Moje poznawanie

Minąwszy pewien umowny wiek, zwany przez niektórych ludzi połową życia, zmieniały się moje zainteresowania. Wtedy inne książki, inne czasopisma wypełniać zaczęły moje poszukiwania. Moje wewnętrzne dialogi powoli zmieniały swoją tematykę z zewnętrznej uwagi nakierowanej na fizyczność, na tę wewnętrzną – psychiczną.

Sięgając do wnętrza i świata duchowego, poszukiwać zacząłem jakiegoś sensu swego zaistnienia w tym świecie. Zaistnienia w tym czasie, rodzinie i relacjach międzyludzkich.

Pamiętam też, że religia, której w młodym wieku poświęcałem dużo czasu, nie dawała mi takiej odpowiedzi. Będąc starszym dużo czasu poświęcałem na zgłębianie tajemnic wielu religii. Tego „bakcyla” przyjąłem podczas służby wojskowej. Jednak i ten nurt nie dawał mi satysfakcjonujących odpowiedzi.

Pytania natury:  Skąd przychodzę, dokąd zmierzam, i w którym miejscu mej podróży teraz jestem, coraz częściej molestowały moje wewnętrzne dialogi. Wtedy zdawało mi się, że każdy ma podobnie, ale wkrótce przekonałem się o moim osamotnieniu. Było to dla mnie wyrazem jakiejś separacji, inności – można powiedzieć.

Jednak pocieszającym był fakt, że przecież nie jesteśmy tacy sami i nikt od nas nie wymaga jednomyślności w wewnętrznej idei. Każda istota – nie tylko ludzkiej formy – ma swoją własną ścieżkę życia, rozwoju i doświadczania siebie w wyodrębnionej formie istnienia.

 W moich kręgach, gdzie zgłębiałem tajemnice o swoim istnieniu, często mówiono mi, że nie sposób uzyskać odpowiedzi na pytania: skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Jednak w moim wnętrzu tkwiła nuta przekory mówiąca mi, że oni się mylą. Taka możliwość istnieje i każdy musi mieć do niej dostęp. Warunkiem jest odmowa posłuchu złym doradcom i otwarcie się na wewnętrznego doradcę.

Już wtedy tkwiło to we mnie, że moje „ja” nie kończy się na tym życiorysie i zdobyczach osobowej formy. Moje prawdziwe „Ja”, przekracza i zawiera to, co wiem o sobie poprzez doświadczenia z tego życia. Mam przecież wyobraźnię, która może mnie zaprowadzić dużo dalej niż fizyczne doświadczenia. Doświadczenia oparte na zmysłowych bodźcach tego ciała.

Myślisz może, że cała twoja świadomość pochodzi od mózgu twego ciała, który buduje swoje logiczne uzasadnienia oparte na zmysłowych doznaniach? To wielka bzdura, pomimo, że światopogląd materialistycznej budowy wszechświata właśnie tak każe nam myśleć.

Nie wierzysz mi? Ja też kiedyś miałem z tym problem i zbierałem dowody pod różną postacią pojmowania. Teraz jednak uważam, że najprostszym sposobem, by tego dowieść jest medytacja świadka. Jedna z prostszych, ale jakże głębokich medytacji, która zezwala na przekroczenie osobowej formy swego poznawania.

Zapewne słyszałeś o tej medytacji, bowiem jest ona jedną z podstawowych młodego poszukiwacza. Zamierzam ją pokrótce przypomnieć, gdybyś miał, co do tego wątpliwości.

Otóż siedząc sobie wygodnie w transie medytacyjnym, kieruj swoją uwagę na wewnętrzne dialogi. Zadaj sobie pytanie: Kim jest to moje „ja”? Czy „ja” to moje ciało? Wtedy gdzieś z wnętrza przychodzi odpowiedź. Przecież widzę, dotykam i słyszę moje ciało. Doświadczam jego na wiele sposobów. Lecz ten kto poznaje nie jest poznawanym. Zasada podmiotu i przedmiotu rozdziela poznającego od poznawanego przedmiotu. Stąd wniosek, że mam moje ciało, ale nim nie jestem.

Czy zatem jestem moimi emocjami, które niejako rządzą ciałem? Też nie, ponieważ mogę obserwować moje emocje, co wyklucza poznającego od przedmiotu poznawania. Kimże jestem? Może umysłem, który analizuje wszystkie spostrzeżenia, by tworzyć rozumowe pojmowanie swego „ja”? Też nie może tak być, ponieważ mam możliwość obserwacji mego analityka tworzącego wizję siebie. Jakieś inne „Ja” obserwuje analityka, który wydawał się mną. Tylko wydawał się być, ponieważ jakieś inne „Ja” jest w stanie obserwować to, co myśli, że jest mną.

Kimże jest ten świadek przekraczający osobową formę? Świadek, z którym tworzę wewnętrzny dialog o mnie samym. A może za sprawą własnej wyobraźni możesz stać się świadkiem, jak również pozostałymi częściami swojego „ja”?

Czy twoje „ja” może mieć, w związku z tym, jakiś początek i jakiś kres poznania?

Sam sobie odpowiedz.

 Z poważaniem

Henryk

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież