narzucony nam odgórnie – czyli wiarę w to, co będzie z nasza duszą po śmierci.

Obecnie na świecie jest tyle dowodów na życie istoty duchowej po śmierci, że aż prosi się, by podejść do tego problemu w sposób doświadczalny. Jak wcześniej wspomniałem, wiedza oparta na doświadczeniu wnosi w ludzkie istnienie dużo więcej prawdy o sobie. Tej prawdy, której nikt nam nie odbierze. Naszej własnej wynikłej z doświadczenia.

Pytałby ktoś, gdzie są dowody na istnienie życia po śmierci? Odpowiem – jest ich więcej niż się spodziewasz. Może często kłócą się z doktrynami niektórych religii, jednak są i trudno ich nie zauważyć. Wystarczy wziąć do ręki prace Raymonda Moody’ego – Życie po życiu, by dotknąć dowodu jaki powstał z opisu ludzi przywróconych ze śmierci klinicznej.

Inny sposób na dowód takiego życia to transkomunikacja. Dziedzina, którą coraz częściej nauka bierze pod „lupę”. Również otwarci teologowie mocno angażują się w badania transkomunikacji. Niezaprzeczalnym dowodem są też uzdolnione media, które często widzą duchy, rozmawiają z nimi i przekazują informacje, jakie mogły wypłynąć jedynie od osoby zmarłej.

Pismo automatyczne, jakim istoty duchowe chętnie się posługują, również jest dowodem nie do podważenia.

A podróże astralne? Wielu ludzi posiadło owe zdolności lub nabyli je poprzez ćwiczenia. Na tej płaszczyźnie również mamy do dyspozycji wiele książek specjalistów w dziedzinie. Choćby wymienić tylko Monroe’go i Moena.

Należałoby również wspomnieć o hipnozie, która w dziedzinie badań duchowości zrobiła chyba największy postęp. Chcąc tylko wspomnieć ludzi nauki, którzy przecierali szlaki w dziedzinie hipnoterapii, należy koniecznie wymienić doktora Weissa, który dotarł do życia po życiu poprzez hipnozę. Drugi badacz dr Newton, hipnoterapeuta poszedł jeszcze dalej i zbadał istnienie świadomości duszy w przestrzeni duchowej. O wspomnianych badaniach pisałem już wcześniej.

Badanie duchowości przez świat nauki zatacza coraz szersze kręgi. Kierunek ten bardzo ładnie nazwano psychologią transpersonalną. I choć prace Junga sięgają do ponadosobowej przestrzeni świadomości, to termin „transpersonalny” powstał nieco później. Ojcem tego kierunku specjaliści nazywają Abrahama Masłowa, który żył w latach 1908 – 1970. Właśnie ten kierunek w spychologii rozpoczął penetrację świadomości ponadosobowej. Dając możliwość sięgnięcia do duchowej tożsamości istoty ludzkiej. Wcześniej owa działalność była zarezerwowana dla mistyków. Również dla religii ezoterycznych, czytaj dla wtajemniczonych. Napisze o tym w innej publikacji.

Myślę, że nikomu nie jest obce stwierdzenie, iż mistycy w wielu dziedzinach wyprzedzają wiedzę naukową. Nie może być to zaskoczeniem choćby z tego powodu, że fizyka kwantowa dla wcześniejszej newtonowsko-kartezjańskiej, też jest mistycyzmem. A jednak dowiedziona!

Przejdźmy zatem do hipnozy, która w obecnej dobie jest coraz bardziej rozpoznawana i nauczana. A penetracja odmiennych stanów świadomości jest przecież najbliższa doświadczeniom mistycznym. Tutaj też zaczyna się otwarcie na duchowość. Duchowość opartą na doświadczeniu i to jest istotne.

Doświadczając coraz głębszych, mistycznych stanów świadomości docieramy do duchowej tożsamości swojej istoty.

Mistyczne stany świadomości rozpoczynają się w momencie przekroczenia świadomości osobowej. Przekraczając osobowość dochodzimy do tzw. nadświadomości, wyższej jaźni albo świadomości duszy. Jest to najprostsze wyjaśnienie dla psychologii transpersonalnej.

W tym miejscu okrąg się zamyka. Sens mojego tu zaistnienia zna moja dusza, inaczej duchowa tożsamość.

Z tej pozycji możemy uzdrowić wiele niezrozumiałych relacji międzyludzkich. Zrozumieć swoje nieudolności lub kalectwo ciała. Możemy też rozpoznać i uzdrowić wiele chorób natury psychosomatycznej, których przyczyna powstała poza czasem znanym osobowości.

O praktycznym dochodzeniu do mistycznych stanów świadomości napiszę w innym artykule.