Mam duszę

Mam duszę, czy nią jestem? Jestem człowiekiem z ciała, krwi i kości. Mam imię, nazwisko i jakiś Akt Urodzenia, które to elementy określają moją osobę. Kiedy zdarza mi się myśleć o sobie „ja jestem”, cóż wtedy mam na myśli? Ktoś sobie pomyśli; jestem człowiekiem średniej klasy, niczym się nie wyróżniam. Po prostu ginę w tłumie ludzi, ale pamiętam o sobie i moim „ja”. Dla siebie jestem najważniejszy. Inny człowiek może sobie pomyśleć: Jestem ponad przeciętność ludzkiej populacji. Ponieważ jestem wysoko wykształconym człowiekiem, mam prawo być bardziej sławnym. Moje „ja” wybija się z tłumu popularności ludzkiej. Może gdybym został politykiem, byłbym bardziej dostrzegalny?

Czymże więc jest to moje „ja”? Czy człowiek z ulicy, powiedzmy bezdomny, który wybiera niedopałki papierosów z publicznej śmietniczki, też ma swoje „ja”? Czy jego godność jest inna od pana profesora, albo ministra? Wreszcie, czy godność ludzka to bardziej forma osobowości, czy też duchowej formy istnienia?

To są bardzo ważne pytania, kiedy mamy zamiar dywagować o duszy ludzkiej. Ale tutaj rodzą się kolejne problemy dla rozumu. Czy „ja” jestem moim ciałem i zgromadzonym doświadczeniem życiowym, czy może duszą, która przekracza osobową formę człowieka? Nie tylko przekracza cielesną formę istnienia, ale jest wieczna w stosunku do ciała.

A więc jak to jest, mam duszę, czy dusza ma mnie? Czy licha forma osobowa, która zaistniała w ziemskim świecie przejawionym, zaistniała na kilka dziesiątek  lat, może wejść w posiadanie czegoś, co nie umiera? Czegoś, co istnieje wiecznie, w stosunku do cielesnej, osobowej formy istnienia?

Czy religijny, enigmatyczny, sposób pojmowania duszy, może zaspokoić tę potrzebę dociekania? Przyznam się, że mojej dociekliwości nie był w stanie zaspokoić, od czasu gdy miałem dwanaście lat. Bo czymże jest dusza, jeśli ona jest wieczna? Zaś moje ja, oparte na cielesnej formie istnienia, obróci się w proch. Przejdzie do niebytu.

Co by było, gdybym zaufał teorii wschodnich kultur, lub obsesji mistyków, że to dusza posiada ciało? Że wchodzi w jego posiadanie jeszcze przed narodzeniem, czyli w łonie matki? Wówczas rodzi się bunt w racjonalnym myśleniu. Bo jak to możliwe, że nie pamiętam kimże jestem, kiedy dusza istnieje wiecznie.

A skoro taka teoria jest prawdziwa, to musiała też doświadczać w wielu innych ciałach. Jej doświadczenia, w ziemskich strukturach, mogą być przeogromne w stosunku do zdobytych w tym ciele. Wówczas moje „ja” z poziomu duszy jest tym innym „JA”, ponieważ zawiera ono perspektywę ogromu doświadczeń na różnych płaszczyznach i w różnych rolach.

Wówczas korzystając z tej zasady, mogę przesunąć moje „ja” osobowe, do poziomu „JA” duszy, aby lepiej zrozumieć otaczający mnie świat. Taka perspektywa większego „JA”, odkrywa w sobie wiele doświadczanych ról na ziemi. A to powoduje inne zrozumienie dla roli naukowca, niewolnika. Polityka, straceńca czy żebraka, w innym rozdaniu życiorysów.

Wtedy owa inna perspektywa pojmowania siebie, jako większego „JA”, pozwala sięgnąć do sedna człowieczeństwa. Pozwala zrozumieć, że małe „ja” możemy kotwiczyć w ciele – krótkotrwałym pojeździe. Możemy też widzieć swoje „ja” w emocjach, którymi posługujemy się, aby przeżyć i rywalizować. Ale także małe „ja” możemy utożsamiać w umyśle, który także przestaje działać, gdy ciało opuszcza duch życia.

Możemy sobie dywagować o różnych wartościach swojego mniejszego „ja”. Otóż dla jednych główną wartość stanowi ciało. Dotyczy to grupy sportowców, modelek czy cyrkowych akrobatów. Inna grupa ludzi postawi na wartość emocjonalną. Tutaj w grę wchodzą politycy, oraz ogromna ilość klasy średniej, której domeną jest rywalizacja o dobra doczesne. Jest też trzecia grupa stawiająca na wartości intelektualne. To grupa naukowców i fanatyków religijnych, którzy tworzą idee nie dla poklasku emocjonalnego, ale głębokich przemyśleń. Owa grupa pozostawia po sobie często ważne wynalazki, albo idee niekoniecznie przydatne ludzkości.

Jednak główne pytanie, jakie stawiamy sobie w tym rozważaniu to: Mam duszę, czy nią jestem? Kiedy zdecydowana większość ludzkiej populacji odpowie; jestem mym ciałem, moją osobowością i mam duszę. To mistycy, ludzie oświeceni, uważają inaczej. Oni uważają, że są duszą i weszli w posiadanie tego ciała, tylko na chwilę. Ponieważ świadomość z poziomu duszy obejmuje znacznie większy zakres świadomości istnienia od osobowej, ograniczonej świadomości siebie.

Czy przeciętny czytelnik, takich tekstów, jest w stanie zaakceptować podejście mistyka? To zależy od horyzontów jakimi posługuje się czytelnik. Jeśli jest on poszukiwaczem wiedzy ezoterycznej, to musi wiedzieć coś o duchowości. O tym, że oprócz osobowej formy człowieka, mamy jakąś wyższą jaźń. Jakąś nadświadomość, do której możemy się odwołać. Psychologia uznaje tę część jaźni. Powstał też kierunek psychologii transpersonalnej, aby badać i sankcjonować tamte przestrzenie ludzkiej tożsamości.

Właśnie tak, bo tożsamość ludzkiego istnienia, przekracza i zawiera tę formę osobową, a nie na odwrót. Pisałem już dużo, na kartach tej witryny, o perspektywie postrzegania duszy. Dlatego tutaj pragnę rozwinąć zagadnienie wartości, jakie możemy wynieść, kiedy przesuwamy tę perspektywę świadomości z małego „ja” do dużego „JA”. Do momentu, w którym uświadomimy sobie, że „Ja mam ciało”. Jestem nieśmiertelną, duchową formą, świadomą siebie, która tutaj doświadcza, w cielesnym przebraniu, dla jakichś ważnych lekcji.

Wówczas oświecenie naszego celu, tutaj pobytu, w ziemskim przebraniu, zaczyna się rozjaśniać. Odkrywamy wiedzę o swojej, dużo szerszej, tożsamości. Oraz to, co jest najważniejsze, że do tego sprawdzianu, w ludzkim przebraniu, musimy zapomnieć siebie. Zapomnieć swą prawdziwą tożsamość i oddać się tworzeniu osobowej formy w relacjach międzyludzkich.

Uwaga, teraz „zatrzęsie”, dlatego proszę cię o odrobinę wyrozumiałości. Otóż kiedy człowiek się rodzi w ludzkim ciele, wtedy, co jest najważniejsze? Społeczność ludzka przyjmuje go do swego grona i wystawia się jemu Akt Urodzenia. Wpisany w księgi wieczyste, danego narodu, zaistniał nowy członek tej społeczności. Nadają jemu imię i nazwisko po rodzicach. Przypisują obywatelstwo danego kraju i datę narodzin. Od tej pory, ów mały człowieczek jest pełnoprawnym obywatelem społeczności. Rozwija się, dorasta, edukuje i zajmuje pewne pozycje w narodzie.

Może tak przeżyć sobie kilkadziesiąt lat i robić to, co robią inni. Takie życie jest najczęściej praktykowane, gdyż konformizm jest najwyżej cenionym sposobem bycia. Jest jednak pewien odsetek ludzi, którzy z własnej woli, szukają czegoś więcej. Oni, w którymś momencie życia, zwracają się w głąb siebie, aby szukać głębszych wartości od tych, którymi karmi ich świat zewnętrzny.

Jest wiele sposobów sięgania do swoich głębszych pokładów tożsamości i nie będę się o tym rozpisywać. Ale kiedy człowiek dotrze do swojej nadświadomej jaźni i ugruntuje swoje postrzeganie, to tak jakby się obudził. Człowiek obudzony to, jakby nowonarodzony. Narodzony dla innej perspektywy postrzegania tej rzeczywistości. Wtedy już nigdy nie powie „ja mam duszę”. Od tej pory on ma ciało.

Pomimo że zewnętrznie nie dostrzegamy w nim różnicy, to jego wewnętrzna psychika inaczej przetwarza zewnętrzne doświadczanie. Obudzenie się w świecie materii może być przenośnią do obudzenia się ze snu. Ze świata niewiedzy kim jestem i dokąd zmierzam. Jaki jest mój cel dla zaistnienia w tej przestrzeni i czego oczekuje wyższa świadomość po moim przejściu przez tę szkołę, albo sprawdzian, jaki mi wyznaczono?

Dokąd żyjemy w oparciu o zmysłowe doświadczanie tego świata, mamy skończony zakres na świecie fizycznym. Lecz przeszedłszy na duchową penetrację swojej tożsamości, otwiera się nowy rozdział. Jest to rozdział niekończących się przestrzeni. Wydajesz się sobie nowonarodzonym dla swojej, dużo szerszej, świadomości. Dodam jeszcze więcej. Odkrywasz swój Akt Przeznaczenia.

Tak, jak dla cielesnej formy Akt Urodzenia jest początkiem drogi życia, tak teraz ów Akt Przeznaczenia jest początkiem drogi dla istnienia. Dla poznawania siebie od strony duchowego przeznaczenia. Przeznaczenia, które, jako duchowa forma, godzisz się wykonać w cielesnej podróży. Nie tylko jako dusza zgodziłeś się na tę podróż, ale także brałeś udział w projektowaniu tego życiorysu – Aktu Przeznaczenia.

Budząc się do swej tożsamości w duchowej formie istnienia, otrzymujesz wiele wskazówek dotyczących tego, jak najlepiej wykorzystać swoją cielesną wędrówkę. Skoro istnieje jakaś misja duszy, na którą wyraziłeś zgodę, to trzymając się owych wskazówek, wyniesiesz najwięcej zysku dla swej prawdziwej tożsamości.

Pytasz się być może, jak pojąć ludzkim rozumem to, co ja tutaj wypisuję? Otóż puśćmy sobie wodze fantazji, aby na chłopski rozum wyjaśnić podstawy tych zawiłości. Podobno nauka udowodniła, że każdy człowiek posiada dwie półkule mózgowe. Jedna, najczęściej lawa, służy do analitycznego rozumowania i kształtowania naszego życia z wyrachowaniem. Druga zaś, częściej prawa, służy dla wyobraźni. Można by powiedzieć, dla fantazjowania, ale jest ona bardzo ważna dla komunikacji z wyższymi sferami świadomości. Korzystają z niej artyści, twórcy i wynalazcy. Także i w hipnoterapii, kiedy sięgamy do transpersonalnych przestrzeni świadomości, bierze ona udział.

Można by ją nazwać, narzędziem komunikacji ze światem niefizycznym. Ponieważ dzięki niej mamy twórcze lub prorocze sny. Mistycy, wróżbici, jasnowidze i cała masa anormalnych zjawisk, przepływa przez ten komunikator. Dlatego też uważam, że każdy człowiek jest w stanie, poprzez własne zaangażowanie, wyrobić sobie dostęp do przestrzeni nadświadomej jaźni. Uzyskać w ten sposób stały dostęp, żeby czerpać dla siebie wiele podpowiedzi, na obecną życiową rolę.

Właśnie w taki sposób, możliwym staje się dostęp do Aktu Przeznaczenia. Czyli szerszej wiedzy o sobie, poprzez zmianę perspektywy z „ja mam duszę” na „ja mam moje ciało”. Im więcej korzystamy z tej perspektywy postrzegania siebie, tym łatwiej wchodzimy w harmonię życia w ziemskiej przestrzeni. Także więcej profitów jesteśmy w stanie wynieść, jako duchowe formy świadomości, z lekcji tutaj przerabianej. Czy to do ciebie przemawia? Czy myślisz, że warto jest postawić na rozwój duchowy, który nie posiada wartości przybranej w materię. Ale daje nam możliwość wyniesienia z tej lekcji ważniejsze wartości, dla świata, skąd przychodzimy.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież