Dwa dni...

„W życiu dwa dni są najważniejsze. Ten, w którym się urodziłeś i ten, w którym zrozumiałeś dlaczego”.

Mark Twain

Cóż znaczy, dla przeciętnego człowieka, urodzić się? To jakiś początek życia, pojawienie się na jakimś planie. Wejście w jakąś rolę na wzór ziemskiego teatru sztuki. Czy ty też dostrzegasz podobną analogię?

Przychodzimy z nikąd. Przyjmujemy ludzką postać za sprawą jakichś rodziców. Stajemy się ludzką istotą, aby przemierzyć jakąś ścieżkę. Kreujemy jakąś postać, mniej lub bardziej, znaczącą, dla ogółu ludzkiej rasy.

Mamy jakieś swoje emocje, pragnienia, ciągotki, oraz cele. Niejednokrotnie uświadamiane sobie, za sprawą intuicji, czyli jakiegoś wewnętrznego głosu.

Już na starcie do życia, godzimy się ze swym losem, albo i nie godzimy. Obserwując inne rodziny i równolatków, dokonujemy porównań. Czym oni się różnią, kiedy jedni mają lepiej ode mnie, a inni gorzej?

Przecież rzeczą normalną jest dostrzegać i porównywać inne rodzimy. Inny sposób radzenia sobie z fizycznymi potrzebami, oraz psychicznymi wygodami. Tym zwykłym komfortem pędzenia żywota.

Na każdym kroku dostrzegamy różnice we wszystkich aspektach życia. Od podstawowych potrzeb związanych z przetrwaniem, do potrzeb godnego miejsca  w grupie społecznej. Albo nawet tam, gdzie zwykły komfort jest przekraczany, dla wyścigu i rywalizacji o zaszczyty wyższego wymiaru. Czyli zaszczyty aby być na…

Pierwszych stronach gazet, listach najbogatszych, najbardziej wpływowych. Albo wybitnych naukowców, wynalazców, czy polityków o międzynarodowym zasięgu.

Kim jestem teraz, a kim pragnę być, żeby realizować swoje… Właśnie, co? Swoje marzenia, pragnienia, jakieś posłannictwo? Skądś przychodzę i dokądś zmierzam, to normalne, że przychodzi nam taka konkluzja. Mentalna odpowiedź na wewnętrzne dialogi z samym sobą.

No dobrze, skoro mamy wewnętrzną odpowiedź na proste dialogi, to czy możemy sięgać głębiej? Żeby zapytać się, po co w ogóle się urodziłem w ludzkim ciele? Dlaczego muszę dzielić los podobny do moich bliskich z rodziny, narodu i całej ludzkiej populacji.

Jaki jest ogólny cel tej podróży? Dla jednych pełnej wzlotów i upadków, dla innych pełen pychy i zadufania w sobie. Jeszcze innym misja życiowa otwiera drogę oddania się innym. Poświęcenia siebie dla dobra innych, gorzej radzących sobie ze światem materii. Czy zauważasz tę różnorodność ról, jakie ludzie przyjmują w trakcie swego żywota?

Czy w związku z tym, jakaś refleksja o Prawie Przyczyny i Skutku, może mieć racjonalne uzasadnienie? Chyba zgodzisz się z tym, że to niezwykły przypadek, traf, albo „los tak chciał”, rządzi całokształtem zdarzeń?

To, że wszystkie zdarzenia podlegają jakiemuś prawu, ustanowionemu na wyższym poziomie naszego pojmowania, jest rzeczą bezsporną. Może w tym momencie, jest rzeczą bezsporną, dla tych, którzy przesunęli swoją uwagę z rozwoju fizycznego na rozwój duchowy?

Tak, ponieważ rozwój duchowy, zaczyna się w momencie, kiedy zaczynamy zadawać sobie pytania. Skąd przychodzę, dokąd zmierzam? Jaki jest cel mego pojawienia się w tej strukturze cielesnej?  Bo chyba nie samo zmaganie się z fizycznością, dla przetrwania osobowej formy, jest główną ideą dla tego życia?

Zapewne każdy zgodzi się, że nadrzędny cel, naszego zaistnienia, jest daleko wyższy od fizycznych zmagań. A jeśli godzisz się z takim rozumowaniem, to słowa zacytowane za Twainem, będą i dla ciebie zrozumiałe.

Bowiem samo zrozumienie „dlaczego się urodziłem”, w tym świecie? W tej czasoprzestrzeni i takim otoczeniu najbliższych mi osób, ma swoją przyczynę.

Zaś jeśli jest jakaś przyczyna, to również i skutek nie jest bez znaczenia. A samo zrozumienie, nadrzędnego prawa, „Przyczyny i Skutku”, wnosi do życiowej ścieżki, jakąś celowość.

Niejako objawienie, że musiał zaistnieć nadrzędny cel, dla mego pojawienia się w tej rzeczywistości. Jakieś rozdanie życiorysów, zaistniało na innym planie naszego pojmowania rzeczywistości. Czyli ten inny plan pojmowania rzeczywistości, jest tą nadrzędną świadomością w zestawieniu z osobową formą, mego zaistnienia.

Dlatego też z prostego równania wynika, że to dusza, Nadświadomość, albo Wyższa Jaźń, jest świadoma swojej nadrzędnej tożsamości. Tego, kim naprawdę jestem w szerszym pojmowaniu swojego JA.

Wtedy pytanie „dlaczego się tutaj urodziłem”, znajduje swego adresata. Jeśli zaczniemy głęboko drążyć, tę nadświadomą formę swego istnienia, wówczas program dla misji duszy, dla obecnego żywota, w osobowej formie naszego życia, może unieść kurtynę. Żeby odsłonić misję, życiowy program, na obecne wcielenie w ludzką postać.

A to będzie ten drugi dzień, według Marka Twaina, najważniejszy w naszym życiu. Dzień, w którym budzimy się do swej Wyższej Tożsamości, aby pojmowanie z tej perspektywy zaczęło mieć dla nas nową odsłonę.

Nowy obraz pojmowania rzeczywistości, albo nawet narodziny świadomości siebie. Z tej dużo szerszej perspektywy pojmowania obecnej rzeczywistości.

Czy to łatwy proces, aby zmierzyć się z takim wyzwaniem? Nie, nie łatwy! Z góry przestrzegam, że wejście na ścieżkę poszukiwania, swej życiowej misji zaistnienia, nie jest łatwą drogą. Ale jedyną, aby zrobić ze sobą właściwy porządek.

Uporządkowanie sobie drogi dla wyzwań, jakie zostały podjęte na innym, wyższym, planie mojej tożsamości. Bo przecież nie jesteś tym ciałem, ale masz ciało. Nie jesteś swymi emocjami, bo masz emocje. Także nie jesteś swymi myślami, bo masz swoje myśli i możesz nimi kierować.

Więc jesteś czymś więcej, niż to, co poznajesz drogą zmysłowego pojmowania. Jesteś ponadosobową formą istnienia, która zeszła do ciała, aby w zapomnieniu swej prawdziwej tożsamości, doświadczać emocjonalnych ról w ludzkim gatunku na Ziemi.

Czy się tobie podoba, czy nie, to i tak dojdziesz do konkluzji, dla swej nadrzędnej roli człowieka.

Wtedy twoja perspektywa postrzegania rzeczywistości, nabiera innych wymiarów. A ty stajesz się innym człowiekiem. Może nie z „głową w chmurach”, jak zwykło się ironizować, ale w nowych przestrzeniach swojej szerszej tożsamości. Tak, tożsamości z poziomu Wyższej Jaźni, która obejmuje ciało w posiadanie na samym starcie do życia.

Stąd owe dwa dni, w naszym życiu, podniesione do rangi najważniejszych przez Twaina, mają swój ponadczasowy wymiar. Ja też tak uważam.