Trudne pytania

Nikt tego nie zauważył. A trwałoby to dostatecznie długo, żeby to zauważyć. Przy takiej potężnej katastrofie nie sposób byłoby tego nie zauważyć. Podobny przypadek zderzenia meteorytu był po przeciwnej stronie planety. I ten przypadek był widziany wiele tysięcy kilometrów wcześniej przez obserwatorium w Anglii. I ten fakt odnotowano jako dziwne zjawisko, które zostało wiele lat później potwierdzone wnikliwymi badaniami i pomiarami. A więc w tym przypadku, również przy rozwoju już techniki obserwacji nieba z różnych punktów Ziemi, nie mogło to ulec przeoczeniu.

- Jak więc w istocie było z tym zdarzeniem? Opowiedz mi o tym. 
- Był to sztuczny twór, który miał za zadanie pomiar kilku ciał niebieskich, planet w Układzie Słonecznym. Ze względu na czas swojej misji i pewne niebezpieczeństwo był obiektem bezzałogowym. Z punktu widzenia fizyczności, techniki, popełniono błąd w obliczeniach. I doszło do katastrofy. Ziemia ściągnęła obiekt swoim przyciąganiem. 
- Jak duży był ten obiekt? Możesz coś na ten temat powiedzieć? 
- Ludzie nie są w stanie takiego obiektu tutaj na Ziemi wybudować. Jest to niemożliwe. Był to obiekt, który około sześciu razy swoim rozmiarem przewyższa ten, który w tej chwili ludzie budują w kosmosie. Jednak siła eksplozji, zniszczenia nie wynikała z wielkości tego obiektu, ale z nośnika energii, która poruszała ten obiekt. Zetknięcie się z tlenem, z powietrzem, z atmosferą ziemską wytworzyło tę potężną eksplozję. I fala uderzeniowa zrobiła swoje. 
- Na jakiej wysokości była, mniej więcej, ta eksplozja? 
- Około stu tysięcy kilometrów, więc już w atmosferze ziemskiej... 
- Stu tysięcy kilometrów? Czy stu kilometrów? 
- Wszystko zaczęło się na wysokości stu tysięcy kilometrów. 
- Ale ja zapytałem o samą eksplozję nad Ziemią. Jaka to była wysokość nad Ziemią? 
- Niecałe pięćdziesiąt. 
- Niecałe pięćdziesiąt? 
- Struktura była tak nagrzana, że wyzwoliło to niesamowitą temperaturę i nastąpiła eksplozja. 
- I to był obiekt bezzałogowy, czyli stacja badawcza, czy tak? 
- Tak. Ale nie zderzyła się z Ziemią.

*

- Dobrze, to przejdziemy do pytań. Pierwsze pytania są od ciebie. Pytasz się w ten sposób: „Czuję, że boję się sukcesu. Co o tym sądzicie?” 
- Tak. Pytanie, co jest miarą sukcesu. W zasadzie wszystko jest sukcesem. Tylko zależy, z jakiej strony się na to spojrzy. Nawet tam, gdzie się nie dostrzega tego sukcesu, widzi się porażkę, to może się okazać sukces, bo jest to początek, albo – może być początek nowej drogi. To zależy od tego, jak na to spojrzymy. To właśnie... O, ten w koronie, tak – Salomon. Korona, właściwie nie można powiedzieć, że to korona. To nie jest korona, to jakaś opaska złota. No tak, można powiedzieć, że to korona, no niech to będzie korona. To właśnie on mówi, że mądrość, wiedza, bogactwo, jest jedno i to samo, tylko zależy, jakiemu celowi służy. I to może być uważane jako sukces. Bo mądrość, uzyskanie mądrości, bycie roztropnym też jest sukcesem. Bo niełatwo żyć na Ziemi i być mądrym, roztropnym, tak, aby wszystkich zadowolić. I niełatwo być przy tym jeszcze bogatym, albo bogatym, żeby wszystkich zadowolić. Bo z reguły zawsze się ma wrogów i z reguły jest się zawsze samotnym. Tylko pytanie, czy samotnym w samym sobie, czy tę niby samotność dzieli się ze Stwórcą? Bo jeżeli się Jego pomija, a ma się dobra, wiedzę, to pozorny jest sukces. Na każdym polu, jeżeli się odnosi sukces, wcześniej czy później, człowiek zostaje sam, ale zawsze trzeba zwrócić się do „Góry”. Tak to już jest. To jest doświadczenie i często, ci, którzy nas nie lubią, nienawidzą, krytykują, powinni być odbierani jako nauczyciele. Bo nie sama sytuacja, ale reakcja środowiska, tych, którzy są wokół nas, powoduje, że powinniśmy to odebrać jako lekcję od nauczycieli. Dlaczego, dlaczego się boję sukcesu? Wszystko jest sukcesem, co robisz. Wszystko jest sukcesem, czego nie robisz. Tylko kwestia wyboru i określenia, czy zaistniało to w odpowiednim momencie, czy też nie. Nie można tego tak rozpatrywać w kategoriach sukcesu, czy porażki. Bo jest po prostu, jak jest. Jeżeli coś nas ogranicza, to jest złe. Jeżeli nas nic nie ogranicza, to nawet porażka może być sukcesem. Wszystko, wszystko czemuś służy. Każde zdarzenie, każda okoliczność jest dobra, jest właściwa. Trzeba to zrozumieć, bo przyjdzie czas, że będzie mi dane, to zrozumienie i nie będę się już więcej nad tym zastanawiać. Samo życie, to, że się tutaj jest, to też sukces. I on jest najważniejszy. Że jest okazja, możliwość doświadczenia, właśnie w tym czasie, w tych okolicznościach. Kwestia, czy się ustawić z wiatrem, czy pod wiatr. Czy płynąć z nurtem, czy się trzymać gałęzi i próbować piąć w górę, pod prąd. Zaufać, zaufać i jeszcze raz zaufać, przede wszystkim swojemu przesłaniu. 
- Czyli podsumowując ten wywód można by było określić to krótko i jednoznacznie, że to, co ciało nazywa porażką, dla duszy może być sukcesem. Jak więc uzyskać tę jednomyślność i spójność, żeby rozpoznawać na każdym kroku cel, misję swojej duszy? 
- Trzeba pamiętać, że jest się duszą. A nie, że jest się przede wszystkim ciałem. 
- Uhm, właśnie. 
- Nie jest to łatwe. Często się o tym zapomina. Ale jeżeli się jest zawsze na poziomie właśnie ducha, to już jest to. To już jest to. 
- A może ważniejsze byłoby pytanie w tym momencie: jak doświadczyć tego, żeby się skupić bardziej na odczuciu własnej duszy? 
- Po prostu – trzeba być w środku swego ciała, mieć tę świadomość, że jestem w tym ciele jako istota duchowa. Skupić się na środku. To wystarczy. Nie, co na mnie oddziałuje, nie, co słyszę, nie, co do mnie dociera, jaka informacja, jakie odczucia zewnętrzne – tylko to, co wychodzi ze mnie na zewnątrz. To wszystko.

*

- Pierwsze to jest twoje pytanie. Jest ono takie: Co daje mi siłę i jakie są symbole mojej mocy? 
- Właśnie ten Lao Tsu mówi, że troszkę inaczej to pytanie powinno być zadane. Bo to, co w tej chwili jest, to jest konsekwencją tego, co do tej pory się w moim życiu zdarzyło. I z wielu powodów to właściwie nie jest właściwe, nie jest takie, jakie powinno być. Złe przyzwyczajenia, niewłaściwe nawyki, złe zrozumienie tego, co się dzieje wokół mnie. Bo to jest zawsze ważne, to, co się dzieje na zewnątrz, aczkolwiek, jeżeli się we właściwy sposób jest zwróconym do wewnątrz, to tamto nie powinno mieć prawie żadnego znaczenia. Chociaż zawsze podlegamy jakimś wpływom zewnętrznym, ale one nie powinny mieć znaczącego wpływu na to, czym się zajmujemy, co nami kieruje od wewnątrz. A pytanie powinno brzmieć: Co może być symbolem mojej mocy? Co z tego może wynikać? Co może być moją siłą? Siłą może, tylko i wyłącznie, być wiara. Wiara i jeszcze raz wiara. To jest podstawa wszelkich dokonań, wszelkich dążeń. Wiara na drodze do jakiegoś celu. Wiara na drodze do osiągnięcia zamierzonego rezultatu. I ta droga nie powinna być drogą ciernistą, kamienistą, a powinna to być droga, tak jak zaplanowano – dla wszystkich ludzi usłana różami. To my sobie komplikujemy, to my powodujemy, że nasza droga staje się ciernistą, kamienistą. Za bardzo kombinujemy, nie dowierzamy, brakuje nam wytrwałości i wiary. Nie powierzamy swojego losu tym, którzy odpowiedzialni są za prowadzenie nas tutaj w warunkach ziemskich. A więc drugi element to jest, oprócz wiary, zawierzenie. Inaczej zaufanie, pełne zaufanie – dla tej grupy, czy dla tego, który odpowiada za nasze tutaj bezpieczeństwo i prowadzenie. Może to być Anioł, Mistrz Duchowy, nie ma znaczenia, jak się nazywa. Ważne, żeby żyć z nim w przyjaźni i w zgodzie. Poznać Jego względem nas zamierzenia. I żeby ta współpraca się układała bez szwanku i żadnych zastrzeżeń. To wymaga z naszej strony, dużej ilości wyrzeczeń, dużej ilości czasu. Nie jest to wszystkim dane, ale na tym polu każdy ma taką szansę i możliwości. Wiara, zawierzenie i pewność, że to się zrealizuje. A symbolem to tylko prostota, prostolinijność, a więc bycie w tym zawierzeniu, w tej wierze. Dla tych z zewnątrz – ignorantem, a od wewnątrz – tak, jak bohater bajkowy. Bajkowy głupiec. A więc nie ma tu żadnej alternatywy. To bajki nas uczą. Bajki Ezopa, Grimmów i wielu, wielu innych. To są wzory do naśladowania, nie wymyślone przez Andersenów, Grimmów, Ezopów, a to są bajki podyktowane przez Wyższe Siły. Oni po prostu je tylko spisali. Prawdy jako zakamuflowane historie, więc symbolem to ma być taki Klaunik, Bajkowy Głupiec. 
- Uhm. Będziesz pamiętał, tak? 
- Tak i jeszcze mówi, że... Właśnie on się pyta, czy pamiętam jego historię? Jak wędrował, nie znając żadnych liter, nie potrafiąc pisać i czytać, wypowiadał prawdy, które były spisywane przez innych. Tak samo ja mam założyć, że niczego nie wiem, niczego nie rozumiem, a życie dla mnie napisze taką historię, na jaką zasługuję. To samo inni wielcy nauczyciele, filozofowie – często nie potrafili czytać i pisać. To za nich ludzie pisali, albo za nich życie pisało ich własną historię. To wszystko.

- Dobrze, podziękuj. Teraz będzie pytanie, jakie chcieliśmy postawić wspólnie. To pytania o kształtowanie świadomości istot ludzkich na Ziemi w obecnym czasie, przez istoty przybyłe z Kosmosu, z innych wymiarów. Prosimy o ogólną charakterystykę. 
- Kształtowanie świadomości, jest wynikiem wielu zbiegów okoliczności, które zostały zapisane przez Radę Dwudziestu Czterech. A więc szeroką Radę. I są prawdy uniwersalne, w które musimy uwierzyć. Bo jedna cywilizacja ogólnoświatowa ma rację bytu na Ziemi. I to jest to, do czego tak naprawdę ludzie będą zmierzać, dążyć. I to już widać w polityce, w gospodarce, w unifikacji produktów, przepisów, norm, ale w wymiarze duchowym tylko nieliczni do podobnej unifikacji dążą. Właśnie tutaj podają przykład przywódców religijnych, którzy tak jak Dalajlama czy Papież próbują dogadać się z przywódcami innych religii. To jest właśnie ten początek. Przełamanie stereotypów, paradygmatów i to jest ciężka robota, to jest bardzo ważne. Bo nadejdzie taki czas, że wszyscy będą się kierować uniwersalną prawdą, która dotyczy nie tylko tego Wszechświata, ale innych, innych jeszcze wymiarów. Bo są nauki i prawdy, które są uniwersalne w wymiarze tego Wszechświata, który da się fizycznie zmierzyć, zobaczyć, ale jeszcze istnieją inne wymiary. Odpowiedniki naszej cywilizacji w innych wymiarach. I one mają też swoje własne prawdy, swoje własne nauki, ale zawsze są one uniwersalne. I ta świadomość zaczyna być tutaj budowana poprzez ludzi, którzy są w odpowiedni sposób manipulowani, poprzez informacje, które idą w masmediach – telewizja, książki, sztuka, czasopisma. Poprzez tych, którzy zaczynają przecierać szlaki, którzy się skłaniają ku mistycznym doznaniom, często wypływającym z zaspokojenia ciekawości. Tak naprawdę oni są przewidziani w planie, żeby zrobić mały kroczek. Kolejny mały kroczek. Jest też wbudowany w ten świat element kształtowania świadomości – świadomości zbiorowej. Nie tylko jednostki, choć samoświadomość jednostki jest bardziej wartościowa niż samoświadomość zachowawcza grupy ludzi. Bo grupą można swobodniej manipulować niż jednostką. Ale coraz, coraz więcej ludzi się skłania do naprawiania błędów, które popełnili w życiu, do życia życiem wewnętrznym. Dostrzegają ten świat wewnętrzny, który jest bogatszy, barwniejszy i wykazuje o wiele więcej możliwości samorealizacji niż to daje świat materialny. Zaczynają tworzyć się i budować ośrodki na całym świecie. Różnie są postrzegane, niektóre mają mecenasów, inne są zwalczane, krytykowane. I tak, jak każda rzecz fizyczna, materialna, tak samo idea, pomysł żyje własnym życiem. Umiera i rodzi się, jest wdech i wydech. To musi też żyć własnym życiem. 
- Uhm. Dobrze, to wszystko? 
- Oni tak mówią, że to jest tylko wycinek, bo można o tym w nieskończoność, w nieskończoność... 
- Dobrze, jeszcze będą podobne pytania, więc przejdźmy do następnego: Które z tych wielu cywilizacji są w najwyższym stopniu zaangażowane w ten proces? Proces wzrostu świadomości istot ludzkich, w obecnym, przełomowym dla Ziemi okresie? 
- Właściwie najbardziej skłonni są do pomagania Ziemianom ci z Rady Dziewięciu, a więc z tego ścisłego grona cywilizacji, które tutaj mają swoich przedstawicieli. W postaci, pierwotnie plemion, a dzisiaj już narodów, nacji. Tylko jest jeden problem, którego nie przewidzieli wcześniej, że tak szybko się będą te grupy łączyć ze sobą. A więc te kultury, zachowania będą się przenikać. Dotyczy to na przykład Żydów. Dotyczy to na przykład Anglosasów, dotyczy to Słowian i tak dalej, i tak dalej. I to jest może ten czynnik, który powoduje, że świadomość, samoświadomość wzrasta szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. No właśnie i ci, którzy zaszczepili tutaj, chociażby... Czy są jak gdyby opiekunami Żydów, oni mają najbardziej z punktu widzenia biologicznego, najlepszą rasę, ale najbardziej krnąbrną, najbardziej zbuntowaną, najbardziej mściwą i nieprzejednaną. I dopóki u nich ta samoświadomość nie będzie miała świadomości zbiorowej, to będzie się wszystko ścierało. Północ – Południe, Wschód – Zachód. To zależy, jaki wymiar, czy polityczny, czy ekonomiczny, czy kulturowy. Ale generalnie ta cywilizacja musi upaść. I ona upadnie, nie pierwsza i nie ostatnia. 
- Mówisz o całkowitej cywilizacji na Ziemi, czy o tych rasach, które wymieniłeś? 
- Ta cywilizacja po prostu zniknie. Będzie nowa. 
- Zniknie, czyli cała, na Ziemi? Przyjdzie nowa, nowa świadomość, nowa cywilizacja?