Religijność czy duchowość?

Każdy człowiek, w okresie swego dorosłego życia, dostaje pewne impulsy. Jakąś  wewnętrzną potrzebę, aby uporządkować swoje życie. Zrobić jakiś remanent na temat: skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Oraz jaki jest cel mojej podróży przez życie?

Śmiem twierdzić, że każdy, zdrowy na umyśle, człowiek musi zadawać sobie takie pytania, ponieważ w dorosłym swoim życiu, sam bierze odpowiedzialność za swoje wybory. Dlatego owe pytania stają się dla każdego bardzo ważne. Przecież musimy w pewnym momencie, podjąć ważną decyzję, czy pójdziemy ścieżką wydeptaną przez religie, czy też rozwój duchowy?

Tak, i nie próbuj sobie wmówić, że to ta sama droga, ponieważ owe drogi, raczej się wykluczają, a nie wspierają. Raczej sobie zaprzeczają niż uzupełniają.

Pomimo że w naszej kulturze narodowej, tę religijność, niejako wysysamy z mlekiem matki, to w późniejszym okresie sami decydujemy o swoich postępach. Dorosłość zmusza do zajęcia własnego stanowiska, co wcale nie jest łatwym krokiem. Ponieważ wzorce wyniesione z dzieciństwa trudno jest podważać. Jest to nieetyczne, wydawać się może.

Rodzinne i narodowe wzorce, rzadko podlegają osądowi dorosłego człowieka. Mówi się o korzeniach, o przodkach, którym należy się szacunek. A także podtrzymywanie patriotycznych korzeni, stanowiących jakąś opokę. Czyli patriotyczne więzi narodowe, nie podlegające dyskusji.

Dlatego w naszej rozprawie nad religijnością i duchowością nie napotkamy ułatwień w postaci, że coś jest oczywiste. Nie, bo każdy człowiek, szukający sensu swego zaistnienia w tej ziemskiej tułaczce, musi sam sobie odpowiedzieć. Sam powinien zważyć na szali wyobraźni, która opcja jest dla niego prawdziwie wartościowa.

Religijność czy duchowość? Duchowość, czy religijność?  To ważne pytania i w pewien sposób skłaniają do refleksji. Weźmy pod lupę najpierw religijność, ten lepiej znany aspekt tajemnicy istnienia.

Tak nie pomyliłem się, bowiem religie powstały, aby tłumaczyć nam tajemnicę naszego tutaj zaistnienia, oraz to, co spotka nas, gdy życie w cielesnej formie dobiegnie kresu.

Jakaś doczesność i jakaś wieczność. Dwie różne strony „medalu”. Jest to bardzo uzasadniony dylemat, aby pochylić nad nim swoje rozważania.

Religijność w narodzie posiada ogromne znaczenie, ponieważ tłumaczy nam, w jakiś sposób, skąd przychodzę i dokąd zmierzam. Czyli to, do czego filozofia przeciętnego człowieka nie sięga. Przeciętny „Kowalski” idzie na łatwiznę, bo myśli sobie: dajcie mi wzorce, przepisy i zasady a ja się podporządkuję.  Po cóż miałbym poszukiwać, błądząc w ciemnych zakamarkach mego istnienia. Każda podpowiedź ułatwi i tak niełatwą już egzystencję.

Dlatego religie, czyli zbiór zasad i przepisów na życie, posiadają ogromny popyt. Są chętnie przyjmowane, ponieważ w jakiś sposób ułatwiają ludziom podejmować wybory. Choćby z tych prostych zasad, które mówią: „Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe”. Albo: „szanuj bliźniego, jako siebie samego”, czyli zasada wzbudzająca empatię. Takie proste zasady posiadają drogocenne wartości w sobie. Dlatego rozsądek każe człowiekowi, być blisko głosicieli owych zasad.

Wspólne myśli o pozytywnych aspektach zawsze będą jednoczyć ludzkość. Zaś zjednoczeni w grupie, posiadają większą moc przetrwania. Dlatego wszelkie religie posiadają zdecydowanie większą moc jednoczenia ludzkości. Zaś w grupie czujemy się silniejsi, oraz pewni tego, że obrana droga postępowania, jest właściwą postawą.

Właśnie w podobny sposób, oczami przeciętnego człowieka, postrzegana jest religijność. Ponieważ przynależność do jakiejkolwiek wiary, daje siłę, jaką posiada grupa wyznawców danego nurtu religijnego.

W takim razie czym jest duchowość? Należałoby się zapytać. Czy ona jest czymś innym, skoro w religiach też mówi się o duszy człowieka. Tak, przede wszystkim całe chrześcijaństwo nakazuje nam: „Zbaw duszę swoją”. Wtedy trafisz do nieba. Aż strach się bać, kiedy temu nie sprostasz.

Zostawmy jednak tę dywagację, bo czas przejść do skupienia uwagi nad duchowością. Moim zdaniem, praktykowanie duchowości jest zupełnie odmiennym stanem świadomości od religijnych doznań. Chociaż pewnych momentów ekstazy i w religijności możemy doświadczyć. To jednak duchowy rozwój stawia sobie wyżej tę poprzeczkę.

Duchowy rozwój przewyższa opcję stawiania na wiarę. W duchowym rozwoju stawiamy na doświadczanie Boskości. Celem duchowego rozwoju jest dotknięcie Boskości, której pierwiastek tkwi w każdej  istocie.

