Sceneria spotkania

Spis treści

- Uhm, bo to jest ich pozycja, tak?

- Tak. Jest właśnie jakiś książę, tak i ci trzej pozostali, to jacyś uczeni. Uczeni tej klasy, co Avicenna. Bardzo mądrzy ludzie. 
- Czy tej klasy, co Albert? Też są tacy? 
- Na tamte czasy, tak. 
- A spytaj się, czy będziemy mogli zadać im takie pytania, jak byśmy chcieli dzisiaj zadać dla Alberta? 
- Rafaello mówi, żeby zadać pytanie na razie jakiejś natury bardziej ogólnej, bo my się w sumie jeszcze nie znamy. 
- Uhm, dobrze. 
- Później. 
- Później. Dobrze. Pierwsze pytanie od ciebie będzie natury osobistej... 
- Oni nie mogą mi tego powiedzieć. 
- Nie mogą? 
- Oni – nie. 
- Uhm. Kogo powinieneś spytać? 
- Tych, którzy przybędą za jakiś czas. 
- Czyli mamy poczekać? 
- Chyba tak. 
- A czy inne pytania, też natury osobistej, możesz Im zadać, czy też mamy poczekać? 
- Poczekać. 
- To dobrze. To w międzyczasie, kiedy będziemy czekać na przybycie pozostałych Nauczycieli, może poprosisz Ich, żeby się przedstawili? 
- Tak. 
- Kim są i jakie pytania w przyszłości będziesz mógł do Nich kierować? Jakim rodzajem wiedzy, jaką specjalnością dysponują? Poproś Ich po kolei. 
- Będąc na Ziemi zajmowali się naukami matematycznymi, przyrodniczymi i filozoficznymi. Byli lekarzem, drugi był poetą, a trzeci był matematykiem, astronomem. Oj, oni są Maurami. Maurami są. Oni się zjawili tutaj przypadkowo, bo byli ciekawi tego, co my robimy. 
- Dobrze. 
- A ten czwarty, to ich były emir, władca. Oni pracowali, mieszkali w Grenadzie, w Alicante, w Sewilli, przełom dziesiątego i jedenastego wieku. Ich emir miał potęgę, miał władzę nad całą południową Hiszpanią i nad Marokiem. Oni byli przez niego szanowani, dotowani. Mieli wolną rękę. Oj, oni byli uczniami Avicenny, między innymi Avicenny. O, tak, ich zadaniem było rozwijanie nauk przyrodniczych, poezji i matematyki. Uczyli, co znamienitsze rody. Dla ich dzieci byli jak gdyby takimi osobistymi nauczycielami. Jeden ma na imię Hasan Al.... Quaj... Hasan Quen, chyba tak, to ten od nauk przyrodniczych, lekarz, znawca przyrody i natury. Ten drugi też ma na imię Hasan, ale on ma przydomek dobrotliwy, wielebny. To ten, który poezją, literaturą się zajmuje. A ten od matematyki: Abdul Almihar, tak. A ich wezyr Hasan Wspaniały? Hasan Wspaniały, ich pan i władca. Ale wbrew pozorom oni tam się wszyscy cieszyli wolnością, swobodą. Nie mieli żadnych ograniczeń. Ani kobiety, ani mężczyźni. Chyba, że byli to wojownicy, to podlegali rygorom. Od czasu do czasu patrzą na nasz świat i nie mogą zrozumieć, dlaczego tyle zła wychodzi od Arabów, krajów Arabskich. Tego nie potrafią zrozumieć. Kiedy ekspansja była kulturalna i kanoniczna, pod hasłami religijnymi, to była, ale nie było tyle zła. Zdobywano tereny, zdobywano ludzi, niewolników. Ale ich traktowano jak ludzi, nie jak bydło, nie mordowano niepotrzebnie. Chyba, że trzeba było. Nie zniewalano okrutnie, chyba, że sobie na to zasłużyli. Nie potrafią zrozumieć, co się teraz dzieje. Oni przygotowują się do powrotu na Ziemię i to niedługo. Po to, żeby za dwadzieścia pięć, za trzydzieści lat być tym przyczółkiem, który spowoduje, że tak zwane ludy, kraje arabskie, zmienią swój stosunek do życia, do Zachodu, do wiary, że staną się bardziej uduchowieni. Tak jak Zachód, który będzie coraz bardziej uduchowionym społeczeństwem. Ale przedtem będą straszne rzeczy się działy na Ziemi. Kataklizmy, wojny, płacz i zgrzytanie zębów. Rozpacz, morze krwi, miliony istnień... Oni będą jak gdyby taką forpocztą, którzy spowodują, że i Arabowie, i islam wreszcie zmienią się. Swój stosunek, swoje nastawienie. Oni dlatego o tym mówią, żebyśmy wiedzieli i byli przygotowani. Żebyśmy ich braci, teraźniejszych braci zbyt surowo też nie oceniali, bo są w strasznej niewiedzy. To, co robią, to spowodowane jest tym, że nie ma równości, że jednostki mają zbyt wielką władzę, tak jak kiedyś w średniowiecznej Europie. Że przechodzą to, co Europa przechodziła pięćset lat temu. Była wtedy Inkwizycja, która prowadziła świętą wojnę. Tak samo jak teraz różne arabskie ugrupowania prowadzą też wojnę. Mają swój interes. Często ukryty i brutalny. Korzystają z naiwności ludzi. Ale oni przyjdą w odpowiednim czasie, żeby poprowadzić ich właściwą drogą. Ale dlaczego my? Dlaczego my mamy o tym wiedzieć? Dlaczego... O, zrozumiemy to później. Jeszcze niejedno będzie spotkanie. Na razie to wszystko. 
- Otwierają taki przyczółek na przyszłość, tak? 
- Oj, na razie tego nie mogą powiedzieć, ale nie jest to przypadek, że to my. 
- Uhm, dobrze. 
- Oni jeszcze wrócą, oni będą jeszcze z nami rozmawiać, ale my mamy się na razie oswoić z tym. 
- Dobrze. 
- Często nie rozumiemy ich kultury. A ich wartości są przebogate. Przebogate, tylko Zachód ich źle interpretuje. Są bogaci w kulturę, w sztukę. Do perfekcji mieli rozwiniętą astronomię, astrologię właściwie, matematykę, nauki przyrodnicze. Na bardzo wysokim poziomie była medycyna. Tego nikt na Zachodzie nie potrafi właściwie docenić, jak nie docenia medycyny innych narodów. Narodów ze Wschodu. Oni też już mieli wtedy kontakty z medycyną chińską. Handlowali informacjami. Handlowali doświadczeniami, i nie tylko. Zachód wszystko zaprzepaścił. Mają wielki żal do chrześcijańskiego świata, że nie zechciał z nimi współpracować, tylko że traktował ich z pozycji siły jako barbarzyńców, nieuków. A oni światu pokazali swoje zdolności. Chociażby budowle, które do tej pory są w Hiszpanii, w Sewilli, w Grenadzie, w Alicante. Oni nas pokornie proszą, abyśmy nie mieli za złe, że tak się niespodziewanie zjawili. Właśnie chcą się pożegnać. 
- Podziękuj Im za to spotkanie i powiedz, że było nam bardzo miło, jesteśmy bardzo wdzięczni, że zechcieli z nami rozmawiać, i przekazali nam swoje uwagi. 
- Oj, Hasan, poeta machnął ręką i mówi, że oni to wiedzą i dziękują również. 
- I co Rafaello proponuje, czekać na pozostałych, czy chce się nami sam zająć? 
- Rafaello mówi, że zaraz przybędą. 
- Dobrze, poczekamy. 
- Oj, Mistrz mój jest. 
- Jest już twój Mistrz. 
- Oj, Łysa Pała przyszła. 
- Już jest? 
- Tak. Taki zadowolony, uśmiechnięty. Powiedział, że mam wstać. O jejku, aha i on mi wskazał miejsce, no tak, jakiś wygodny fotel, coś w rodzaju fotela. 
- No, super. Już nie musisz dłużej klęczeć. 
- No tak, już się kilku pojawiło. Ale... o jejku! Sceneria się zmieniła. Siedzą na krzesłach za stołem, tak jak poprzednio. 
- Tak miało być. 
- O, jejku. Ooo, jest Albercik przyszedł. O, jest, tak... Jest Kopernikus. 
- Jest Kopernikus. Czyngis jest też? 
- Aberamentho. Nie ma, nie ma. 
- Nie ma Czyngisa? 
- Nie ma. Idę dalej, patrzę, miejsce puste, miejsce puste. Mamy nowego towarzysza. 
- Tak? 
- Oj, tak. 
- Przypatrz się jemu, kto to jest? 
- O, jeden z największych mądrali, jacy byli. No, upewniłem się. To jest Konfucjusz. 
- Konfucjusz? 
- Konfucjusz. O, jejku, Konfucjusz. No tak i jeszcze jakiś mnich, ale w jakimś takim stroju tybetańskim. O jej, Rafaello mówi, że on nigdy imienia nie używa. 
- Aha. 
- Jam Jest zawsze mówi. Jam Jest. 
- Dobrze. Czy jeszcze ktoś przyjdzie, czy już możemy zaczynać? 
- Jeszcze jakaś kobieta, zaraz. Jakaś kobieta, ona też się temu ma przypatrywać. Ale, nie istotne, kto to jest. 
- Jest praktykantem, tak jak Rafaello, tak? 
- No właśnie, on to mówi. 
- Rafaello przedstawia ci Ją? 
- Że jest właśnie na tej samej zasadzie, co On. 
- Uhm, dobrze. 
- Ale ona tylko raz będzie. 
- Dobrze. To zaczynamy, prawda?

