Fragmenty część II

Rozdział 13

Powrót do trasy poszukiwań

Żeby teorię poprzeć praktyką, przytoczę kilka przykładów terapii regresjami duchowymi według metody M. Newtona.

Twórcza wizjaPewna kobieta w wieku około czterdziestu lat, nazwijmy ją Magda, miała duże problemy ze swoim związkiem małżeńskim. Jej mąż, dużo starszy od niej mężczyzna, dawał jej nieźle „popalić”. Małżeństwo posiadało dwoje dzieci w wieku szkolnym i pomimo zaradności Magdy nie sposób było wytrzymać z mężem, który na dodatek wychował się w kulturze innego kraju. Bariery niezgody wzrastały, aż musiało dojść do separacji. Kobieta zaczęła poszukiwać przyczyny swojego nieszczęścia, bowiem w głębi duszy czuła bliską więź ze swoim mężem. Podążała więc bardziej w kierunku rozwoju duchowego wyczuwając, że w ten sposób łatwiej będzie zrozumieć swój los. Zrozumieć, dlaczego życie zamiast być sielanką, wnosi ogromny bagaż cierpienia. Wstępując na ścieżkę poszukiwań  duchowego przeobrażenia, zaliczyła kilka kursów i rozpoczęła praktyki medytacyjne. W nowych kręgach, gdzie poszukiwała wiedzy, mówiło się o reinkarnacji, o Prawie Przyczyny i Skutku, a nawet o długach przeniesionych z innych wcieleń, zwanych karmą. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, była już dobrze przygotowana z podstaw ezoteryki, co ułatwiało przeprowadzenie pierwszej regresji do minionego życia.

Po pierwszej sesji utwierdziła swoje przekonania w nieśmiertelną istotę duszy. Jest to ważne doświadczenie, które wnosi wiedzę, o wiele trwalszy element świadomości od wiary. Tutaj nie dostała jeszcze odpowiedzi na wiele pytań, jakie przytłaczały ją w tym momencie. Jednak podekscytowana pierwszym wglądem, Magda poprosiła o kolejną sesję, tym razem głębszą, według metody Newtona, która jest w stanie rozjaśnić wszelkie zawiłości ludzkiego losu.

Sesja odbyła się w październiku 2008 roku. Krótki przegląd życia poprzedzającego teraźniejsze wcielenie ujawnia nam, że Magda w tamtym wcieleniu była lekarzem w Anglii. Zastajemy ją w ciele młodego studenta medycyny na uniwersytecie, żeby dalej przejść przez doświadczenie wręczania dyplomów. Kolejny wgląd pokazuje wzorowe życie szanowanego lekarza, który posiada żonę i dwoje dzieci. Dożywa słusznego wieku, ale umiera na raka.

Teraz z pozycji duszy ogląda ceremonię pogrzebową swego ciała. Jest zdumiony ilością ludzi oddających cześć jego pamięci, ale najbardziej skupia uwagę na pewnym młodym, smutnym mężczyźnie. Ten młodzieniec to jego syn, który zrodził się z romansu z pewną kobietą. Przyznaje się teraz, jako dusza, że łożył na jego utrzymanie, ale zabronił wyznania prawdy, która mogłaby zaszkodzić stosunkom rodzinnym oraz karierze lekarskiej. Teraz bardzo żałuje tego, gdyż wie, że chłopiec wiedział o jego istnieniu, lecz miał zakaz ujawniania prawdy. Już teraz dostrzega cierpienie wyrządzone młodemu człowiekowi i żałuje, że na naprawę swojej postawy w owej relacji jest już za późno.

Zapytana, czy rozpoznaje duszę tego dziecka w obecnym swoim życiu, bez wahania wskazuje na swojego obecnego męża. Docierając do świata dusz, napotyka nieco inny sposób reorientacji energii duszy. Tutaj trafia do ziemskiej scenerii, gdzie jest duży dom. W domu tym jest wiele pokoi, z których każdy emanuje innym kolorem energii. W każdym z tych pokoi wita ją dusza z jej blisko zaprzyjaźnionego kręgu dusz. Rozpoznaje je i omawia, w jakich relacjach spotkali się na Ziemi. Opisuje każdy z tych pokoi i istotę witającą oraz doświadcza otulenia energią danego koloru. Tutaj też dowiaduję się, że jako dusza ma na imię Zetar, a przewodnik emanujący żeńską energią zwie się Etna.

Przybywszy przed Radę Starszych, zastaje siedem istot. Pytana, jakie pierwsze myśli przekazują sobie z Przewodniczącym tego zgromadzenia, odpowiada krótko: Opowiadam mu o moim życiu, a potem on powiedział, że jeśli jest coś do naprawienia, to żebym to naprawiła i pokochała. Tu cytat:

Czyli ta relacja z twoim nieślubnym synem jest do naprawienia, tak?

Tak.

A spójrz teraz uważnie na członków Rady i powiedz mi, co sądzą o tym, jak sobie radzisz w twoim obecnym życiu?

Dobrze sobie radzę. Zrobiłam duży postęp. Dużo się otworzyłam i mogę to zrobić. I nie mogę się bić ze swoim różowym kolorem. On ma niebieski kolor, tylko ma ten płaszczyk i nie wpuszcza. To on mnie nienawidzi.

Czy on może ciebie nienawidzić za pamięć z ostatniego wcielenia?

Tak. Też chciał być dzieckiem kochanym.

Tak, i teraz to przebija? Czy to jest jakiś dług karmiczny, czy ten dług jest spłacony? Teraz przed Radą możesz tę sprawę rozwikłać. Zapytaj ich o wsparcie i pomoc. O lepsze zrozumienie tej sytuacji, która w tym momencie jest dla ciebie bardzo istotna.

Sama tego nie zrobię.

Tak, kto ci musi pomóc?

Jakieś żółte światło. On zabiera moc i mnie osłabia, i to światło… Ja sama tego nie zrobię. Oni mi kogoś wyślą.

Czyli kogoś, kogo spotkasz w przyszłości, tak?

Tak i on mi pomoże.

Czyli masz sobie odpuścić, aż ktoś przyjdzie i ci pomoże w przyszłości?

No tak.

Czy to będzie w tym zapowiedzianym okresie najbliższych pięciu lat?

To będzie już niedługo. Bo muszę się rozwijać.

Czyli ktoś, kogo spotkasz, pomoże ci uwolnić się od tej energii, tak?

Tak, i nie będziemy już przekładać tego na karmiczne powiązania przyszłego życia. Ma się skończyć w tym życiu.

