Poco jestem?

Żeby odpowiedzieć sobie na takie i temu podobne pytania, należy najpierw stać się mistykiem. Ponieważ doświadczanie mistycznych stanów świadomości, to przesunięcie perspektywy postrzegania siebie do wyższej, duchowej percepcji. Ponadzmysłowej percepcji świadomości, której nie ograniczają zmysły cielesnej formy, ani też światopogląd.

Uświadomiwszy sobie, że jestem wkomponowany w pewną rzeczywistość. Jakąś kulturę narodową, która utworzyła mój system przekonań. Rodziców, rodzinę i środowisko, kształtujące mój charakter, oraz sposób życia w otoczeniu. Może nawet nie tylko to, co mogę sobie uświadomić, ale także cechy zachowawcze mego narodu. Czyli konformizm, który zwalnia mnie, niejako, od odpowiedzialności za indywidualne decyzje, za potrzebę samostanowienia. Ponieważ w grupie jest raźniej, a odpowiedzialność społeczna przenosi się na wspólnotę. Jestem „trybem w maszynie” i nie ja decyduję za całokształt działania mechanizmu.

Tylko czy…  Pytam się ciebie, czy nie pojawia się w głowie jakaś myśl? Coś jak skowronek na wiosnę niosący zapowiedź zmiany, albo przeczucie, że można inaczej? Można swoje życie wziąć we własne ręce i doszukać się jakiegoś celu dla indywidualnej postaci mego istnienia? Czy muszę nadal tkwić w zapomnieniu siebie jak robot? Albo zaprogramowana maszyna, która jest dobra wtedy, gdy spełnia oczekiwania otoczenia?

A sens życia? Czy ma on jakiś indywidualny wymiar? Jestem niewolnikiem, czy panem? Dokąd, dla własnej wygody, tkwię w konformizmie, nie będę panem tylko niewolnikiem. Wolność ma swoją cenę, na którą musisz zapracować. Czasami w „pocie czoła” i z narażaniem się rodzinie i bliskim osobom, którym niewolnictwo służy.

Ja wiem, że ludzie w grupie stanowią siłę, wziąwszy pod uwagę chociażby armie wojsk. Wyszkolone grupy do działania w jakimś celu, mogą przynieść lepszy byt dla swego narodu. Tutaj nie bierzemy pod uwagę, że jest to kosztem innego narodu, innej grupy społecznej. Liczy się nasza grupa, naród albo unia narodów. Jednak czy…? Zwycięstwo nad innym narodem daje mi przewagę fizyczną. Czy po takie trofeum zesłano mnie do ziemskiej tułaczki? Czy cel mego tutaj zaistnienia opiera się na dobrach z tego świata, których nie da się zabrać?

Takie i inne pytania skłaniają do refleksji, która jaźń jest ważniejsza w życiowej wędrówce. Czy będzie to egocentryzm nastawiony na luksus życia w cielesnej formie, czy też wartości wyższego rzędu, które ujawnia nam rozwój duchowy. Rozwój otwierający się na cel, dla którego duchowa forma istnienia, schodzi w cielesną postać. Ludzką postać, której towarzyszy zapomnienie, kim w istocie jestem. Tutaj też rodzi się pytane, która część mojej tożsamości jest ważniejsza dla całokształtu moich doświadczeń?

No dobrze, ale jak pogodzić ze sobą takie wartości jak nauka, wiedza, doświadczenia, oraz przekonania? Wcale nie łatwo jest dyskutować o takich sprawach. Ktoś pomyśli, że filozofowanie nie wnosi rozstrzygnięć w dyskusji. Potrzebne są doświadczenia.

Jak zdobyć doświadczenia, którą drogę wybrać, gdy system przekonań ciągle włącza czerwone światło? Ów system wręcz zabrania nam odważnych posunięć, bo tak został zaprogramowany. Dużo łatwiej przyjąć nam zasady i opis świata, który głoszą „twardo stąpający po ziemi” ludzie.

Zasad fizyki tego świata uczą nas już w podstawówkach. Religie mają swoje wpływy, nie oparte na wiedzy, lecz na wierze. Wszelkie doświadczenia mają swoje zasady i lubią nas zaskakiwać. Zaś przekonania, to utarte szlaki, które bardzo utrudniają zmianę „torów” w naszej wędrówce.

Co więc wybrać? Czystą naukę, czy religię? Przecież prawdziwa nauka nie polega na wierze, jest przeciwstawna tej zasadzie. Ufa raczej doświadczaniu w fizykalności. Ale czy naukowe podejście ogarnia wszystkie ludzkie doświadczenia? Nie! Każdy chyba wyrazi w tym miejscu sprzeciw. Przecież mamy także doświadczenia spoza fizycznego świata i czysto cielesnej struktury. Mamy doświadczenia ze snów, istnieje coś takiego jak prekognicja, telepatia, albo przeczucie zagrożenia. Blisko zżyte osoby przeczuwają wzajemnie swoje myśli i uczucia.

Inne doświadczenia, obalające pragmatyzm, to podróże astralne, czyli OOBE, przeżycia śmierci klinicznej i powrót do żywych. Można do tego dodać stany medytacyjne, w których nawiązujemy kontakt z osobami, które już odeszły z tego świata i nie jest to fantazją. Na takie kontakty jest wiele dowodów i są nauczyciele uczący takiej komunikacji.

Zatem doświadczanie pozazmysłowych form komunikacji, musimy zaliczyć do duchowych przekazów. Wchodzimy tym samym w głębsze pokłady swojej tożsamości. Ujmując prościej, przekraczamy osobową formę swojej świadomej jaźni.

W tym miejscu należałoby też przekroczyć światopogląd o materialistycznej budowie świata, oraz klasyczne podejście do religii. Materializm świata zamieńmy na cykliczne przejawianie się materii z fotonów, czy kwantów energii. Materii, która może w ten sposób ukrywać więcej wymiarów w jednej przestrzeni, chociażby na wzór sygnału telewizji cyfrowej.

Także i religie mają swoje drugie oblicze dla oddanych duchowości. Religijni kontemplaci, zamknięci zakonnicy. Albo tybetańscy czy hinduscy lamowie, święci ojcowie, oddający się głębokim medytacjom, doświadczają inaczej swej świętości. Są to mistycy obcujący z Boskością, czyli najwyższą świadomością. Pomimo że podejście mistyczne, bardzo różni się od naukowego, to też jest doświadczaniem. Owo podejście jest doświadczaniem szerszego spektrum świadomości. Zaś każde doświadczenie szerszego spektrum świadomości, pogłębia wiedzę o sobie samym. Głęboką wiedzę, która ukryta jest w każdym z nas.

Dlatego, postawione na wstępie pytanie: „Poco jestem?”, znajduje odpowiedź w głębi duchowej tożsamości. Wówczas, gdy już wiem kim naprawdę jestem, oraz czemu powinno służyć moje zesłanie.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież