Rupert Sheldrake

Rupert SheldrakeRupert Sheldrake jest jednym z tych naukowców, którzy nie dali się okiełznać ciasnymi ramami naukowych wzorców na rzeczywistość. Już w 1981 roku mając niespełna czterdzieści lat wydał swoją pierwszą książkę: A New Science of Life (Nowa biologia - w naszym języku, wyd Virgo). Jak twierdzi jego zamiarem była próba przedstawienia hipotezy rezonansu morficznego, zawierającego pamięć natury. Miał już za sobą dziesięć lat badań w jednej z twierdz naukowej ortodoksji, na wydziale biochemii Uniwersytetu Cambridge. Zatem zdawał sobie sprawę, że idee zbiorowej pamięci przekazywane drogą nowego rodzaju niematerialnego rezonansu nie wzbudzi natychmiastowego zachwytu. Jednak pocieszał się tym, że po swoim sześcioletnim pobycie w Indiach w międzynarodowym instytucie badań rolniczych, zdał sobie sprawę z istnienia wielu podglądów na życie. Zaś mechanistyczny światopogląd naukowej ortodoksji jest tylko jednym ze sposobów widzenia świata.

Jego książka wywołała liczne spory w europejskim środowisku naukowym. Stało się to między innymi za sprawą pisma naukowego o międzynarodowym zasięgu „Nature”, które w artykule „książka na stos” napiętnowało owe nowatorskie idee.

Bardzo szybko wspomniana książka została też wydana w Stanach i dlatego w następnym roku odbył tam wizytę na zaproszenie ludzi o podobnych poglądach.

Sheldrake wspomina pozytywne aspekty eksponowane w Cambridge jak dyscyplina umysłowa narzucana przez metodę krytyczną, historyczną świadomość, czy lotność odpowiedzi. Jednak wszystko to w nadmiarze staje się uciążliwe. Nowe pomysły są z góry potępiane, a ktoś, kto wzlatuje na skrzydłach fantazji zostaje natychmiast strącony. Żartuje nawet, że strącanie zapaleńców to w kręgach akademickich ulubiona rozrywka, a sezon łowiecki nigdy się nie kończy

W Kalifornii, gdzie został zaproszony, natrafił na poczucie wolności od przeszłości i ożywczy entuzjazm dla nowości. I choć z początku wydawało się to płytkie i brakowało w nim polotu, to w momencie poznania dwóch ludzi, zmienił swoje zdanie. Właśnie wtedy zaprzyjaźnił się z Terence McKenna i Ralphem Abrahamem. Wszyscy oni spędzili jakiś czas w Indiach i mieli inne podejście do naukowego opisu świata. Jak twierdzi, wszyscy byliśmy pod wrażeniem niewyobrażalnej różnorodności i bogactwa form kultury, serdeczności i nieskrępowanej swobody dociekania. Łączyło ich zainteresowanie nauką i obszarami świadomości, do których nauka nie sięga.

Spotykając się jeszcze wiele razy, owa trójka naukowców prowadziła dyskusje, które nazwano trialogami i spisano z tego książkę pod tytułem: Zdążyć przed apokalipsą – wydaną przez Limbus (1995).