A co jeśli?

Ja nie wiem, czy wszyscy tak mają, ale chyba większość ludzi ma podobne doświadczenia. Otóż od dziecka zadajemy sobie pytania, które mogą, jeśli chcemy, towarzyszyć nam do końca życia.

Będąc dzieckiem zastanawiamy się, co by było, gdybym urodził się odmiennej płci? Czy wtedy rodzice byliby ze mnie zadowoleni? A jeśli urodziłbym się w innej rodzinie, czy rodzice byliby dla mnie lepsi, czy gorsi? Czy miałbym lepiej gdyby byli bogatsi, wyżej wykształceni, albo mieszkali w większym mieście?

Wiek szkolny nie umniejsza, lecz poszerza listę dylematów młodego człowieka. Tutaj porównujemy siebie z dużo większą grupą rówieśników.  Zastanawiamy się wtedy, czy oni mają lepiej ode mnie, czy są zdolniejsi, bardziej pracowici? Zaczynamy odróżniać charaktery „kujonów” i frywolnych, którym wszystko łatwo przychodzi. Zastanawia nas własne miejsce w szeregu różnic charakterów, majętności czy błyskotliwości w przewidywaniu.

Stając się starszym, dostrzegamy coraz szersze pole wyborów dla swojej przyszłości. Rodzą się dylematy związane z wyborem zawodu, rozrywek i upodobań. Dochodzą zajęcia ponadprogramowe, otwierające jakieś możliwości realizowania innych swoich zdolności.

Wtedy pytania natury „a co jeśli…?” – pojawiają się coraz częściej. Jedne dotyczące wyboru zawodu, kierunku kształcenia. Inne natomiast to pobudki erotyczne, które nakazują jakieś zbliżenia partnerskie. Może założenie własnej rodziny, które u jednych pojawia się wcześniej niż  u innych.

Owe wszystkie pytania, trendy i wybory, pojawiają się w naszej głowie nie bez przyczyny. Dlatego, że mamy wolną wolę. Wolną wolę wyborów, na planie dużo szerszych możliwości, niż mają to inne stworzenia żyjące na Ziemi.

Dlaczego tak jest? Rodzi się pytanie. Czy rasa ludzka, która zdominowała wszystkie inne stworzenia na tej planecie, posiada większe prawa? Czy stwórca, dając ludziom większe mózgi, większy rozum czy intelekt, przyznał też prawo do rządzenia? A gdyby tak było, to jest kolejne pytanie. Czy rasa ludzka powinna panować nad niższymi stworzeniami w imię miłości, czy rywalizacji? Podporządkowania i wykorzystywania ponad siłę, czy współpracy?

A co jeśli, stwórca dał człowiekowi tyle rozumu, alby mógł sam ustalić, co buduje harmonię współistnienia? Oraz to, co prowadzi do destrukcji we współistnieniu wszystkich form przejawionych tego świata.

Będąc w posiadaniu analitycznego intelektu, człowiek ma wiele wyborów, ale te najważniejsze są tylko dwa. Dobro ogółu, czyli wszystkich istnień, oraz swoje własne. Egocentryzm czy altruizm? Dobro moje, czy dobro wszystkich? Jestem jednostką, która ma swoje indywidualne potrzeby. Ale też jestem cząstką społeczności ziemskiej, mającej swoje potrzeby.

Tutaj dopiero rozpoczyna się kształtowanie charakteru, któremu zostaliśmy poddani. Mamy jako ludzkość, najwięcej rozumu, ale jak go wykorzystujemy? To jest jak dwie szale u wagi, na których leżą nasze ego, oraz współistnienie. Zaś życiową lekcją jest umiejętność godzenia tak, aby szale stały w równowadze.

Moje dobro jest dobrem ludzkości, zaś dobro ludzkości, jest dobrem pozostałych istnień tej planety. Wtedy Matka Ziemia jest dobrem wszystkich istnień dając im pole dla ewolucji swojej świadomości. Ewolucji świadomości od mikroba do Boskości. Czy to do ciebie przemawia?

Wydaje się, że im łatwiejszy jest „byt” – przetrwanie w tym świecie, tym częściej zwracamy się w głąb siebie. A może nie? Może jest odwrotnie, bowiem poszukujemy emocji, które nas zachęcają do rywalizacji? Do pogoni za coraz większymi luksusami, żeby pokazać swoją wyższość. Jakąś ważność w pogoni za… Właśnie, za czym?

A co jeśli, dano nam więcej rozumu nie od parady? Nie po to, aby wygrywać wyścigi po dobra materialne, naśladując najbogatszych ludzi na Ziemi. Ale do wyższych celów. Ktoś kiedyś powiedział: „Do wyższych celów zostałem stworzony, niż gnanie za pieniądzem”. Ale czy taki zwrot do kogoś przemawia? Chyba każdy wolałby wejść w rolę Trumpa, jak buddyjskiego mnicha, zanurzonego w Nirwanie.

Pomimo że każdy z nas wie, iż jeden z nich uwiązany jest emocjonalnie z tym światem, zaś drugi przekroczył ten świat. Sięgnął po doświadczanie boskości. Doświadczanie czegoś, co dane jest bardzo nielicznym. Sięgnął po duchową strawę, gdzie słowo „ekstaza” nie dorównuje opisowi tego stanu świadomości.