*

- Rozejrzyj się dookoła i powiedz, co widzisz, co słyszysz, co odczuwasz? 
- Pali się ognisko. Przy ognisku siedzą, (śmiech) siedzą Nauczyciele. 
- Siedzą przy ognisku, tak wprost, tak? 
- No tak, ale dlaczego ja tak wyraźnie widzę kogoś, kto jest podobny do bin Ladena? Nie. No tak jest, no... 
- No dobrze, nie kłóć się z tym. 
- O jejku. 
- Mów, co widzisz i to, co odczuwasz. 
- Na skraju tego półkola siedzi właśnie Rafaello. 
- Rafaello? 
- Tak. 
- Czy mają jakieś przybory do siedzenia, albo jakiś stół, czy tak, po prostu, siedzą wokół ogniska w scenerii, gdzieś tam w polu, na trawie? Powiedz mi, jak to jest? 
- No tak to jest, to jest w terenie. 
- W terenie? 
- Tak. Na łonie przyrody siedzimy sobie. Ja naprzeciwko Nich. Oni w półkolu. No i ten, ten ubrany jest na biało. A Rafaello tak jak zwykle, w tym swoim, takim charakterystycznym, stroju. Tak, jest Jezus, no tak – Aberamentho. W takim stroju, ale jakby niedokończonym. W takim stroju, jak pokazują Go na obrazach. I ma na wysokości klatki piersiowej symboliczne serce. Symboliczne serce promieniujące, tak, wysyłające promienie, tak, jak się rysuje słońce, takie promienie czerwone. Promieniujące na wszystkie strony. O, i u góry w tym zagłębieniu, to jest różyczka. Tak róża. 
- Serce z różą, tak? 
- Tak. Dalej jest Albert, tak, to jest Albert – na pewno. To jest na pewno Albert. Jest ktoś jeszcze podobny do... Oj, to jest, to jest jeden chyba z proroków biblijnych... Mojżesz? Mojżesz. 
- Zapytaj się. 
- Mojżesz, Mojżesz. O jejku, Mojżesz. Król Salomon, król Salomon? No tak, król Salomon. 
- Obaj są i Mojżesz, i król Salomon? 
- Tak, tak – obydwaj. 
- I kto jeszcze? 
- Dawinczi? 
- Da Vinci? 
- No tak. No tak, ale najbardziej, najwyraźniej widać tego na biało ubranego, podobnego do Ladena. 
- A czy to jest on? 
- Nie. Taki sam. 
- Poproś, żeby ci się przedstawił. Może się przedstawi? 
- On jest archetypem, symbolem.