* * *

A co sądzisz o nastawieniu Starszych do sposobu, w jaki prowadziłaś swoje ostatnie życie?

Uzdrawiałam ludzi, to było dobre życie. Ten nowotwór to pochodził ze zmartwienia związanego z tym innym dzieckiem. I on nie był potrzebny, bo go sobie sama stworzyłam.

Rozumiem. Teraz będziesz pamiętać, żeby w przyszłości wszystkie sprawy wyjaśniać jeszcze za życia, bo po śmierci ciała jest już za późno. Prawda?

* * *

W pewnym momencie zadałem proste pytanie:  Co jeszcze ciekawego robisz w świecie dusz? Wtedy otworzył się ciekawy przekaz. Odpowiedziała mi, że w niektórych domach są takie szkiełka (prawdopodobnie miała na myśli przestrzenie, gdzie na ekranach można oglądać inne czasy), przez które można patrzeć na Ziemię. Widziała teraz życie na innym poziomie, gdzie ludzie komunikują się telepatycznie. Formy materialne ograniczone są do minimum, a życie polega na wzbogacaniu się od wewnątrz.

Czy jest to Ziemia naszej przyszłości, czy też inna planeta, gdzie nasze dusze będą doświadczać?

Inna planeta, do której zmierza ludzkość.

Czyli po jakimś czasie tutaj na Ziemi, gdy nasza planeta przestanie nas żywić, będziemy zmuszeni do przeniesienia się na inną planetę. Czy tak?

Nie. Będziemy już innymi, wysokorozwiniętymi istotami, poprzez własny rozwój i wchodzenie wyżej.

Powiedz, czy będzie to wymuszało niejako przeniesienie się na inna planetę, czy też nasza stara planeta Ziemia wyewoluuje razem z nami, że będzie gotowa przyjąć wyższe formy inteligentne pod swój „dach”?

Będziemy się przemieszczać, ale Ziemia istnieje. Będziemy odwiedzać, będzie można swobodnie się przemieszczać.

Poproś Przewodnika, aby przybliżył ci czas, w jakim to nastąpi w stosunku do tego, co znamy.

To jest koniec wieku.

Czyli za sto lat, tak? Sprawdź to.

Dużo trzeba czasu. Teraz się tworzy na Ziemi taka otoczka, która daje początek. To tak, jak siedziało tych siedmiu Mistrzów i nad nimi była energia. Nad Ziemią też jest taka energia, która jest połączona z Górą. I to ona, tymi połączeniami zsyła na posłańców to światło. Oni przygotowują. Człowiek będzie spokojną istotą, wysokorozwiniętą. Dużo spokoju, dużo wiedzy. Wszechogarniającej wiedzy i mądrości wykorzystania. Jako takie,  w pełni rozwinięte istoty.

Pozwól, że zadam takie jedno pytanie. Czy rok 2012 ma jakiś istotny punkt przełomowy dla tego przyspieszenia rozwoju świadomości ludzkości, czy to jest tylko jakaś bajka wyssana z palca?

Ja nie mam takiej informacji. Nie mam nic podane w datach, czuję czas, ale…

Ale możesz spytać Przewodnika o wyjaśnienie, czy jak to jest?

Będzie początkiem, ale jeszcze nie. Jeszcze niegotowe.

A poproś Przewodnika, czy mógłby coś nam powiedzieć na temat przechodzenia Ziemi i ludzi do czwartego poziomu gęstości. Czy może coś o  tym powiedzieć?

Energia, która się wytworzy, ona sama wyciągnie te jednostki i podniesie wibrację. Jak gdyby zostanie samonakręcającą się maszyną. Musi taka powstać i ona już sama wyciągnie. Zassie jak gdyby, podniesie.

Czyli musi zostać przekroczona jakaś bariera samoświadomości ludzkości, a potem już samo zacznie przyspieszać, tak?

Tak.

Czy jeszcze chciałby ci coś pokazać? Czy opowiesz mi o jakichś innych doświadczeniach w świecie dusz?

Nie ma rozgraniczenia, mężczyzna nie jest mężczyzną, a kobieta nie jest kobietą.

Rozumiem, będziemy powoli odchodzić od świata dualizmu, tak?

Tak.

Świetnie. Dużo nam powiedział. Co jeszcze powiesz?

Będą mniejsze… Będą nowe tworzone energie. Tak, jakby dzieci i one będą rosnąć. Z tych wyższych też będą się tworzyły nowe energie. Tak jak rodzice mają dzieci, to tutaj też będą tworzone i będą wzrastać. I one jeszcze będą podnosić świadomość.

Co jeszcze powiesz?

Że trzeba zrozumieć pokój.

Tak? Czyli, że cała ludzkość stanowi jedność. Wtedy nie będzie już wojen, będzie pokój, tak?

Tak, to nienawiść niszczy. Czyste powietrze będzie, takie czyste. Będą różne grupy, będą miały różne możliwości. Będzie też można przez trzecie oko przesyłać światło.

Energię do kogoś, tak? W celu porozumienia, czy…?

Leczenia też. I te grupy będą miały taki pierścień tu – na czole. Żółte światło.

Ty też należysz do tego?

I ja będę w grupie żółtego światła.

Świetnie. Czyli nawet dostałaś podpowiedzi na swoją przyszłość, tak? A zapytaj się teraz o misję duszy na obecne twoje wcielenie. Co jeszcze czeka ciebie do zrobienia. Jakie najważniejsze sprawy w tym życiu?

Mogę się przyczynić do podnoszenia tej wibracji.


Czy ktoś mi uwierzy?

Czy ktoś mi uwierzy, że ja to nie JA? W to, że jedno „ja” jest inne od drugiego „JA” pisanego dużą literą? Albo w to, że wiara i wiedza to bardzo różne pojęcia?

- Nie wygłupiaj się – odpowiada wyższy intelekt. – Przecież operując takimi pojęciami musisz je rozumieć.

- No tak, ale czy ja jestem rozumiany, gdy pisząc, posługuję się nimi?

- Nie krępuj się, wstaw swoją historyjkę, która obrazuje różnicę pomiędzy wiarą a doświadczeniem. Lubisz się nią wspierać, prawda?

- Jasne, dzięki za pomysł. A historyjka moja opowiada o tym, jak młoda matka w grudniowy wieczór sama w pokoju opiekuje się swoim dwuletnim bobasem. Pełną sielankę przerywają ciemności, które mama rekompensuje zapaleniem świeczki. Wyłączenia prądu zdarzają się jeszcze i na taką okoliczność każdy posiada jakąś rezerwę. Lecz kiedy zatroskana mama musi wyjść do łazienki, przestrzega dziecię przed ogniem świeczki, który może wyrządzić krzywdę. Mówi: „nie wkładaj paluszka do ognia, bo ogień parzy”. Dziecko jednak postanawia sprawdzić, co znaczy „ogień parzy” i robi to, czego nie powinno. Potem jest płacz, ale tym samym doświadczenie to wniosło wiedzę. Od tej pory bobas już do końca życia będzie posiadał wiedzę opartą na doświadczeniu. Tego mu nikt nie odbierze, bo wie, co znaczy sparzyć się w paluszek. Gdyby tego nie doświadczył, miałby tylko mętne pojęcie o tym, co znaczą słowa.

Kiedy patrzymy na życie z perspektywy czasu, widzimy, że często musiało ono uciekać się do bolesnych doświadczeń, żeby uczyć nas „rozumu”. Jednak dobrze wiemy, że tylko taka szkoła przynosi trwałe lekcje życiowe. Lekcje przyjęte od innych – na wiarę – są tylko namiastką tego, co przynosi własne doświadczenie.

- No dobrze, a co chciałeś powiedzieć o małym i dużym „JA”?

- Myślę, że tutaj jest podobnie, bowiem doświadczanie życia z poziomu małego „ja” to tylko namiastka tego, co możemy osiągnąć, przekraczając je. Tak, bo dokąd żyjemy posługując się jedynie świadomością z pozycji osobowości, to świat materii jest jedynym, który znamy. Możemy się nim cieszyć uznając, że życie jest, jakie jest. Lecz w momencie, kiedy zadajemy sobie pytanie o sens naszego zaistnienia w świecie materii, rodzi się wątpliwość. Czy to, co mówią inni na temat świata i roli jaką w nim odgrywamy, jest prawdziwe? Jest wiedzą, czy tylko wiarą? I wreszcie to, co jest w tej materii najważniejsze. Czy wiedza pochodząca z zewnątrz, ta egzoteryczna jest ważniejsza od wiedzy, którą mamy w sobie – ezoterycznej?

Nasza świadomość w stanie czuwania jest zaledwie maleńkim wycinkiem świadomości, którą mamy w sobie. Świadomości, do której możemy mieć dostęp w zmienionych stanach świadomości albo we śnie. Robią to mistycy poprzez głębokie medytacje lub kontemplacje. Umożliwiają ów wgląd również transy hipnotyczne, które z łatwością poszerzają zwykłą świadomość. Trans hipnotyczny jest procesem przekierowania uwagi z zewnątrz do wewnątrz. Od zwykłego zmysłowego postrzegania świata do wewnętrznej świadomości siebie. Sięgnięcia do tej duchowej przestrzeni, która zawiera więcej wiedzy o nas samych niż zgromadziła jej świadomość osobowa w oparciu o mózg.

Jeżeli teraz, przekroczywszy tę zwykłą świadomość, otrzesz się o dużo szerszą wiedzę o sobie, zyskujesz dostęp do dużego „JA”. Dostęp ten może być spontanicznym, jednorazowym wglądem, lub jeśli włożysz w to więcej pracy, możesz go uczynić dostępnym przez wywoływanie pewnych stanów świadomości. Wtedy obcowanie z dużym „JA” przynosi ogromne korzyści. Masz dostęp do duchowego opiekuna i tej Bożej Iskry prowadzącej przez życie. Takie jest zrozumienie małego i dużego „ja” oraz wiedzy o sobie samym. Możesz przyjąć na wiarę wiedzę o sobie, a możesz poszukać jej wewnątrz siebie. Ale tylko w tym drugim miejscu natrafisz na korzenie swego pochodzenia ponadosobowego. Czy to się opłaci?

- Jasne, że się opłaci. Dostęp do własnej transcendencji jest bramą do…

- Dobrze, nie mów dalej. Każdy powinien sam poszukać.


Rozdział 14

Nowe wzorce według Newtona

Oto kobieta, której umownie damy na imię Marianna. Gdy przyjechała do mnie, miała 36 lat. Przybyła z miejscowości oddalonej o ponad 400 kilometrów. Jej celem było pozbycie się lęków i braku motywacji do życia. Ogólnie była ona wiedziona potrzebą zmiany swojego  życia, tylko nie bardzo wiedziała, jak się za to zabrać.

Gdy w trakcie sesji na swojej drodze powrotnej do świata duchowego spotkała swojego Przewodnika, ten otulił ją światłem i zabrał do swojego grona dusz. Tutaj nastąpiło odprężenie i powitanie z blisko zaprzyjaźnionymi duszami. Dopiero teraz mogła się na tyle rozluźnić, aby już z perspektywy duchowej mówić o swoich lękach, które nawet dzisiaj paraliżowały ją z początkiem sesji. Oto szczegóły:

Jakby coś wewnątrz mnie blokowało.

A co to jest, to wewnątrz ciebie? Czy musisz jeszcze popracować nad swoją osobowością?

Muszę pozbyć się lęku.

Dzisiaj to był twój wewnętrzny lęk, tak?

Taka obawa, że ja nie dam rady. Że mam ten lęk w sobie i muszę się go pozbyć. A pozbędę się go, jak zmienię swoje życie. Próbuje mnie pocieszać, być dowcipny – że nic się nie stało. „Uśmiechnij się, przecież i tak cię kochamy wszyscy”.

A czy ty już wiesz, w jaki sposób ma się zmienić twoje życie?

Ja się staram, dużo robię. Ale też musi się pojawić ktoś, kto mi jeszcze w tym pomoże.

Czyli ta wielka miłość, tak?

Tak.

Czy jest jeszcze jakieś miejsce, gdzie mógłby nas dzisiaj zaprowadzić twój Przewodnik. Tam, gdzie mogłabyś zapanować nad lękiem?

Mówi, że nie wie, czy się to uda.

Nie wie, czy się uda? (po chwili, tonem autorytarnym) To ja teraz zabieram wszystkie lęki i proszę, żeby Przewodnik zaprowadził cię przed oblicze Rady Starszych. (odczulanie lęków – zabieg hipnoterapeutyczny).

Gdzie teraz się udajecie?

Tu jest taka sala. Jest taki długi stół. Za tym stołem siedzą… To jest chyba ta Rada.

Ile jest postaci?

Oni tak wyglądają jak ludzie. Mają jakieś czapki na głowach.

Jakie mają stroje?

Takie jak królowie. Takie peleryny zarzucone. Takie płaszcze.

Ile jest tych postaci, policz od lewej do prawej.

Pięć.

Czy masz złudzenie, że któryś z nich będzie przewodniczył temu zgromadzeniu?

Tak, jakby ten w środku, na purpurowo ubrany i ma takie berło.

Pięknie, czy on jest inaczej ubrany?

Znaczy oni są jednakowi, tylko on ma inny kolor.

Kolor odzieży jest inny, dobrze. A ty zamierzasz stać, czy możesz usiąść?

Pokazali mi miejsce, że mam usiąść

Tak, naprzeciwko jest tam miejsce, gdzie możesz usiąść?

To jest krzesło

Dobrze, zajmij to miejsce i powiedz, który pierwszy zabiera głos w twoim umyśle i co ci mówi?

Mówi ten pośrodku, że „jesteś wieczną duszą. Wróciłaś do domu swego ojca”. (po chwili) Pyta się, jak było w ciele ludzkim.

W tamtym życiu i co mu odpowiadasz?

Mówię, że nie było źle, ale teraz jest lepiej. Dużo lepiej.

Czy są zadowoleni z twoich postępów w tamtym życiu?

Pytają się mnie, czy dobrze wypełniłam swoja misję, jak ja myślę?

I co im odpowiadasz?

Że różnie bywało, ale chyba w końcu mi się udało dokonać tego, czego się zobowiązałam. Mówią, że nie było źle, są zadowoleni.

Czy są jakieś konstruktywne uwagi, co mogłaś zrobić jeszcze lepiej?

Mówią, że wszystkiego można dokonać, jeśli się czegoś chce. Można się wszystkiego nauczyć, bo w sumie wszystko umiemy. Tylko zapominamy, że to wiemy, że umiemy. Że zawsze możemy korzystać z tej wiedzy, ale trzeba się tylko otworzyć.

To mówi przewodniczący?

Tak.

A czy twój Przewodnik jest obecny teraz w komnacie, i gdzie się znajduje, jeśli jest?

Stoi za mną.

A czy on ciebie wspiera, daje ci wskazówki lub ochronę?

Trzyma swoją rękę na moim ramieniu, jakby mnie wspierał, że jest ze mną.

Świetnie. Przed Mędrcami jest stół i widzisz ich do połowy, tak?

Tak.

A czy oni mają jakieś cechy płciowe, czy nie?

Wyglądają jak mężczyźni.

A czy któryś z nich ma jakieś odznaczenie na szyi lub jakąś broszkę wpiętą. Rozpoznajesz coś takiego?

Jakby ten pośrodku, ten główny miał taki złoty łańcuch, a ci po bokach mają cieńsze.

To są tylko łańcuchy, czy też jakieś odznaczenie tam jest?

Nie, tylko sam łańcuch.

* * *

A jak sądzisz, dlaczego te mądre istoty właśnie teraz zainspirowały cię w twoim umyśle do kontaktu ze mną, abym mógł pomóc ci w uzyskaniu informacji o twoim życiu w stanie duchowym?

Mówią, że to mądry człowiek. Duchowo rozwinięty, ma dużą wiedzę i potrafi prowadzić ludzi.

Dobrze, dziękuję. Spójrz jeszcze na członków Rady i powiedz mi, co sądzą o tym, jak sobie radzisz w obecnym życiu? Bo oni widzą, jak sobie teraz radzisz. Może będą wskazówki?

Ten pośrodku złapał się za głowę i drapie się w tył głowy. Mówi, że różnie w tym moim życiu bywało, ale że zaczynam wychodzić na prostą. W końcu jakbym dostrzegła ich opiekę i tę ścieżkę, którą mam iść. I właśnie mam się pozbyć tego lęku, bo on mnie blokuje.

Czy są jakieś sugestie, w jaki sposób masz sobie z tym lękiem radzić? Czy masz iść do specjalisty, do psychologa, czy może jakieś warsztaty zaleci albo medytacje, które cię same uwolnią od tego?

Mogę wszystkiego próbować, każda droga jest dobra. Będę wiedziała, co mi daje spokój. Znajdę odpowiedź.

Znajdziesz, świetnie.

Przede wszystkim, żeby mieć czyste serce, bez złości i pozbyć się myśli negatywnych. Przecież już wiem, że oni są i teraz będzie łatwiej. Moja dusza jest dobra i każda dusza jest dobra. Stworzona do tego, by czynić dobro. Że już wiem, jak to jest i jak ma być. I żebym się nie przejmowała tym wszystkim. Tak, jak powiedział Przewodnik. Mam wyluzować. Mówią, że „znajdziesz drogę, zobaczysz”. Mam zaakceptować wszystko i nikogo nie oceniać. Mam się pogodzić z tym losem i życiem, które sobie wybrałam. Że wiele wcieleń przeżyłam, wiele razy byłam i teraz już moja droga może być prosta. Nie musi być taka wyboista. Przez to, co przeżyłam, nie muszę się czuć gorzej, bo dałam radę. Nie poddałam się temu. To mnie nie zniszczyło. Bo szukałam wyjścia.

Szukałaś wyjścia. A kto ciebie zainspirował, żebyś trafiła najpierw do Bożeny, potem do mnie w jakiś sposób. Czyj to był pomysł, Przewodnika, kogoś z Rady Starszych, czy to taki program życiowy?

Mam takie dane, że było to w programie, ale mój Przewodnik od dawna próbował się do mnie dobić, aż w końcu mu się udało. Chociaż miałam takie wielkie obawy, żeby jechać, a on mój strach przełamał, że dam sobie radę. Nie wiedziałam wtedy, że to on.

Nie wiedziałaś, dobrze, że już wiesz. A powiedz mi, co sądzą Starsi o twoim obecnym życiu? Czy idzie według planu, czy się rozmija. Czy misja twojej duszy jest realizowana tak, jak było zaplanowane?

Tak, że to wszystko miało tak być. Niepotrzebnie czułam się gorsza. Chociaż to było też w tym planie, ale że już nie muszę. Kończą się jakieś cierpienia, udręki i przez to, że nie rozumiałam tego wszystkiego, to bardziej cierpiałam. Że można pozwolić, żeby to życie przepłynęło, żeby coś nam dało, a nie rozmijać się gdzieś w drugą stronę, żeby być tu i teraz, a nie w przyszłości ani w przeszłości. To wtedy łatwiej przyjedzie.

Cudownie.

Myśl pozytywnie.

A zadaj im teraz to samo pytanie, które wyraziłaś na wstępie naszej rozmowy. Pytanie o rok 2012, o zagrożenie, jakie niesie. O śmierć, która ciebie przeraża.

Już przecież wiem, że nie ma się czego bać. Katastrofy będą, ale tylko ludzie zamknięci na ten rozwój duchowy, na swoją duszę, to oni będą najbardziej cierpieli, bo nie będą rozumieli. A inni przyjmą to, co będzie. Bo wiedzą, że nic złego nie może ich spotkać od Boga. Nieważne, co się wydarzy, to przecież będzie dobrze. Zawsze mamy gdzie wrócić. Przecież życie na Ziemi to tylko iluzja.

Pięknie.

Czym tu się przejmować? Przejmujemy się głupstwami i cierpimy przez to niepotrzebnie. Mamy zaufać Panu.

A powiedz mi, czy oprócz Rady w tej przestrzeni wyczuwasz jeszcze obecność innej energii, która uzupełnia i nadzoruje Starszych i ciebie?

Nie wiem, to jakby była taka dobra energia. Niewidoczna, ale jest coś, co nad wszystkim czuwa.

Bo ty też tak się czujesz luźno i swobodnie, prawda?

Tak.

Przedtem, gdy byłaś w domu swoich dusz, to byłaś zablokowana i czegoś się bałaś. Teraz czujesz się swobodniej, możesz rozmawiać. Kiedy zadajesz pytania i otrzymujesz odpowiedzi. Możesz coś powiedzieć o tej energii?

Po prostu wszyscy wiedzą, że jest energia. To naszego Boga energia, z której my wszyscy korzystamy.

Aha, tak to ujęli. Pięknie.

Tutaj ile chcemy, tyle możemy wziąć. Na ile jesteśmy gotowi.

Jasne, a takie lęki zamykają nas na odbiór tej czystej Boskiej energii, prawda? Upewnij się, może ja nie mam racji?

Strach blokuje przed wszystkim, co dobre. Zamykamy się, odcinamy sobie drogę – jakby ścieżkę dostępu.


 Zaglądanie do nieba?

Hej, człowieku, co ty tutaj wygadujesz: „zaglądanie do nieba?” O czym jest ta bajka? – Próbuje w ten sposób zweryfikować swoje myśli małe „ja”. – Czy w ogóle wolno myśleć o tak karkołomnym przedsięwzięciu?

- Spokojnie, nie lękaj się. Jest to miejsce, w którym możemy pozwolić sobie na najbardziej śmiałe idee. A wiesz, dlaczego? Bo przemawiamy razem – uspokaja wyższy intelekt.

- To znaczy, że usprawiedliwiasz moje odważne nazywanie rzeczy po imieniu?

- Jak najbardziej, przecież nie możemy chować głowę w piasek i udawać, że to, co robimy, to jest „zabawa” tylko dla wybranych. Dla tych, którzy zboczyli z zasadniczych torów normalnej rzeczywistości. A cała reszta, zdrowych na umyśle obywateli, powinna wystrzegać się głupot, które mieszają w rozumie. Wystrzegać się, by nie przekroczyć starych paradygmatów, które obowiązują światłe, wykształcone społeczeństwa. By nie zburzyć ich własnej idei, które rzeczy są prawdziwe, a które z nich to fantazjowanie w świecie subiektywnych rzeczywistości.

- No teraz to sobie ironizujesz, prawda?

- Jasne, że tak. A jakbyś chciał przejść do poważnych dyskusji, do przedstawienia idei, które powinny zbliżyć do siebie najbardziej niewiarygodne płaszczyzny zrozumienia? Zrozumienia albo poznania, bowiem rozumienie kojarzy się bardziej z osobowym pojmowaniem. Natomiast tutaj spotykamy się raczej z przekraczaniem tej osobowej płaszczyzny poznania, gdzie tylko obiektywna sfera ma rację bytu. Subiektywne zaś należą do nieudowodnionych, nie dających się empirycznie ująć w sztywne ramy. Choć wszyscy wiemy, że każda interpretacja zmysłowych bodźców, to też subiektywny osąd wynikający z ograniczeń systemu przekonań. Z programu, jaki wcześniej nam wpisano. A więc każde poznanie opiera się na obiektywnym badaniu i subiektywnej interpretacji.

- Zaraz, zaraz – wtrąca się analityk. – Przecież w zwykłych badaniach mamy dostęp do zmysłowych bodźców, dających jakieś wymierne dane i do interpretacji ich według swojego szablonu. Tutaj jest inaczej. W psychologii transpersonalnej nie mamy danych ze zmysłowych odbiorników fizycznego otoczenia. Jak więc uzyskać prawdziwość opartą na dwóch subiektywnych podstawach?

- Potrzebujesz tylko zmienić ramy dla swojego interpretatora. Przecież on bazuje na danych wpisanych przez społeczeństwo, rodziców i całe szkolnictwo, które uznają jedynie prawdziwość świata materii. Wystarczy, że przesuniesz owe ramy postrzegania i zaakceptujesz istnienie świata wyższych energii, który nie podlega temu czasowi i przestrzeni odbieranych drogą zmysłową. Wtedy doznania dopływające do twojej świadomości, połączone z nowymi ramami interpretacji, dadzą nowy obraz rzeczywistości. Rzeczywistości wykraczającej ponad zmysłowe normy opisu. Tak działa transcendencja ludzkiej świadomości.

- Czyli uważasz, że słowa „zaglądanie do nieba” nie stanowią zagrożenia dla naszego opisu badań?

- Nie, wcale nie! Mogą tylko ujawnić ciasne ramy dla systemu przekonań – naszego interpretatora – który uważa, że tylko świat materii, dotykany zmysłami jest prawdziwy. Wszystkie inne są fałszywe w związku z tym.

- Dziękuję, uspokoiłeś moje obawy.


Rozdział 16

Czy życie jest nagrodą?

Odwołując się do refleksji na temat przeczytanego do tej pory materiału, o ludzkich fenomenach, zdolnościach oraz wybitnych osiągnięciach, ujawniamy pewien obraz rzeczywistości. Obraz ów nie daje się ująć w zmysłowo poznawalne sposoby opisu tego świata.

Czy to znaczy, że cały dotąd poczyniony wysiłek próby opisu dużo szerszej rzeczywistości jest fałszywym wybiegiem ludzi mijających się z tą prawdziwą rzeczywistością? Czy istnienie świata o innej gęstości, niż ten poznawalny zmysłami ciała, jest możliwe? A jeśli tak, to kto ma bliżej do jego poznania – człowiek nauki obdarowany sztywnymi ramami udowodnionej rzeczywistości, czy też dyletant, którego owe ciasne ramy nie ograniczają?

I wreszcie coś takiego, jak „laboratorium” własnej świadomości – czy można traktować to poważnie? Laboratorium, w którym za sprawą odmiennych stanów świadomości możemy sięgać do ponadosobowej przestrzeni jaźni. Robi to wielu ludzi, lecz faktem jest, że są w mniejszości – czy możemy temu zaufać?

Spoglądając wstecz, możemy wysnuć wnioski. Kiedyś, zanim pierwszy – znany z historii człowiek – opłynął Ziemię, kto by uwierzył, że ona nie jest płaska? Jak wolno owo przekonanie na temat kulistości naszej planety docierało do umysłów ludzkich. A czy pierwszy rower, ujrzany przez człowieka, nie budził zdziwienia na temat utrzymania równowagi na dwóch kołach?

Spójrzmy teraz na mniej odległe anomalie. Przecież wszyscy znamy przypadki, w których wykształcony człowiek, na przykład lekarz, podejmuje się uzdrawiania ludzi za pomocą oddziaływania energią, dobrego słowa, czy też preparatów ziołowych. W ilu przypadkach takiemu człowiekowi odebrano prawo do używania tytułu i zabroniono praktyk medycznych? Mówiono nam wtedy, że taki lekarz profanuje wiedzę propagowaną na uczelniach. Tylko, że on tej wiedzy przecież nie utracił, a jedynie poszerzył o dodatkowe możliwości. Rozszerzając w ten sposób możliwości uzdrawiania, czynimy z płaskiej, hermetycznej medycyny, tę medycynę holistyczną. Medycynę psychosomatyczną uzdrawiającą ciało i ducha. Wszakże nie powinno już nikogo dziwić, że oba te czynniki ludzkiej osobowości współzależą od siebie.

Już w tym momencie rodzi się wiele pytań drenujących naszą wiedzę o sobie. Pytań poszukujących czegoś więcej, niż wiemy o sobie na poziomie osobowości. Bo przecież coraz bardziej uświadamiamy sobie, że nasze postrzeganie świata zależy głównie od systemu przekonań, jaki posiadamy. Ten z kolei został uformowany przez środowisko, w którym żyjemy, naszych opiekunów, nauczycieli i system edukacji. To inni wyznaczają ramy postrzegania naszej rzeczywistości. Czy zatem chcemy w nich tkwić, czy raczej zrobić wyłom by odnaleźć swoją własną rzeczywistość? Odnaleźć swoje własne programy na życie, które powinny służyć nam samym w imię własnej woli.

Po takiej refleksji aż trudno się oprzeć napływającym pytaniom o cel zaistnienia w tej czasoprzestrzeni i w formie, jakich doświadczamy.

Zgodzisz się pewnie, że cel musi być wyższy niż gromadzenie dóbr ziemskich dla doczesnej uciechy, której nie można ze sobą zabrać. Być może zgodzisz się też, że jakaś wyższa duchowa forma istnienia przejmie twoje doświadczenia, wyniesione lekcje, wypracowane w życiu uczucia miłości łączące wszelkie istnienia.

Może z dalszej refleksji zrodzą się kolejne pytania? Dlaczego tak trudno rozpoznać swój duchowy pierwiastek istnienia, swoją dużo szerszą tożsamość, żeby odpowiedzieć sobie: Co ja tutaj robię?

Wtedy może się tak zdarzyć, że sumienie ci podpowie: Skoro kazano nam przejść przez „rzekę zapomnienia”, to też miało jakiś cel – patrząc z pozycji szerszej świadomości. Tym najwyższym znaczeniem była wolna wola. Do tego stopnia wolna, że musimy przechodzić przez zapomnienie, kim naprawdę jesteśmy, po to by na bazie wyczyszczonej pamięci i w połączeniu z cielesną formą istnienia tworzyć od zera swoją osobową postać. Postać opartą na całkowicie czystym „dysku pamięci”, jakim jest mózg noworodka. Programy, jakie zostają w nim zapisane, pochodzą w pełni od środowiska, w którym wzrasta ludzka postać. Tutaj też nabywa wszelkie programy opisujące świat materii i relacje, jakie sobie tworzymy wspólnie z innymi ludźmi.

Tworzy się całkowicie wyodrębniona ludzka osobowość, która w jakiś bardzo mglisty sposób jest połączona z duchową formą. A to za sprawą sumienia, wewnętrznego głosu serca albo intuicji, która bardzo niewyraźnie przebija się na powierzchnię, dając w ten sposób świadectwo istnienia głębszej jaźni niż ta, którą znamy z codzienności.

Jeżeli owa ludzka istota, w zapomnieniu doświadczająca swej szerszej świadomości jaźni, poprzestanie na tym, co spływa poprzez zmysły ze świata zewnętrznego, wtedy jej rozwój zostanie zatrzymany na pewnym poziomie, a emocjonalne uciechy płynące ze świata materii mogą całkowicie blokować dopływ wewnętrznych refleksji niosących pytania: Po co tutaj jestem, kim naprawdę jestem? Czy zesłano mnie tutaj za karę, czy w nagrodę?

Czy można odnaleźć jakiś sens w tym: dla jednych – „zesłaniu”, dla innych – tej przedniej zabawie lub życiowej roli?

Jakiś sens musi istnieć, lecz dopóki nastawiamy się na zewnętrzny odbiór – egzoteryczny, dostrzegamy go jedynie na poziomie osobowości lub tylko cielesności. Lecz gdy w którymś momencie życia skierujemy swój odbiór do wnętrza, wówczas mamy szansę odebrania podszeptów intuicji, głosu duszy lub chociażby skromnych uwag duchowego opiekuna. Wtedy jest czas na zwrot ku swoim ezoterycznym korzeniom ponadosobowym, żeby odebrać coraz wyraźniejsze sygnały. Przekazy takie mają szansę wnieść dużo szersze zrozumienie celowości zaistnienia w cielesnej formie. Wtedy również słowa Jezusa: „Szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone…”, ukażą swój głębszy wymiar.

Podróże

Czy zauważyłeś, że słowo „podróż” posiada więcej niż jedno znaczenie? – prowokuje dialog mniejsze „ja”.

- Chyba masz rację – odpowiada wyższy intelekt – choć nadal nie wiem, o co ci chodzi?

- Bo zauważ, że można podróżować po świecie. Daleko lub blisko, można zwiedzać inne kraje, inne kontynenty. Dziwy natury lub szczytne budowle stworzone ludzką ręką. Ale można też podróżować, nie ruszając się z miejsca, czyli w głąb siebie. Czy rozumiesz, co mam na myśli?

- Chyba się domyślam, mówisz o podróżach natury egzoterycznej i ezoterycznej, czy mam rację?

- No jasne, że masz i chyba dobrze trafiłem, bo twoja wiedza o podróżach do wnętrza jest większa. W ten sposób mogę skorzystać na tym dialogu, zgadzasz się?

- Tak, zgadzam się i jestem ci wdzięczny za prowokację do takich dyskusji, ponieważ uczymy się w ten sposób. Ty masz swoje preferencje do poznawania świata fizycznego i zagadek, które on posiada. Moje preferencje to wnosić dużo szersze zrozumienie, jakie niesie świat ducha do tego, co jest naturą poznania wszechrzeczy. Chyba zdajesz sobie sprawę, że świat materii, poznawany za pomocą zmysłów ciała, jest w niedostatecznym stopniu poznawalny. A w tym przypadku, gdy chodzi tobie o zrozumienie głębszego sensu zaistnienia w tym świecie – poznanie takie jest niemożliwe bez obu tych podróży.

- Naprawdę, czy ja dobrze słyszę? Myślałem, że należy wybierać, pomiędzy jedną albo drugą podróżą, bo obie w tym samym czasie są niemożliwe.

- I tak, i nie – odpowiada wyższy intelekt. – Posłuchaj, w czym tkwi problem. Jeżeli ktoś podróżuje do dalekich krajów, żeby po wakacjach mieć co opowiadać i w ten sposób dowartościowywać swoje ego, to niewiele z tego wynosi poza wspomnieniami. Jeśli natomiast ktoś jedzie dla siebie, żeby w trakcie zwiedzania zachwycać się dziełami rąk ludzkich lub Natury, wtedy przeżywa on „doświadczenia szczytowe”, jak określił je Abraham Maslow. Doświadczenia szczytowe zaś, to rodzaj ekstazy, uniesienia. Wtedy wydobywa się głos duszy na powierzchnię. Osoba jest w połączeniu ze swoim kompletnym „JA”. Owe ekstatyczne połączenia otwierają bramę w głąb siebie. Jeśli teraz, w jakiś sposób, zachowamy w pamięci i nauczymy się wyzwalać takie stany świadomości, dochodzi do samoaktualizacji – to też słowo Maslowa – która niejako zezwala na zaprzyjaźnienie się z wewnętrznym przewodnictwem. Ze swoim większym JA, które może – jeśli tak postanowisz – zostać twoim sprzymierzeńcem. Wtedy, być może, z własnej woli i wewnętrznej inspiracji, sam zapragniesz podróżować do wnętrza. Przekonując się, że doświadczenia szczytowe leżą w tobie, gdzie dużo łatwiej sięgnąć. Gdzie doświadczenia ekstatycznych uniesień wywołuje się przez kierowanie swoimi stanami świadomości. Możesz to nazwać medytacją, autohipnozą – jak wolisz. Lecz pamiętaj – podróże do wnętrza mogą całkowicie przesłonić te pierwsze i już nie zechcesz daleko się wyprawiać.

- Myślisz, że to coś złego, można na tym dużo stracić?

- Ja tak nie myślę, ale nie wiem, jakie jest twoje zdanie?

- No, nie wygłupiaj się. Często zastanawiam się, skąd bierze się w ludziach dążenie do przedłużania swojego życia w nieskończoność, wręcz rywalizacja, kto przeżyje dłużej. A tak rzadko wpadają oni na pomysł, żeby uwydatnić jego sens.

- Masz rację. To wynik tego, że mało kto wie, iż istnieją również podróże w głąb siebie.


Rozdział 17

Kolejna metafora, jaką przytoczę, odnosi się do stopniowania percepcji. Jest to wstęp do sesji numer 41.

Jesteś już w takim miejscu, gdzie czas ani przestrzeń nie obowiązuje. Rozejrzyj się wkoło i powiedz, co widzisz, czego doświadczasz w tym momencie?

Siedzę w loży w teatrze. W innych lożach na balkonach, naprzeciwko mnie siedzą różni ludzie, ale praktycznie ich nie znam. Na dole widać innych siedzących w rzędach, a na scenie odbywa się jakieś przedstawienie. Nie wiem, czy to jest opera, operetka czy teatr, trudno mi powiedzieć. W każdym bądź razie to, co się na scenie odbywa, jest pełne ruchu, kolorowe. Gra świateł, kolorów. Większość ludzi jak zahipnotyzowana, wpatrzona jest w scenę, w to, co tam się odbywa. Tam wielki, wielki teatr. W loży, w której ja siedzę, panuje półmrok. Obserwuję ludzi, tych, których mam na wysokości swoich oczu, naprzeciwko siebie i tych w dole. Praktycznie wszyscy z nich wpatrzeni są w to, co się dzieje na scenie w sposób bardzo taki skupiony, praktycznie tak, jakby byli zahipnotyzowani. Ja czuję, wiem, jestem przekonany, że oczy tylko obserwują, oczy tylko patrzą, natomiast chyba nie do końca rozumieją, co tam się dzieje. Ale to, co oczy wypatrzą, jak gdyby karmi to, co w nich w środku siedzi. Czyli pobudza jak gdyby emocje. Jakby pobudzało ich ego i to ich chyba hipnotyzuje, to ich jak gdyby tak narkotyzuje, usypia i z tego powodu są szczęśliwi, bo nie muszą się wysilać nad zrozumieniem odegranych scen. Po prostu przyjmują to jako dobrą monetę i wierzą we wszystko, co widzą, co tam się dzieje. W łatwy sposób to przyjmują, w łatwy sposób to kupują. I z tego powodu są bardzo szczęśliwi. Dla mnie prawdziwym teatrem i sceną jest to, co się rozgrywa na widowni. Oni są dla mnie ważniejszymi aktorami. Absolutnie mnie nie interesuje to, co jest na scenie, te bogate stroje, ten blichtr, te światła, to co tam się dzieje. Dla mnie jest ważne to, co jest w tych ludziach, co jest ukryte, co tam się rozgrywa. Myślę, że po to tam się zjawiłem, po to tam jestem. Mam świadomość, że tam w środku w tych ludziach jest skarbnica. Jest wszystko to, co wystarcza, aby zrozumieć ten świat. Aby z pełnym przekonaniem i z pełną wiedzą wiedzieć, że to, co wychodzi i to co wraca do człowieka nie jest przypadkowe. I że to, co wychodzi z naszego wnętrza, ma bezpośredni wpływ na to, co jest wokół nas i to, co wraca później ma wpływ na nas. Z jednej strony jestem przerażony tym, że prawie wszyscy wierzą w to, co tam się dzieje. Że to ich bardziej interesuje, to ich bardziej podnieca niż to, co się dzieje w tym teatrze, który mają wewnątrz siebie. Że zajmują się tym, co na zewnątrz i karmią się i żyją historią innych. Historią albo prawdziwą, albo wymyśloną, a nie zajmują się sobą, nie są w stanie odtworzyć własnych historii po to, żeby wyciągnąć z tego wnioski. Historii i relacji, które łączą ich na dobre i złe z tym, co na zewnątrz. I nie potrafią dostrzec tego, że ten świat wewnętrzny jest najważniejszy, a reszta, to co na zewnątrz, to jest wielkim jakimś złudzeniem. Rzeczą, która tylko przysparza kłopotów, ale widocznie my lubimy kłopoty, my lubimy emocje. Lubimy żyć historiami innych, a nie potrafimy żyć własnym życiem, własnym jak gdyby odniesieniem do tego, co jest na zewnątrz. Nami kieruje coś albo ktoś, czego do końca nie rozumiemy i raczej nie wiemy, że jest, a można z tym się pogodzić, dogadać, spróbować zmienić. Przeraża mnie to, że odkrywamy historię innych, a nie potrafimy odkryć własnej, zrozumieć swojej historii, swoich odniesień do tego świata. Że te wewnętrzne przeżycia, wewnętrzna historia tak naprawdę one mają decydujący wpływ na nasze życie, na naszą świadomość. Na nasze odniesienie w stosunku do tego, co na zewnątrz, a nie odwrotnie. Nie to, co na zewnątrz. Bo to, co na zewnątrz tak naprawdę nie ma wpływu na nas. Tylko my sobie tak wyobrażamy i wierzymy w to i to jest naszą tragedią. Jest to dobre miejsce, dobry punkt do obserwacji tego, co się dzieje. Dwa światy. Jest to dobre miejsce właśnie do obserwacji. Jest ze mną… koło mnie siedzi Mistrz i Rafaello… Rafaello i Mistrz. He, to jest dziwne zrządzenie bo, tamci ludzie wpatrzeni są w scenę, ja obserwuję pozostałych ludzi, a Oni mnie.

