Rozwój duchowy cz. 2

Jeśli uważasz, że ten proces przebiega lekko, łatwo i przyjemnie, to muszę cię zmartwić. Ponieważ do inicjacji kontaktów z nadświadomością wymagana jest pełna harmonia we współpracy ciała, struktury podświadomości i świadomej jaźni. Czyli ciała fizycznego, emocjonalnego i mentalnego.

Dopiero wtedy, gdy owa harmonia w osobowej strukturze zaistnieje, możliwe stają się kroki ku duchowemu przebudzeniu. Stąd też zrozumiałym jest potrzeba osobistego rozwoju w pierwszej kolejności. Jeśli do tej pory, części twojej osobowości, rozgrywają wewnętrzne utarczki, nie grając w jednym zespole, odpuść sobie rozwój duchowy. Zajmij się osobowością.

W moim pojmowaniu istnieje pewna analogia z ziemskimi szkołami. Pierwszy rozdział ewolucji świadomości to „szkoła podstawowa”. Tutaj musimy zrobić porządek z osobową formą swego istnienia. Czyli poznać części swej osobowości, ich hierarchię oraz role przypisane każdemu z podzespołów.

W tej szkole uczymy się wprowadzać pełną harmonię w zespole, zanim przejdziemy do następnej szkoły, gdzie zadania, oraz poziom trudności będzie znacznie wyższy. Podobnie jak w ziemskiej szkole średniej, musimy zdać egzamin, aby przejść do szkolenia na wyższym poziomie.

Ów wyższy poziom – szkoła średnia – to praca z nadświadomością, albo energią duszy. To poziom wyższej jaźni, która przekracza i zawiera poziom osobowej świadomości. Nauka na tym poziomie, podobnie jak w ziemskiej szkole, trwa kilka lat. Zależy to od intensywności pobierania nauk i od zdolności ucznia. Możesz być pilnym uczniem i skończyć po paru latach, a możesz też sięgnąć bliżej ośmiu czy dziesięciu lat. Od ciebie zależy postęp w edukacji. Od ciebie też zależy, czy zdasz egzamin „maturalny”, który upoważnia do wstępu na wyższy poziom nauczania.

Myślisz, że to kpina? Nie, ja wiem, co mówię. Możesz, jeśli zechcesz, zdać egzamin na wyższe studia. Czyli otrzymać nauczyciela duchowego, którego zadaniem będzie prowadzenie twego rozwoju powyżej zadanych lekcji na obecne życie. Tak, to jest możliwe. Wtedy otrzymujesz wiedzę ponadprogramową, której tematyki nie jesteś w stanie przewidzieć. Może dlatego, że każda dusza posiada jakieś umiłowane kierunki i predyspozycje, które chciałaby rozwijać. Wtedy przypisany nauczyciel duchowy, ustala program szkolenia i przedstawia go duszy wraz z przewidywanym czasem, w latach, jaki jest potrzebny do opanowania materiału.

Ale wróćmy trochę wstecz. Rozwój osobisty, czyli szkoła podstawowa jest szalenie zaborcza. Ona trzyma nas w „kleszczach”, z których bardzo trudno się wydostać. Ponieważ tak bardzo identyfikujemy się ze swą ziemską rolą, że zapominamy kim w istocie jesteśmy. Bowiem wchodząc w tę rolę, przechodzimy przez „rzekę zapomnienia”. Jest to nadrzędnym warunkiem, aby wolna wola była całkiem wolna od pamięci, kim naprawdę jestem. Stąd tak trudno uruchomić w sobie proces budzenia się do swej szerszej tożsamości istnienia.

Dopiero przekroczenie osobowości, by nawiązać świadomy kontakt z nadświadomością, zmienia charakter człowieka. Stajemy się bliżsi człowieczeństwu. Wtedy zwierzęce instynkty, niezbędne dla egzystencjalizmu, przestają zajmować pierwszy plan. Powstrzymujemy instynkty typu „akacja – reakcja”, które są typowym ludzkim zachowaniem.

Co ciekawe, w oczach bliskich nam osób, stajemy się nienormalni. Reagujemy inaczej jak większość ludzi. Nie odbijamy złośliwych uwag, czy oskarżeń, ponieważ wiedza o sobie jest inaczej ugruntowana. Przekroczyliśmy emocjonalne reakcje, bo stać nas na uczucia, które nie pochłaniają energii. Zaś będąc pod wpływem uczuć, sami wybieramy czy bliżej nam do lęku, czy też do miłości. Bowiem są to dwie skrajności, które nigdy się nie zejdą, tak dla emocji, jak i dla uczuć.

Będąc świadomym siebie, nie tylko formy osobowej, ale szerszej tożsamości, sami wybieramy reakcje. Czyli to, co prezentuje moją wizję dla otoczenia. I choć nikt nie jest w stanie rozszyfrować procesów, jakie zachodzą w człowieku, to znajdzie się wielu, którzy pozazdroszczą jemu tej głębi.

Bo jakże nie zazdrościć komuś, kto jest aż tak nienormalnym, że sam wybiera swoje reakcje. Decyduje kiedy reagować emocjami, kiedy uczuciami i kiedy umysłem. Przecież to nie normalne, ale możliwe.

Być może masz trudności w odróżnieniu emocji i uczuć, ale od czego jest wiedza o centrach energetycznych człowieka. Tak zwane czakry są odpowiedzialne za przyporządkowanie naszej istoty do różnych pól energetycznych. Nie będę wchodzić tutaj zbyt głęboko w szczegóły, gdyż jest to inny rozdział wiedzy. Powinienem jednak przytoczyć, że czakra żółta (okolice pępka) to ośrodek emocji. Zaś czakra zielona (okolice serca) to ośrodek uczyć.

Chcąc sprawdzić, jak to działa, przyłap się na emocjonalnym wzburzeniu w stosunku do drugiej osoby. Poczuj jak buzuje energia w okolicach pępka. Staraj się poczuć ją aż w trzewiach. Potem pomyśl sobie o empatii i wczuj się w tą drugą osobę. Stań się nią na chwilę, by zobaczyć waszą relację z tamtej perspektywy. Owa perspektywa pozwoli ci rozładować napięcie.

Wtedy odczujesz jak emocje opadają. Przechodzisz w uczucia do czakry serca. Rodzi się uczucie miłości, czyli coś, co przekracza emocje. Uczucia nie pochłaniają energii, są ponad. One łączą obie oddzielone formy istnienia w jedność. Pozostaje jakieś doświadczenie.

Jeśli w tym momencie stać ciebie na więcej i pociągniesz swoją medytację jeszcze dalej, doświadczysz głębszego zrozumienia. Wzniesienie się do czakry błękitnej (okolice gardła), uruchamia komunikację. Komunikację z drugą osobą, w której dochodzi  do zrozumienia ról. Czyli lekcji, jakie wyniosą obie formy osobowe.

Ale również błękitna czakra przynosi zrozumienie niższych centr energetycznych. Oraz pozwala na łączność z czakrą koloru indygo (trzecie oko), czyli wyższą jaźnią. Nie zrażaj się, kiedy po przeczytaniu owych wskazówek, pierwsze próby będą nie udane. Owe opisy są z poziomu „szkoły średniej” duchowego rozwoju, więc dla średniozaawansowanych poszukiwaczy swej prawdziwej tożsamości.

Jeśli uzmysłowisz sobie, że każdy etap szkoleniowy trwa przynajmniej pięć lat, wtedy łatwiej zaakceptujesz swoje zmagania. Takie przeobrażanie świadomości musi być rozłożone na lata. Ponieważ uczenie się tego świata, tworzenie systemu przekonań, którym posługuje się podświadomość, trwało wiele lat. Owe informacje o nas i o świecie, który nas otacza są wpisane w komórki naszego ciała. Dlatego umysł nasz bazuje na całokształcie wiedzy pozyskanej przez cielesne zmysły, emocje i całokształt edukacyjny do tej pory.

Dlatego, aby móc przyjmować nową wiedzę z wyższego poziomu, musimy wpierw uporać się z przekonaniami, które odmawiają przyjęcia. Choćby z powodu obowiązującego światopoglądu, w którym nasze ciała są rzeczami. Czyli mechanizmy zbudowane z atomów, jak pozostałe rzeczy z Matką Ziemią włącznie.

Ów światopogląd, oparty na siedemnastowiecznych zdobyczach Newtona i Darwinowskiej ewolucji gatunków, zdecydowanie podważa wszelkie duchowe badania. Wręcz wyśmiewa się duchowe potrzeby poszukiwania swoich korzeni, gdy naukowe paradygmaty narzucają swoją wizję świata. Wizję ustanowioną przez naukę, oraz religijne doktryny, które wprowadziły potrzebę wiary tam, gdzie aż prosi się o doświadczanie swej duchowej formy istnienia.

Mistycyzm to duchowe sposoby poznawania siebie i świata, w którym, jako formy osobowe, zostaliśmy wkomponowani. Nie dla frajdy i nie z przypadku. Zrobiliśmy to świadomie z poziomu wyższej tożsamości, która potrzebuje ciał i scenerii świata materii, aby poznać siebie. Poznać siebie w zapomnieniu siebie. Czyli prawdziwej swojej tożsamości.

Pierwszą podpowiedzią w ziemskiej tułaczce są emocje. One mają dwa bieguny miłość i lęk. To najbardziej skrajne emocje i uczucia. Wszystkie pozostałe zawierają się pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. Sam musisz dojść do tego, że to, co eksponujesz – dajesz innym – to do ciebie wraca w powiększonym wymiarze. Ta lekcja bywa często najtrudniejszą do przerobienia i wdrożenia w życie.

Bywa też, że wiedza i jej zastosowanie w praktyce, też rozchodzą się w dwie strony. Wtedy teoria rozmija się z praktyką i stwarza kolejne przeszkody.

Inną, bardzo trudną do przekroczenia, barierą jest konformizm, któremu  wszyscy ulegamy. Bardzo trudno wyrwać się z naśladowania innych, „bo co sobie ludzie pomyślą?” – tak rozumujemy. A to pogłębia naszą ślepą ścieżkę. Zaciemnia drogę powrotu do Domu, który czeka wciąż na nasze przebudzenie. Przebudzenie siebie na tożsamość ducha, którym w istocie jesteśmy jako rdzeń tożsamości z Najwyższym Istnieniem. Z Boskością, która w istocie jest wszystkim, co jest i tym, co nie jest. A więc myślą sprawczą.