Człowiek rozumny posiada wiele dróg do wyboru. Jedne są łatwe a inne trudne do przebrnięcia. Ale tak jak i w życiu, często poniesiony większy wysiłek, bardziej się opłaci. Mamy tego dowodów aż nazbyt w codziennym życiu. Coś w rodzaju, większy wysiłek daje więcej satysfakcji. Przecież taka zasada nikogo nie dziwie i wszyscy o tym wiemy.

No dobrze, ale jak się za to zabrać, kiedy już człowiek znajdzie na to czas, energię i wytrwałość? Otóż w mojej ocenie, najważniejszym jest zrozumienie siebie. Kim jest moje „JA”. Czy „JA” to mojej ciało? Wielu tak uważa, ale tę sprzeczność widać gołym okiem. Przecież ja widzę, badam i doświadczam mego ciała. A poznający nie może być poznawanym. Czyli jakieś ‘Ja’ jest ponad moim ciałem. Może to emocje są moim Ja? Przecież emocje towarzyszą mi przez całe życie. Tutaj też, moje prawdziwe Ja może postrzegać emocje. Może je badać i kontrolować, dlatego na tej samej zasadzie: Nie jestem mymi emocjami, ja mam moje emocje. Hmm… A może to moje myśli tworzą moje Ja, jakaś mentalna przestrzeń mojej osoby?

Tutaj też jest podobnie, bo moje myśli też mogę kontrolować i z tej samej zasady nie mogę być mymi myślami, bo ja mam moje myśli. A przecież poznający nie może być poznawanym, to taka prosta filozofia, prawda?

Kimże jestem, skoro nie jestem tym, kim dotąd myślałem, że jestem? No właśnie, kimże jestem? A może zwróć uwagę na wcześniejszych badaczy ludzkiego psyche? Przecież znane są nam takie postacie jak Freud czy Jung. Oni już dawno mówili nam o ID, EGO, i Superego, czyli o jakiejś podświadomości, świadomej jaźni i nadświadomości. Wiele różnych kultur na świecie podobnie rozpoznaje w ludzkiej istocie, jakieś trzy niezależne jaźnie, które mają swoje indywidualne cechy. Nawet starożytni Kahuni, pierwotny lud, żyjący na Hawajach, posiadał swoje nazwy dla trzech odrębnych części składowych ludzkiej tożsamości. Nazywali oni duchami: Unihipili, Uhane i Aumakua, które są częściami kompletnej ludzkiej tożsamości.

Zatem należałoby przyjąć, że Nadświadomość w naszej kulturze świata Zachodu, oraz Aumakua u starożytnej kultury Kahunów, jest tym duchem, który posiada cielesną formę. Można by rzec, że świadomość naszej duszy, która jest nieśmiertelnym istnieniem, świadomym siebie, wciela się w płód jeszcze w łonie matki.

Czy to do ciebie przemawia? Czy moim prawdziwym JA jest właśnie owa nieśmiertelna duchowa forma istnienia, która przyjęła cielesną postać, aby czegoś doświadczyć? Hmm… Doświadczyć siebie w zapomnieniu siebie. Swojej prawdziwej tożsamości, która była przed moim ciałem i będzie nadal, gdy ono powróci do prochów tego świata. A może właśnie dlatego, jestem czymś więcej niż moje myśli, bo prawdziwe JA ma moje myśli?

Konkludując powyższe rozważania dochodzę do wniosku, że to „JA” mam moje ciało, mam moje emocje, które napędzają ciało do życia i działania w jakimś kierunku. Ale także mam moje myśli, którymi mogę kierować.

Może nawet więcej. Mogę je tak uporządkować, aby mogły przekroczyć samych siebie. Myślisz, że to bujda? Nie, bo myśli same w sobie nie przekraczają swej nadrzędnej roli, aby oddać pierwszeństwo wyższej idei.

Ale w tym przypadku, kiedy w medytacji zapuszczasz się w górę swej duchowości, zaczynasz dostrzegać siebie z innej perspektywy własnej tożsamości.

Od tej pory, swoje oświecenie masz już na wyciągnięcie ręki. Wtedy zaczynasz siebie postrzegać z innej perspektywy. Powoli stabilizujesz swoje postrzeganie z pozycji „ja mam moje ciało”. Mam moje emocje i moje myśli. Jestem czymś więcej niż osobowa forma istnienia. Moje ciało mam na chwilę, aby się czegoś nauczyć, czegoś doświadczyć. Albo za sprawą Prawa Przyczyny i Skutku, odpracować pewne relacje z innymi istotami w rolach, na które wcześniej umówiliśmy się, po innej stronie świadomości.

Właśnie, o tego rodzaju oświecenie, rozbija się batalia w każdej życiowej wędrówce. Poszukiwanie oświecenia to przesunięcie swojego „ja” z formy osobowej do formy nadświadomej. Do mego większego JA czyli pozycji duszy, albo ciała przyczynowego. Pomimo że na początku jest to możliwe jedynie w głębokich stanach medytacyjnych, to obiecuję, że takie praktykowanie czyni cuda. Zaś nabieranie wprawy w owe głębokie wyprawy, podobne staje się do oswajania z prowadzeniem auta w ziemskim planie rzeczywistości.