Pół żartem

Dzisiejszy dzień to podwójne święto. Na pewno nie często się zdarza, żeby w ważnym dniu dla wyznawców chrześcijaństwa wypadło prima aprilis. Dlatego też utrzymując nutę, pół żartem i pół serio, pofantazjuję sobie wokół hipnozy.

Sama hipnoza jako zjawisko, dla jednych ludzi trąca magią. Wydaje się ona czymś niedoścignionym, może nawet niepojętym skąd wieje grozą. Dla innych ludzi może jawić się obojętnym zjawiskiem. Podobnie jak języki obce. Wiemy, że istnieją, ale nie mamy potrzeby, aby je rozumieć, albo uczyć się każdego z osobna.

Ktoś inny mający szersze pojęcie na temat stanów świadomości, uśmiechnie się dobrotliwie i powie: „przecież doświadczasz tego codziennie”. Być może owo stwierdzenie wywoła zdumienie wśród adwersarzy, którzy nie zrozumieją jego słów. Jednak ten, nadal uśmiechając się, wyjaśni. „Każdy przecież doświadcza stanu czuwania i stanu snu”. Nikt chyba nie zaprzeczy, że przez oba stany świadomości przechodzimy każdego dnia. Zaś stan świadomości spomiędzy snu i jawy jest tym stanem, który zwiemy transem. Kiedy jeszcze, albo już, analityczny rozum jest uśpiony, lecz świadomość swojego „ja” jest przebudzona. Wtedy ów stan świadomości, bez obaw, możemy nazwać transem hipnotycznym.

Czy hipnotycznym? A to zależy, bo jeśli sam wywołasz i utrzymasz taki stan świadomości, wtedy nazwij go autohipnozą. Na tym też polegają wszelkie metody medytacyjne, oraz transy samo naprawy lub samo uzdrawiania.

Lecz kiedy ów poziom świadomości zostanie wywołany i prowadzony przez specjalistę od odmiennych stanów świadomości, wtedy mamy doczynienie z transem hipnotycznym.

Umiejętność wywoływania stanów świadomości, zwanych transem hipnotycznym, jest dopiero pewnym narzędziem. Aby wejść w posiadanie takiego narzędzia, nie wymaga się od człowieka specjalnych zdolności. Tego może nauczyć się każdy. Każdy człowiek, który zrozumie, iż owo doświadczanie jest codziennością, może samodzielnie, tę wąska szczelinę świadomości, spomiędzy snu i jawy, wyeksponować dla siebie, lub dla kogoś bliskiego. Jeśli ten pozwoli na sobie eksperymentować. Dodam tutaj, że ja takiego szczęścia nie miałem.

Ćwiczyłem moje umiejętności tylko na obcych osobach, co przynosiło zawsze korzyści dla obu stron. Tak, niech cię to nie zdziwi, ponieważ każda osoba ma inny charakter, inne wzorce zaprogramowane w swojej podświadomości. Zatem nic dziwnego, że każda wyodrębniona osobowość inaczej reaguje.

To prowadzący musi się dopasować do osoby, którą zamierza wprowadzać w odmienne stany świadomości, a nie na odwrót. Żaden teoretyk jeszcze nie jest fachowcem. Fachowcem możesz się stać jedynie po wieloletnim praktycznym uprawianiu danego zawodu.

Ale, ale – możesz mi przerwać ten monolog. Przecież miało być z żartem, ponieważ to prima aprilis – zaoponujesz.

No tak, tutaj masz rację. Ja też oglądałem hipnotyzerów na scenie, którzy popisywali się umiejętnościami zniewalania innych ludzi, ku uciesze gapiów. Było nawet wiele braw, kiedy hipnotyzer robił z wytypowanego człowieka psa, albo gasił jemu papierosa na odsłoniętym ciele, ukazując brak poparzeń.

Tak, to też są możliwości hipnozy, czego nie da się wytłumaczyć stanami spomiędzy snu i jawy. Jednak owe przypadki dotyczą wyjątkowych osób, które są bardzo podatne na pełne zniewolenie przez hipnotyzera.

