Jestem

Jestem… Kim lub czym jestem? Co sobą reprezentuję? Jaki zysk przynoszę memu otoczeniu, rodzinie, najbliższym, a także narodowi i ludzkości.

Jestem drobiną, czy wszystkim kim potrzebuję być? Alfą i omegą, czy zagubionym pyłkiem w kosmosie?

A może to ja stanowię o tym, czym w istocie jestem? Może moje myśli, działanie i samoświadomość tworzy mnie samego? Czy jest możliwe, że to ja decyduję o tym kim jestem?

Albo inaczej… Dostałem ciało, czy jestem moim ciałem? Skąd przychodzę i dokąd zmierzam, to odwieczne pytania o byt samego siebie. Czy ja jestem moim ciałem, czy ja mam moje ciało? Odpowiedź wydawać się może prosta. Ponieważ, gdy jestem moim ciałem, to moje „ja” przepadnie wraz ze śmiercią mego ciała. Wtedy „ja” – to kim jestem – stanie się niebytem. Czyli nicością.

Ale załóżmy, że moje „ja” przekracza i zawiera w sobie świadomość cielesną, zgromadzoną na przestrzeni mego żywota. Wtedy owo „ja” nie ginie, a to by znaczyło, że istnieje jakieś większe „JA”, które posiada ciało. Wtedy owo „JA”, po śmierci ciała, zabiera to, co zgromadziło przez, średnio, kilkadziesiąt lat.

Jeśli uznasz, że jesteś jakąś duchową formą świadomości. Nieśmiertelną duszą, która zabierze wszelkie zgromadzone doświadczenia w cielesnej formie, wtedy musisz przyznać, że ciało tylko posiadasz. Zaś cała forma osobowa, w cielesnym przebraniu, pracowała na jakieś zyski, lub straty.

Czy to nam się podoba, czy nie podoba, to wynieść możemy tylko zasługi, niematerialne zyski, lub obciążenia dla ogółu salda zysków i strat. Kultury Wschodnie owo saldo nazywają „karmą”. Są to jakieś zyski i jakieś straty, zbierane w trakcie żywota ludzi. Po to, aby w przyszłych rozdaniach życiorysów, zostały ujęte nasze zyski, bądź konta ujemne, z którymi należy się zmierzyć.

No tak, wszystko, co tutaj wypisuję, może trącać rozbujanym fantazjowaniem. Ale spójrz na to z innej perspektywy. Cz bardziej odpowiada nam teoria jednego żywota, sąd ostateczny i niebo, albo wieczne potępienie? Nie wspominając już o ogniu piekielnym, smole i temu podobnych katuszach.

Innym, trudnym do zaakceptowania, fenomenem jest pojęcie duszy. To, że ja mam duszę. Znaczy to, iż moja osobowa forma, bez żadnej gwarancji przeżycia, choćby kilkudziesięciu lat, powinna zabiegać o moją duszę. Duszę, która jest wiecznym czynnikiem jakiejś tożsamości. Ten fenomen również „stawia na głowie” rozsądną ideologię.

„Być, albo nie być, oto jest pytanie”  - świadczy o tym, że autor tych słów, również zmagał się z podobnym dylematem. A może w ogóle, cała nauka bez mistyki jest ślepa? Mogą o tym świadczyć zmagania twórców mechaniki kwantowej. O tym też warto sobie pofantazjować.

Otóż dopóki nauki przyrodnicze skupiały się na mechanizmach cząsteczek materii, uważano je z niepodzielne elementy naszej rzeczywistości. Opisywano świat złożony z atomów, molekuł i większych cząsteczek materii, czyli rzeczy. Dotąd wydawało się, że całą rzeczywistość, która nas otacza, można zmierzyć, zważyć i policzyć.

Ale kiedy próbowano to zrobić, wtedy okazało się, że rzeczywistość jest nieco inna. Bo żadna najmniejsza cząsteczka materii nie jest ani stała, ani trwała. Wtedy okazało się, że niektóre doświadczenia należy robić za podwójną zasłoną, gdyż myśli badającego maja wpływ na wynik badania.

Rozpoczęto wówczas badania nad mechaniką kwantową. Dziedziną, która przeistacza, bądź tworzy materię w najmniejszych jej strukturach. Wynika z tego, że wszelkie mechanizmy fizyki kwantowej, przekraczają materializm, żeby wkroczyć na mniej stabilny grunt. Czyli w przestrzenie mistycznych badań tego świata, który nie da się zmierzyć, zważyć i policzyć, jak wcześniej zakładano.

A co jeśli, dopiero tutaj, w mistycznym poznawaniu, istoty bycia całego człowieczeństwa – zaczyna być możliwe? Przecież wchodząc na poziom badawczy swojej wyższej jaźni musiałeś przekroczyć osobowość. Przekroczywszy osobowość, wchodzisz w mistyczne przestrzenie, gdzie fizyczna natura rzeczywistości nie posiada wstępu. „To nie naukowe, puknij się w głowę”, ktoś ci odpowie.

Ale czy jest inny sposób na badanie istoty bycia, gdzie świadomość tworzy istnienie? Nie ma, ja tak uważam. Dopiero przesunięcie istoty wglądu do wyższej świadomości – duszy czy nadświadomości, jeśli wolisz, daje tę możliwość.

Tutaj rodzi się kolejne pytanie: Jaki może mieć cel wyższa świadomość Bycia, żeby inwoluować do fizycznej formy? Mało tego, nawet trudno to nazwać inwolucją, gdy pamięć o sobie i swoim pochodzeniu zostaje odcięta. W kulturach Wschodu nazywa się to przejściem przez „rzekę zapomnienia”, żeby bez wpływów przeszłości tworzyć siebie od nowa.

Rodzimy się z czystym „dyskiem pamięci”, by podjąć się roli tworzenia siebie samego od podstaw. Prawda? To dopiero wyzwanie.

Czy umiesz sobie wyobrazić wysiłek duchowej formy, która pragnie w jakiś sposób być przydatna dla tworzącej się osobowości? Jakiejś tożsamości, która od podstaw uczy się poznawać siebie i tworzyć w oparciu o własne doświadczenia?

Tutaj każdy człowiek uczy się siebie na podstawie zmysłowych danych i cielesnych bodźców, dostarczających informacji o świecie, w którym zaistniał. W swoim umyśle tworzy obraz tego świata, zbudowany na doświadczeniach i przekazach innych ludzi, będących dla niego autorytetami.

Dlatego warto się zastanowić, jakie szanse posiada duchowa forma, żeby naprowadzać na właściwe tory. Właściwy kierunek rozwoju człowieka, kiedy zmysłowe bodźce z tego świata, będą zawsze na pierwszym planie. Świat zewnętrzny wręcz przesłania zmysłowy obraz rzeczywistości. Oddalając tym samym głos serca, podszepty intuicji. Albo uczucie sumienia wołające: przebudź się, posłuchaj swego wnętrza, podpowiedzi masz przecież w sobie.

Jednak wszystkie intuicyjne wskazówki, bardzo rzadko przebijają się poprzez emocje, które w świecie materii, rządzą się własnymi prawami. Nie tylko prawami z tego świata, ale także uznaniem większej części ludzkości. W ogóle utarło się twierdzenie, że to emocje rządzą w świecie materii, gdyż dzięki nim nakręcamy się do działania.

A co jeśli, jakaś mistyczna droga, wyśmiewana przez poważne umysły, umie doprowadzić poszukującego do celu? Do miejsca, gdzie wiedza o sobie z poziomu duszy zaczyna być dostępna? Czy takie starania, z pozoru śmieszne, mogą przynieść szerzej pojmowaną wiedze o sobie? Ja twierdzę, że tak i jest na to wiele dowodów.

Otóż wchodząc głębiej w świadomość duszy, ujawnia nam się całkiem przejrzysty obraz. To dusza planuje odgrywanie roli w ziemskiej scenerii. Podobnie jak czynią to aktorzy przed spektaklem w teatrze. Ona bierze czynny udział w rozdawaniu ról pomiędzy zaprzyjaźnionymi duszami, które zostaną odegrane w ziemskiej scenerii.

Być może w tym miejscu zaoponujesz, że przeginam w moim fantazjowaniu. Ale pragnę Cię uspokoić, bowiem każdy może tego doświadczyć. Tak, wcale nie jest to fantazją. Regresje duchowe, szczegółowo opracowane przez Michaela Newtona, zezwalają na takie doświadczenia.

Dlatego ufam, że każdy kto czyta tego rodzaju wynurzenia, jest już oswojony z tekstami artykułów zamieszczonych na mojej witrynie. Bowiem wiarygodnych tekstów, relacji, stenogramów i audio nagrań, jest tutaj pod dostatkiem.

Wypływa z tego jakaś inspiracja, aby bardziej zwrócić się w głąb siebie. Tam, gdzie głos intuicji, uczucie sumienia, poprowadzą ciebie w przestrzenie duchowej tożsamości. W miejsce istnienia prawdziwego domu dla populacji duchowych form istnienia. Form, które tylko na chwilę przybierają maski – cielesne formy – żeby zaistnieć na „deskach teatru”. Czyli w ziemskiej scenerii doświadczania. A może nawet sprawdzianu, czy jako dusze jesteśmy dobrze przygotowani, aby odegrać tę rolę. Odtworzyć ją jak najbardziej autentycznie, pomimo trudności jakie stawia świat materii.

Zatem, dla duchowych form istnienia, Ziemia jest cudownym sprawdzianem teoretycznej wiedzy w praktyce. Bowiem tutaj w praktyce doświadczamy Boskich cech. Czyli Kreacji rzeczywistości, gdzie myśl tworzy rzeczywistość tego świata.

To, co myślisz, tym się stajesz. Zaś cały świat i rzeczywistość, która cię otacza, podąża za twoją wskazówką. Dlatego uważaj, co myślisz, bowiem myśl jest sprawcza, na każdym poziomie świadomości.