Idea poznawania siebie

Kiedyś, pewien nasz dobry znajomy, naukowiec i mistyk w jednej osobie – rzadko to się zdarza, ale istnieją wyjątki – balansował pomiędzy dwoma światami. Choć świat nauki, może mieć do mnie pretensje, to wiem, co mówię.

Albert Einstein nazywał się ten człowiek, dobrze znany obecnie żyjącym pokoleniom. Ponieważ moje dywagacje, oscylować będą wokół poznawania samego siebie, pozwolę sobie zacytować pewne słowa – wieszcza, naukowca?

Istota ludzka to część całości zwanej przez nas „wszechświat” ; część ograniczona czasem i przestrzenią. Doświadcza siebie, swych myśli, uczuć w oderwaniu od reszty. To jakby złudzenie optyczne jego świadomości.

Jesteśmy więźniami tego złudzenia, które ogranicza nas do naszych pragnień osobistych i sprawia, że darzymy uczuciem tylko naszych najbliższych. Musimy z tego więzienia się wydostać.        Albert Einstein

Umieranie

Śmierć – czymże ona jest dla nas. Jak ją postrzegamy? Czy lubimy o tym rozmawiać? A jeśli już rozmawiamy, to z jakim nastrojem? Czy będzie to nastawienie grozy, ciekawości, a może miłości?

Albo z innej strony rzecz ujmując, zapytamy się, czy śmierć jest zjawiskiem, czy doświadczeniem?

Żeby o tym śmielej dywagować, musimy posegregować perspektywy różnych grup ludzkich. Ponieważ jest wiele grup społecznych o różnych perspektywach postrzeganiania rzeczywistości, stąd też każdy człowiek ma inne podejście do śmierci ciała.

Wewnętrzne poszukiwania

Jakie mamy narzędzia, by odnaleźć siebie w sobie?

Tak – nie pomyliłem się formułując owo pytanie. Stawiając sobie pytania kim jest moje „ja”, rzadko kiedy zadawala cię własny życiorys, bowiem tylko on jest dostępny dla pierwszych myśli dotyczących własnej tożsamości.

Czy życiorys będący odpowiedzią na stawiane pytanie o własną tożsamość może komuś wystarczyć? Uważam to za mało prawdopodobne. Do kogo należy się zwrócić aby uzyskać bardziej satysfakcjonującą odpowiedź? Do nauki, religii, a może do filozofii? Trudno powiedzieć, ponieważ każda z tych dziedzin zechce ci udowodnić, że ona wie najlepiej.

Wiemy z doświadczenia, że wielu opowie się za nauką, ale ja mam tutaj wątpliwości. Gdyby nauka nie kierowała się światopoglądem o czysto materialistycznym podłożu. Gdyby nie stawiała jedynie na ewolucjonizm, pewnie byłaby bardziej wiarygodna.

Terapia transpersonalna

Żeby lepiej zrozumieć, co ukrywam po tym tytułem, należy wyjaśnić pewną kwestię. Mianowicie, czym jest psychologia transpersonalna. Otóż w Stanach Zjednoczonych już w 1969 roku pewne zgromadzenie wybitnych psychologów powołało ów termin do życia.

Psychologia transpersonalna to zakres dziedziny psychologii, który przekracza osobowe potrzeby ludzkiej rasy. To zjawiska spychane do parapsychologii, czyli nie dające się wyjaśnić zwykłymi metodami. Metodami fizycznymi – szkiełka i oka – opartymi na zmysłowych bodźcach, których analizę da się zweryfikować naukowymi sposobami.

Kierunek psychologii transpersonalnej pochylił się nad zjawiskami wypieranym do tej pory, jako niemożliwe do zweryfikowania przez naukę, a więc potępiane i wyśmiewane.  Wyśmiewane do tego stopnia, że do dzisiaj w naszym kraju, łatwiej usłyszeć słowo parapsychologia z nutką drwiny, jak sowo psychologia transpersonalna. Czyli pełnoprawny nurt badający pewne zjawiska.

O sobie

Nazywam się Henryk Markowski i mam 67 lat. Z zawodu jestem technikiem elektronikiem. Jedynym, co mnie wyróżnia z przeciętności jest to, że w jednym życiu odbywam dwie misje – życiowe wyzwania.

Dlaczego tak uważam? Otóż w pierwszej części mojego życia – podobnie jak każdy z nas – miałem pasję i hobby. Były nimi elektronika i ezoteryka. Elektronika jako pasja towarzyszyła mi od dzieciństwa. Hobby odkryłem w sobie od osiemnastego roku życia, kiedy dostałem moją pierwszą książkę o zjawiskach pozazmysłowych. Potem był okres zgłębiania religioznawstwa, kultur wschodnich i wszystkiego, co wymykało się poznawaniu zmysłowemu.