Czy bycie w czołówce najbogatszych ludzi na świecie, daje pełnię szczęścia? Nie, bo niesie tyle samo obaw, co i satysfakcji. A to mierny zaszczyt, gdy nie można wynieść go z tego świata. Przeciwstawnie do mnicha, pozbawionego wszelkich obaw, który już tutaj został spełniony.

A co jeśli, mamy rozum większy od innych stworzeń? Co jeśli ktoś liczy na to, że zrobimy z tego użytek? Że zadamy sobie pytania natury „kim jestem” i „jaki jest mój cel”, przybycia do ziemskiej scenerii? Prawdopodobnie pojawi się też myśl, że ktoś nas tutaj posłał. A jeśli tak, to na coś On liczył. Że nasze tutaj zaistnienie posiada jakąś misję, przeznaczenie, z którego winniśmy wynieść jakąś lekcję. Czy uważasz, że jesteśmy jakąś materią, która przychodzi tutaj po nic?

„Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” – czy to wszystko, w co warto wierzyć? A co jeśli nasze pytania o sens naszego zaistnienia, będziemy ciągle powtarzać? Może wtedy dojdziemy do jakiejś uporządkowanej analizy? Czy uporządkowana analiza jest dostępna dla kogoś, kto nie uczył się medytacji? Ja twierdzę, że tak. Wystarczy wyciszyć się w samotności i zadawać sobie pytania. Bardzo proste pytania o naturę istnienia.

Czy jestem moim ciałem? To pierwsze pytanie otwierające analizę swojego „ja”. Zbadaj to dokładnie, jak się do tego odnosisz? Czy jestem moim ciałem? – Nie przecież widzę moje ciało, dotykam go i używam do różnych rzeczy. Czyli jestem kimś, kto posługuje się moim ciałem. Kimże jest ten, kto posługuje się moim ciałem?

A może to emocje są tym kimś, kto posługuje się moim ciałem. Tak! Przecież to emocje wprawiają w ruch moje ciało. Tam rodzą się dążenia, kaprysy. Uczucie szczęścia lub bólu, ale i satysfakcji czy podniecenia. Pewnie jestem emocjami? Ale, ale przecież mam umysł, który potrafi zapanować nad emocjami. To dzięki memu umysłowi mogę wpływać na emocje, żeby wybierać te konstruktywne emocje i chronić się przed destruktywnymi. Jest to prawdą, czyż nie?

Hej, hej odzywa się ktoś jeszcze. Przecież masz wolę, aby kierować swymi myślami. Robisz to każdego dnia, kiedy myśli twoje zmierzają do stagnacji i bezradności, wtedy możesz je zmienić na inne. Tak, te optymistycznie podchodzące do każdego problemu. Kto jest tym, co układa twoje myśli w takie, które budują a nie rujnują? W te, które posiadają ogromny zasób kreatywnej mocy?

Widzisz nie jesteś swoim umysłem. Twoje prawdziwe „JA” jest gdzieś ponad to, co znasz. No tak, bo któż kreuje twoim postępem, kiedy twoje myśli potrafią się zapętlać w kierunku samozagłady? Zastanów się, pomyśl nad tym dłużej. Twoje prawdziwe „JA” nie jest również twoim umysłem. Jesteś czymś więcej, nad to, co poznajesz swymi myślami.

Jeśli do tej pory myślałeś o sobie, że jesteś swymi myślami, jako najwyższym autorytetem, to od tej pory możesz to zmienić. Bowiem twoje „JA” to coś więcej. Masz przecież jakieś sumienie i wyobraźnię. Kiedy owo sumienie pokieruje twoją wyobraźnią, to jakbyś przesunął perspektywę swojego JA do nadświadomości. Do Wyższej Jaźni, albo do duszy, którą jesteś i zawsze byłeś. Teraz, z tego poziomu, użyj wyobraźni i zobacz jak wąż, który wcześniej podważał twoją huśtawkę myślową. Wąż, który jest symbolem nakłaniania do destrukcji, zjada swój ogon.

Niech wyobraźnia doprowadzi ciebie do momentu, w którym wąż połknie całego siebie. Zaś twoja wyższa jaźń przejmie władzę nad prawdziwym twoim  „JA”. Tak aby te wyższe cele, zapisane w świadomości duszy, były dla ciebie pierwszoplanowym programem na życie.

Jeśli uda się doprowadzić do stanu, takiego połączenia, zachowaj to głęboko w pamięci. Tak, aby w chwilach zwątpienia, rozterek i stagnacji, móc tam wrócić. Wtedy całokształt życia zaczyna przynosić same satysfakcjonujące doświadczenia. Te, na które świadomość duszy liczy najbardziej. Dusza w stosunku do cielesnej i osobowej formy, jest wieczną i świadomą siebie kumulacją doświadczeń, które uczą w praktycznym działaniu. Ciało zaś to tylko narzędzie, które dostajemy dla jakiegoś epizodu. Jednej lekcji z dziesiątek, a może niekiedy i setek doświadczeń w cielesnym przebraniu.

Zatem pokusa, aby tego dokonać, jest na miarę zdobywania najwyższych szczytów, w duchowo cielesnej formie istnienia. A co jeśli ci się uda? Powiem ci, wtedy żaden majątek gromadzony w ziemskiej scenerii, nie jest w stanie temu dorównać.