Zauważyłeś? Użyłem tutaj słowa hipnotyzer, zamiast hipnoterapeuta. Otóż hipnotyzer to ktoś, kto uprawia ów proceder dla popisu na scenie. Zbierając w ten sposób zaszczyty i owacje dla swojej mocy. Jednak o tak skrajnych przypadkach nie będę się rozpisywać, gdyż ludzi podatnych na całkowite zniewolenie, jest bardzo niski odsetek.

W naszych fantazjach powróćmy do tych szczególnych stanów świadomości, w których bierzemy udział każdego dnia. Bowiem każdego dnia przechodzimy przez bramę światów. Czyli świadomego czuwania i snu, który z zasady jest wyłączeniem świadomości.

Ale przecież jakieś sny każdy z nas posiada. Skąd się one biorą. Czy one mogą być bramą do innej rzeczywistości, do innego świata? Oraz kolejne pytanie, jakie się tutaj nasuwa, to kiedy powstają nasze marzenia senne? Co robi nasz mózg podczas snu? To ważne pytania.

Od czasu kiedy powstały elektroencefalografy (EEG), ludzie zaczęli badać elektryczne fale mózgowe. Owe fale wyraźnie wyróżniają się parametrami, podczas gdy człowiek przechodzi przez różne stany świadomości.

Inne są wtedy, gdy człowiek jest mocno podekscytowany emocjonalnie, a inne gdy coś rozważnie analizujemy. Pewnie domyślasz się, że muszą być odmienne wtedy, kiedy śpimy, od tych podczas czuwania. Tak też jest. Dlatego fachowcy uznali, że warto owe stany świadomości, powiązane falami mózgowymi, jakoś pogrupować.

Tak też uznano, że fale mózgowe dla normalnego stanu czuwania to te w przedziale od 12 do 22 Hz i wyżej to fale Beta. Im wyższa częstotliwość fal synchronizujących obie półkule, tym stan ekscytacji (emocji) jest wyższy.

Schodząc do głębokich rozważań, albo wchodząc w stany medytacyjne schodzimy do fal Alfa. To synchronizacja mózgu w przedziale 8 – 12 Hz.  Im niższa częstotliwość synchronizacji, tym człowiek jest pogrążony w głębszym stanie transu. Obojętnym jest tutaj, czy jest to autohipnoza, medytacja czy też stany wywołane przez drugą osobę.

Głębokie stany hipnozy to fale mózgowe zwane Theta, które wibrują w przedziale od 4 do 8 Hz. To też przedział fal ujawniających się podczas snu. Natomiast fale niższe od 4 Hz w dół to fale Delta. Jest to głęboki sen bez śnienia.

Warto tutaj dodać, że człowiek w trakcie nocnego wypoczynku, śpi w pewnych cyklach. Owe cykle to około 90-cio minutowe bloki, w których śpimy głęboko czyli w Delta, lecz potem zbliżamy się do fal Theta, a nawet bywa, że do Alfa. Wówczas owa faza przynosi nam marzenia senne.

Dlatego zawsze warto jest planować nocny odpoczynek z uwzględnieniem cyklów 1,5 godzinnych. Wtedy łatwo wracamy do stanu czuwania, dobrze wypoczęci.

Jeśli moje fantazjowania, na powyższy temat, wywołały w tobie zainteresowanie, to może warto abyś lepiej poznał dorobek Roberta Monroe, który w tej dziedzinie zrobił dużo dla ludzkości. Opracował on metodę zwaną synchronizacją  Hemi-Sync, za pomocą której można wywoływać u siebie różne stany świadomości.

Wracając do rozważań nad mechanizmami hipnotycznych oddziaływań, musimy zdać sobie sprawę, że owa wiedza to dopiero narzędzie. Zaś narzędzie wywoływania odpowiednich stanów świadomości, pozostaje nadal narzędziem. Aby coś z tym zrobić, potrzebna jest wiedza, jak użyć owego narzędzia, aby przyniosło korzyści w terapii lub też autoterapii.

W tym miejscu, nasze fantazje roztaczają ogromne pola do popisu. Najłatwiejsze to te, w których możemy sięgać pamięcią do najwcześniejszych rozdziałów swojego życia. Nazywa się to regresją wiekową.

Spytasz się, być może, czemu miałoby to służyć? Otóż temu, aby odnaleźć najróżniejsze urazy, które zostały wyparte z pamięci. Tutaj kolejne pytanie, czemu miałoby to służyć, skoro nie pamiętamy, to jest „pozamiatane”. Ale nie do końca tak jest. Owe urazy ukryte są w podświadomości i lubią się ujawniać w specyficznych okolicznościach jako bolesne wspomnienie. Zazwyczaj niewiadomego pochodzenia.

Tego rodzaju, różnych urazów, można zebrać pokaźną ilość, które ranią nas z zaskoczenia. Wtedy owo narzędzie hipnozy posłuży nam do rozjaśnienia wspomnień bolesnego urazu i przepracowanie go. Choćby przez wybaczenie, szersze zrozumienie, co przynosi ulgę.

Temu podobna terapia w regresji wiekowej, nosi znamiona hipnoterapii osobowości. Jest to bardzo ważne i często używane narzędzie hipnoterapeuty.

Ale kiedy przyjrzymy się niektórym fobiom, które niejednokrotnie nękają ludzi bez żadnej przyczyny w obecnym życiu, wtedy owa metoda zawodzi. Wówczas tylko jedna metoda nam pozostaje.

Pozostaje nam tylko sięgnięcie do ponadosobowej przestrzeni świadomości. Tak, to nie jest prima aprilis. Musimy sięgnąć do minionego życia tej osoby. Osoby to złe słowo, aby wyjaśnić przyczynę danej fobii. Musimy sięgnąć do minionego życia tej duszy w innym ciele, gdzie zazwyczaj nastąpiła nagła i niespodziewana śmierć ciała. Wtedy zdarza się, że część energii duszy, pozostaje w zagubieniu w ziemskich przestrzeniach. Tutaj wchodzimy w ideę reinkarnacji, z którą wielu może się nie godzić. Ale skoro jest to jedyny sposób, aby pomóc cierpiącej osobie, to każda metoda jest cenna.

Może warto dodatkowo uspokoić przeciwników idei reinkarnacji i hipnoterapii wykorzystującej przestrzenie duchowych form istnienia. Dlatego pragnę wyjaśnić, że tego rodzaju działalność to najprawdziwsza hipnoterapia transpersonalna. Zaś psychologia transpersonalna została uznana przez naukowe gremia już w ’69 roku. Czyli prawie pół wieku temu.

Skąd też przyszłoby nam zaprzeczać idei życia przed życiem? Oraz temu, że nasza rdzenna tożsamość, już wielokrotnie doświadczała w różnych cielesnych formach. Czy to do ciebie przemawia?

A może pójdziesz za ciosem i poszukasz dalszych ciekawych ujawnień ludzkich tożsamości? Tych przestrzeni, w których tożsamości duchowe istnieją pomiędzy wcieleniami. Czego tam się uczą i jak planują swoje doświadczenia w cielesnych formach na Ziemi.

Oraz jakie doświadczenia w ludzkim przebraniu wnoszą dla dusz najwyższe zasługi. Które lekcje odrabiane w Teatrze Ziemia, posiadają wyższe wartości dla duchowych form istnienia?

Myślę, że wszelkie sposoby penetracji ponadosobowych przestrzeni, naszych świadomości, są najwartościowszym materiałem dla zrozumienia siebie. A to daje nam narzędzie hipnozy w ręku hipnoterapeuty, transpersonalnych przestrzeni świadomości

Myślisz, że się zgrywam? Mam takie prawo, przecież to prima aprilis.