Gregg Braden

Gregg BradenGregg Braden to postać, która trafiła do kręgu moich zainteresowań latem 2011 roku, kiedy obejrzałem film „Nauka cudów”, dostępny w Sieci. Wywarł na mnie wtedy ogromne wrażenie i postanowiłem wspomnieć o nim w drugiej części mojej książki p.t. „Wyprawa w głąb siebie”. Ten człowiek jest nie tylko dobrze wykształconym, ale to, co jest ważniejsze, przełamał stare paradygmaty, żeby poszukiwać wiedzy przekazywanej od pokoleń w starych tradycjach narodów i grup etnicznych. Ta wiedza istnieje, pomimo, że świat zachodni tak bardzo został „zaślepiony” naukowymi zdobyczami, iż w ogóle jej nie dostrzega. Ba, wręcz przeciwnie, stara się ją wyśmiewać jako nieudowodnioną empirycznie, dlatego szkodliwą – wmawiają nam.

Gregg Braden tak zapałał do poszukiwania utraconej wiedzy, że przez ostatnie dwie dekady zjeździł świat w poszukiwaniu owych starych tradycji. W miejscach, gdzie cywilizacja miała najmniejszy wpływ na krzewienie wiedzy przekazywanej przez przodków kolejnym pokoleniom.

Stare tradycje – jak się okazało – istnieją nadal w wielu miejscach na Ziemi. Wiele ludzi wtajemniczonych w tę wiedzę potrafi dokonywać „cudów” w pojęciu człowieka cywilizowanego i nie nazywają siebie świętymi. Tamta wiedza, praktyki szamańskie lub wschodnich mistyków, głęboko wnika w to, co dopiero zaczynamy poznawać za sprawą fizyki kwantowej.

Oprócz swoich niezmordowanych, twórczych poszukiwań, Gregg Braden pisze książki popularnonaukowe, które przez wiele lat zajmowały czołowe miejsca na listach New York Times. Również nasz kraj, szczyci się wydanymi książkami Bradena w rodzimym języku, za sprawą Studia Astropsychologii.

Gregg Braden, jako niezmordowany poszukiwacz starożytnej wiedzy i tradycji zapomnianych kultur, zdecydowanie zasługuje na miano poszukiwacza, na którego warto zwrócić uwagę.

Oto co Gregg Braden mówi sam o sobie w filmie „Nauka cudów”.

W późnych latach 1980-tych byłem inżynierem pracującym w Obronie. Były to korporacje aerokosmiczne. Wtedy zacząłem badać te koncepcje jako inżynier, oglądając świat wokół mnie, żeby zrozumieć historię tych, którzy byli przed nami. To właśnie owo myślenie doprowadziło mnie do podróży, do niektórych najbardziej zdumiewających miejsc na świecie.

Do świątyń w Egipcie, do Andów, Boliwii i Peru, Indii i Nepalu. Do wyżyn Chin Centralnych i Tybetu, albo do amerykańskich pustyń Południowego Zachodu. Szukając informacji i wskazówek, które pomogłyby nam zrozumieć, jak jesteśmy związani ze światem i jak możemy użyć tej mocy uczuć. Mocy, która mówi językiem świata wokół nas.

Jako inżynier zacząłem studiować zasady tych, którzy byli przed nami, informacje, które pozostawili tak, byśmy mogli zrozumieć nasze relacje ze światem wokół nas i tą starożytną technologią, którą dziś nazywamy modlitwą. Myślałem, że te informacje będą najlepiej zachowane w miejscach, które zostały najmniej naruszone przez zachodnią cywilizację. I to myślenie zaprowadziło mnie do podróży. Pierwszy raz w 1998 roku do wyżyn Środkowych Chin, do Tybetu gdzie mieliśmy okazję, by zbadać 12 monastyrów i 2 klasztory żeńskie.

Porozumiewając się przez tłumaczy z tymi, którzy żyją według tych zasad. To szczególna nagroda udawania się do miejsc takich jak Tybet – żywa Kultura. Mogliśmy pójść do świątyń w Egipcie lub do świątyń Majów na Jukatanie, by doświadczyć, jak fascynujące są te miejsca. Jak wiele informacji zawierają kultury, które zostawiły tego rodzaju informacje. Kultury, które już nie istnieją, więc w najlepszym wypadku spekulujemy ze znaczeniem tego, co do nas mówią.

Udaliśmy się do klasztoru w Tybecie i mogliśmy mówić z ludźmi, którzy tam byli. Mogliśmy ich zapytać: Kiedy widzimy wasze modlitwy z zewnątrz co robicie w środku? Co się dzieje z twoim ciałem? Co myślisz, co czujesz, czego doświadczasz?

W Tybecie miałem okazję spotkać się z opatem jednego z klasztorów i spytałem go przez tłumacza o to samo, o co pytaliśmy wszystkich mnichów i mniszki. Jego odpowiedź była ważna dla mnie, więc spytałem go: Kiedy widzimy twoje modlitwy przez 12, 14 i 16 godzin dziennie, kiedy widzimy mudry, mantry i dzwony, gongi i pieśni, które wykonujesz tak długo na zewnątrz – co robisz wewnątrz? Co się dzieje wewnątrz ciebie?

Opat spojrzał na mnie, i wolę myśleć, że śmiał się ze mną, ale możliwe, że śmiał się ze mnie, ponieważ pozwiedzał przez tłumacza: Nigdy nie widzisz naszych modlitw ponieważ modlitwy nie można zobaczyć, to co widziałeś to rzeczy, które robimy, by stworzyć uczucie w naszych ciałach, bo uczucie jest modlitwą. Wtedy odwrócił pytanie i powiedział: Jak robicie to w waszej kulturze? Jak wygląda modlitwa u was, w waszej kulturze?

I zacząłem myśleć o tym w jaki sposób myślimy o modlitwie w naszej kulturze dziś, gdy straciliśmy teksty, które opisują jak moce emocji i uczuć są językiem. Językiem, który łączy nas z Kreacją i z Wszechświatem wokół nas. Zaczynamy wierzyć, że słowa są modlitwą. Że powiedzenie właściwych słów, odpowiednią ilość razy, we właściwe dni roku, o właściwej porze dnia jest odmawianiem modlitwy. I jakkolwiek dobre intencje mogą mieć te modlitwy, to wiemy, że są tryby modlitwy, które zabierają nas daleko poza to, gdzie proste deklarowanie słów nas poprowadzi.