O sobie

Nazywam się Henryk Markowski i mam 67 lat. Z zawodu jestem technikiem elektronikiem. Jedynym, co mnie wyróżnia z przeciętności jest to, że w jednym życiu odbywam dwie misje – życiowe wyzwania.

Dlaczego tak uważam? Otóż w pierwszej części mojego życia – podobnie jak każdy z nas – miałem pasję i hobby. Były nimi elektronika i ezoteryka. Elektronika jako pasja towarzyszyła mi od dzieciństwa. Hobby odkryłem w sobie od osiemnastego roku życia, kiedy dostałem moją pierwszą książkę o zjawiskach pozazmysłowych. Potem był okres zgłębiania religioznawstwa, kultur wschodnich i wszystkiego, co wymykało się poznawaniu zmysłowemu.

Aż do połowy życia – wieku średniego – elektronika była pasją, ezoteryka hobby. Potem zaczęło się zmieniać. Miałem swój prywatny zakład naprawy sprzętu RTV. Lecz kiedy minął mi czterdziesty rok życia moje hobby wychodziło na pierwszy plan. Stawało się pasją, gdy elektronika schodziła na boczne tory.

Miałem dużo czasu, by czytać i szkolić się na różnego rodzaju kursach. Były to najróżniejsze szkolenia i warsztaty. Począwszy od radiestezji poprzez techniki NLP, terapie Huny, psychoterapie Miltona Ericksona do różnego rodzaju technik hipnozy.

Erickson pasjonował mnie wyjątkowo, gdyż potrafił prowadzić terapię będąc w transie, wtedy gdy jego nieświadomość przejmowała rolę terapeuty.

Oprócz szkoleń u innych nauczycieli, prowadziłem własne badania. Przez blisko trzy lata, w miarę regularnie, poddawałem hipnozie zaprzyjaźnionego mężczyznę. Nasze badania weszły bardzo głęboko w to, co otwarte umysły nazywają psychologią transpersonalną.

Nauczyłem się w ten sposób penetrować przestrzenie ponadosobowe. Oprócz zwykłych regresji do minionych wcieleń, penetrowałem istnienie istoty świadomości pomiędzy wcieleniami.

Dostałem tym sposobem wiele przekazów, z których powstały dwie książki pod tytułem „Wyprawa w głąb siebie”.

Wtedy to dowiedziałem się o sobie, że w minionym życiu „uciekłem” przed czasem. Dlatego w ramach własnego zobowiązania przyjąłem niejako podwójną rolę. Elektronika to dokończenie utraconej szansy z poprzedniego życia, zaś ezoteryka to nowo wyznaczone cele.

W moim przekonaniu wszystko, co się w życiu robi posiada trzy podłoża. Możemy działać w oparciu o poziom emocjonalny. Możemy przenieść się do poziomu umysłowego. Albo wznieść się do nadświadomości – poziomu duszy – żeby z tamtej płaszczyzny uzyskać inną perspektywę dla swojego posłania.

Z tej perspektywy posiłkując się narzędziem hipnozy możemy innym ludziom nieść wiele pomocy w zrozumieniu swojej życiowej roli.

Uważam, że każdy człowiek zobaczywszy inne swoje wcielenie, w którym przejdzie przez bramę śmierci, przestaje się jej bać. Zyskuje przekonanie, że istnienie świadomości nie posiada kresu. Zaś doprowadzając do świadomości duszy z istnienia pomiędzy wcieleniami zyskuje jeszcze więcej. Jakiś obraz życiowej misji, umówione relacje z bliskimi sobie osobami, oraz sens jaki dusza wynosi ze zmagań w świecie zapomnienia własnej tożsamości.

Przesunięcie perspektywy świadomości z poziomu osobowości do poziomu duszy to prawdziwa terapia transpersonalna. Choć może jeszcze mało popularna, to bardzo wartościowa.

Regresje do życia pomiędzy wcieleniami, to regresje duchowe za Michaelem Newtonem, który precyzyjnie opracował program dochodzenia.

Moje doświadczenia z hipnozą rozpoczęły się około 20 lat temu. Regresji do innych wcieleń uczyłem się w 2001 roku, a pierwszą regresję duchową wykonałem w 2004 roku.

Do tej pory zgromadziłem spore doświadczenie w tym temacie, które opisałem w trzech książkach. Tę trzecią pisałem w ubiegłym roku kończąc w styczniu 2015 r. Jeszcze nie jest wydana.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież