Rozwój duchowy


Uwaga: Artykuł o rozwoju osobistym znajdziesz w "archiwum" - "rozwój osobisty", napisany przed kilkoma laty.

Rozwój duchowy to taki termin słowny, który może wzbudzać pewne kontrowersje. Jedni go lepiej rozumieją, a inni gorzej, 

bowiem interpretacji owego terminu jest wiele. Można kojarzyć go z religijnością, czyli wyznawaniem wiary. Albo rozwojem osobistym, dającym człowiekowi wszechstronne obycie kulturowe w społeczeństwie.

Możesz też uważać, że czytanie książek, czasopism i artykułów o charakterze ezoterycznym, to też rozwój duchowy. Masz do tego prawo, ponieważ ogólnie przyjmuje się, że rozwój duchowy to temat bardzo szeroki. Ja też tak uważałem, przez wiele lat kroczenia ścieżką rozwoju osobistego.

Lecz zanim wszedłem na ścieżkę jakiegokolwiek rozwoju, zetknąłem się z religioznawstwem. Tak, to było na szkoleniu specjalistów wojskowych, kiedy oficera, wykładowcę od spraw politycznych, zastąpił inny oficer. Ten nie przykładał w ogóle uwagi do tematyki zadanej, gdyż był wielkim znawcą i miłośnikiem dziedziny religioznawstwa. Dlatego przez miesiąc zastępstwa, ten nudny, do tej pory temat, stał się porywający dla wszystkich słuchaczy. Wtedy zdobyłem nową pasję, która zmieniła moje spojrzenie na religię.

Od tej pory przez, wiele lat, usilnie zgłębiałem wiedzę o wszystkich, liczących się religiach. Moja pasja była wyjątkowa i rozbudowana, ponieważ następne półtora roku służby przyjaźniłem się z niedoszłym księdzem. Studentem teologii, który za „karę” trafił do wojska po czterech latach studiów.

Mój przyjaciel mocno podbudował moją pasję, gdyż sam był bardzo dociekliwym i dokładnym w zbieraniu materiałów dotyczących korzeni swojej religii. Zebrał on ogromny materiał do swojej pracy dyplomowej, której nie dane było przejść przez sito cenzorów. Pewnie był też zbyt mało pokorny wobec swych przełożonych, gdyż trafił do służby wojskowej niejako za karę.

Było to jednak z pożytkiem dla wielu. Między innymi dla mnie, ponieważ wiele wyniosłem z naszej przyjaźni wiedzy, która publicznie nie jest dostępna. Potem jeszcze przez wiele lat religioznawstwo było moim „konikiem” – czyli pasją.

Teraz z perspektywy czasu dostrzegam, jak bardzo było mi potrzebne, poznawanie wielu religii. Religii uznawanych, szanowanych i wyznawanych przez ludzkość naszej Ziemi. Owo poznanie, niejako pozwala spojrzeć na religijność z innej perspektywy. Dlatego aby odróżnić religijność od duchowości potrzebne jest szersze spojrzenie. Spojrzenie na obie strony rzeczywistości, jaką kształtują religie i duchowość.

Tutaj należy się małe wyjaśnienie, co ja rozumiem przez słowo religijność i duchowość. W moim pojmowaniu, łatwo jest oddzielić od siebie oba terminy. Otóż religijność nakazuje wiarę, kiedy duchowość wręcz jej zakazuje. Religijność, to wyznawanie wiary, czyli doktryny ustanowionej przez hierarchów danej religii. My nie mamy żadnego wpływu na kształt przyjętej doktryny – ślepa wiara. Nawet gdy budowana jest ona na zasadzie „jedynej prawdy objawionej” – czyli dogmatów.

Duchowość to proces odwrotny. „Nie wierz żadnemu memu słowu. Sprawdzaj wszystko w doświadczeniu”. Mówił nam pewien nauczyciel. Czyż nie jest to bardziej uczciwe?

Ja wiem, może wydać ci się dużo trudniejszym sposobem takie dochodzenie do oświecenia, ponieważ w naszym świecie modny jest konformizm. Czyli: „Dajcie mi przykazania, zasady, przepisy a ja się podporządkuję. Po cóż mam szukać samemu”. Takie podejście jest o wiele łatwiejsze. Konformizm to wygodnictwo, ale również oddanie swoich „sterów” w obce ręce.

Prawdziwy rozwój duchowy powinien polegać na doświadczaniu, a tego nikt za ciebie nie zrobi. Boskości należy szukać w swoim wnętrzu, a tego uczy ścieżka duchowego przebudzenia. Dlatego, tak modny, konformizm tutaj przegrywa.

Do tej pory w naszej dywagacji poruszyłem dwie opcje. Opcja wiary i opcja doświadczania. Tylko jedną z nich możesz wybrać, gdy stawką jest Rozwój Duchowy. Doświadczanie jest tutaj najwyższym atrybutem, ponieważ musisz wejść w proces całym sobą. Ciałem umysłem i duchem. Będąc na Ziemi, czyli w formie cielesnej, twoim zadaniem jest przekroczyć świadomością tę formę osobową, aby odkryć tożsamość ducha. Czyli przesunąć swoją świadomość osobową, wytworzoną w oparciu o zmysły ciała i „komputer pokładowy”, czyli mózg, do wyższej świadomości.

Wzniesienie codziennej świadomości, osobowej formy, do nadświadomości, czyli ponadosobowej formy poznawania siebie, jest wielkim wyzwaniem. Dlatego wysiłek, jaki musisz ponieść jest znaczący. Nie ma tutaj zbyt wiele podpowiedzi. Nawet jeśli masz nauczyciela, to wyznacza on dla ciebie jedynie pewne znaki na drodze. Zaś droga, przez wewnętrzne doświadczanie, należy do ciebie samego. Tylko ciężką pracą i wyrzeczeniami dojdziesz do dobrej komunikacji z nadświadomością. Czyli duchową formą, która w przeciwieństwie do osobowej, jest nieśmiertelnym istnieniem.

Istnieniem, które również ewoluuje, uczy się i wzrasta. Jego wzrastanie w świadomości, obyciu i emocjonalnych strukturach, odbywa się w oparciu o cielesne formy w świecie przejawionym. Świecie, który dla duchowych form jest szkołą, albo teatralną sceną. Scenką, gdzie wchodzimy, aby odegrać swoją rolę i schodzimy, gdy nasza rola wybrzmiewa.

Kończąc swoją rolę w ziemskiej scenerii, duchowa forma wynosi ważne dla siebie lekcje, oparte na życiowych doświadczeniach. Owe lekcje są dla tego ważne, ponieważ odbyły się w zapomnieniu siebie. Czyli tej prawdziwej, swojej tożsamości duchowej.

Zapomnienie siebie, czyli prawdziwej duchowej tożsamości, jest warunkiem, aby „uczeń” mógł korzystać z pełnej wolnej woli. To jest główną zasadą – Wolna Wola. Korzystając z tego przywileju mamy prawo do wszystkiego. „Wolność Tomku w swoim domku” – prawda?

Może dlatego łatwiej wybieramy konformizm, podpowiedzi innych, oraz uciechy z tego świata, zapominając o sensie podjęcia się swej roli.

Rozwój duchowy rozpoczyna się w chwili, kiedy zaczynasz zadawać sobie pytania: Po co tutaj jestem? Skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Jakie jest dla mnie przeznaczenie, gdy odczuwam wewnętrznie, że moje istnienie jest wieczne? Zmieniam tylko formę swego przejawienia, gdy rdzeń mojej tożsamości, jest przejawem Wszechistnienia.

Owe pytania, wewnętrznej dociekliwości, zadawane sobie, mają ważne podłoże. One wywodzą się z jakiejś inspiracji, czyli głosu duszy. Coś we mnie woła: Obudź się wreszcie i spójrz na siebie z innej perspektywy. Przecież nie jesteś tym ciałem, ciało tylko posiadasz. Nie jesteś swymi myślami, gdyż możesz je obserwować z wyższego poziomu świadomości. Zawsze masz jakąś inną perspektywę, aby oglądać siebie i to, co sobą reprezentujesz.

Wtedy inna perspektywa oglądu siebie, rozbudzona inspiracją przynosi nowe spojrzenie na siebie. Zaczynamy pojmować, że tak bardzo identyfikujemy się ze swą ziemską rolą, iż zapominamy, kim w istocie jesteśmy. Zapomniawszy siebie, swej prawdziwej tożsamości, możemy przeżyć wiele wcieleń, zanim jakiś rezonans dostroi nasze sumienie do głębszych pokładów swego istnienia.

Rozwój duchowy to takie słowo, slogan pospolicie uznawany. Ale uważaj, bo za tym słowem może też kryć się ten cichy impuls. Impuls refleksji domagającej się zadumy i wglądu w głąb siebie. Wówczas to jakaś inspiracja może kazać ci zatrzymać swoje codzienne myśli. Zatrzymać ten świat, który dookoła ciebie się kręci, aby dostroić się głębiej w ten akord sumienia. Nie tylko po to, aby zwolnić swe emocjonalne dążenia, ale również wysłuchać głosu duszy. Tej nadświadomej części siebie, która ma dla ciebie pewien bagaż zobowiązań na obecne życie.

Tak, jakieś przeznaczenie, jakiś sens zaistnienia w tej formie, musiał być zaplanowany. Owe role jakie teraz odgrywasz ze swymi bliskimi, musiały być zaplanowane z wieloma szczegółami. Aby to doświadczenie, które teraz odgrywacie, przyniosło konstruktywne nauki dla ciebie i najbliższych osób.

Zatem sięganie do odsłony perspektywy tego poziomu świadomości, możemy bezspornie nazwać rozwojem duchowym. Każde wykorzystywanie, choćby dla drobnych podpowiedzi, swojej wyższej jaźni, jest dla człowieka korzystną wskazówką.

Każdy z nas posiada w sobie tę przysłowiową nić Ariadny, którą dzięki pewnym doświadczeniom medytacyjnym, może odnaleźć. A to wymaga pewnego wysiłku, przy którym na konformizm nie możemy liczyć. Nikt też nie jest w stanie za nas tego zrobić. Owo doświadczanie to indywidualny proces przemiany wewnętrznej struktury świadomości.

Tak samo ja, ty i wszyscy inni ludzie posiadamy wiele poziomów świadomości. Od nas indywidualnie zależy, z którym z nich najczęściej identyfikujemy się na co dzień. Fizyczność to nasze ciała. Ciało też jest świadome siebie. Emocje to ciało astralne, wyższy stopień świadomości. Tym rządzi nasza podświadomość. Tutaj zawarta jest pamięć zgromadzona na przestrzeni życia. Wszystkie przekonania i umiejętności wypracowane za życia, gromadzone są na tym poziomie świadomości. Podświadomość to duchowa energia najniższych wibracji, która działa podobnie jak system Bios w komputerze.

Wyższym stopniem świadomości jest umysł, czyli ciało mentalne, które w oparciu o mózg tworzy nasze „ja”. To coś, co samodzielnie myśli, analizuje swoją rzeczywistość w oparciu o ciało, emocje i otoczenie, w którym jest wkomponowane. Ciało mentalne analizuje swoją rzeczywistość w oparciu o logikę, bazującą na podświadomości. Czyli zbiorze wszystkich wyuczonych i zapamiętanych doświadczeń, tworzących system przekonań. Posiada również dostęp do wyższej formy świadomości poprzez wyobraźnię. Przyjęło się uznawać, że lewa półkula mózgu odpowiada za logikę. Prawa zaś za wyobraźnię i kontakt z twórczą kreatywnością.

Dlatego w trakcie medytacji możemy na tyle wyciszyć swój analityczny rozum, aby zezwolił nam poprzez prawą półkulę sięgnąć do wyższej formy świadomości. Wówczas zaczyna otwierać się przed nami dostęp do nadświadomości, albo do nieśmiertelnej świadomości duszy. Tej części nas samych, która wielokrotnie zdobywała doświadczenia w ziemskiej scenerii w oparciu o inne ciała, inne relacje i otoczenie.

Jest to najwyższy poziom wibracji, poziom świadomości, do którego sięgnąć może człowiek. Przeciętny człowiek świata zachodu, któremu odległe są ścisłe wyrzeczenia i medytacje wschodnich kultur. Ten poziom świadomości w filozofii wieczystej, zwany jest ciałem przyczynowym. Od jakiejś przyczyny i jakiegoś skutku, które nami powodują w ziemskiej wędrówce.

Właśnie na tym poziomie świadomości odkrywamy sens naszego tutaj zaistnienia. Jakaś przyczyna spowodowała skutek naszej wędrówki, który został zasłonięty, aby nie zakłócać wolnej woli danej każdemu.