A Oni ciebie?

No właśnie, a Oni mnie. Ale numer. A Oni na mnie patrzą, Oni mnie rozgryzają, Oni mnie obserwują. A może Ich jeszcze ktoś inny obserwuje? No, ciekawe to jest.

A może to jest taki twój mały egzamin?

Nie wiem. Może i tak, może tak. Ale to wszystko, co się dzieje, to przyjmuję z takim stoickim spokojem. Ani mnie nie drażni to, ani denerwuje, że ci ludzie się zachowują tak, jak zachowują. Ani nie przeszkadza mi to, że akurat Rafaello i Mistrz patrzą na mnie, że mnie obserwują. Myślę, że to chyba jest naturalna kolej rzeczy i że tak jest i już.

Tak ma być.

No właśnie tak! Tak ma być, że to i tak niczego nie zmienia. Życie sobie płynie, tylko pytanie, co dalej?

Każdy coś innego wyniesie z tego życia, prawda?

No dla mnie jest ważne to, co ja wyniosę. Chyba to jest zdrowe podejście. Bo dlaczego mam się przejmować tamtą sceną albo tym, co przeżywają ci, którzy biorą udział w obserwacji tamtej sceny, a nie dbają o własny interes. I to jest chyba przerażające, chciałoby się powiedzieć: No przebudźcie się, obudźcie się! Że całe życie spędzicie na siedzeniu, utyskiwaniu, patrzeniu się na życie innych, a co z waszym. Co z waszymi przeżyciami, co z waszym światem wewnętrznym, a ten zewnętrzny, no cóż, jest jaki jest i nie mamy na niego wpływu. He, ciekawe to jest. Teatr w teatrze, a w tym teatrze jeszcze jeden teatr.

Czy nie chciałoby ci się wykrzyczeć podobnie jak Szekspir, że cały świat jest teatrem a aktorami ludzie. Prawda?

No, w tym jest coś takiego ważnego i chyba prawdziwego, bo faktycznie świat jest jedną wielką sceną. Tylko pytanie, kto na tej scenie występuje, kto jakie role sobie przypisze. I czy do końca je odegra zgodnie z własnym życzeniem, czy pod dyktando innych. Na ile jest wolny i potrafi zgodnie z własnym interesem i pragnieniem, i wolą, zagrać i wypełnić tę rolę, a na ile mota się między jednym a drugim.

Widownią i sceną?

Na przykład tak, tak dokładnie! I też nic bez powodu się nie dzieje. Zawsze jest jakieś źródło i odniesienie do tego źródła. Albo bagatelizujemy, albo też przyjmujemy to z pełną wiarą, z pełnym zaufaniem i wtedy nie mamy problemów, nie mamy kłopotów, albo się motamy i wierzymy nie tym, którym powinniśmy ufać. Musimy też zwrócić uwagę na nasze uczucia, na nasze emocje i jeżeli to się w pewien sposób wyeliminuje i nie będą miały wpływu na nasze decyzje, postawy, to będziemy bardziej szczęśliwi. Czyli będziemy mieli mniej kłopotów. A im mniej kłopotów u nas, tym mniej zmartwień i kłopotów przyniesiemy innym poprzez zachowania, wypowiedzi. Poprzez czyny albo w ogóle absolutną bierność. Nie jest łatwo być pośrodku między jednym a drugim, ale trzeba wybrać jakąś drogę i cel. Ta droga najkrótsza jest najbardziej chyba właściwa, chociaż jest ciężka i wyboista. Nieraz bardzo, bardzo ciężka. A z drugiej strony może być ta droga łatwa, prosta, dłuższa, ale dająca więcej satysfakcji. To tylko zależy od naszego wyboru, bo i tak wszyscy zmierzamy do tego samego celu. Tylko jednym wystarczy jeden okres, a innym musi wystarczyć sto albo dwieście. To tylko od nas zależy. Na ile sobie zaplanujemy tutaj przyjść. Na ile teatrów nas stać. Na ile ról. A to tylko od nas zależy. Wszyscy mamy takie same szanse. Wszyscy mamy takie same potencje, wszyscy mamy takie same możliwości. To jest chyba normalne, jesteśmy z tego samego Źródła i każdy otrzymał taki sam potencjał, takie same możliwości.

Co dalej dzieje się w tym teatrze?

Właśnie już nie obserwuję tego, co się dzieje ani na scenie, bo praktycznie sceny nie obserwowałem, ani nie obserwuję tego, co się dzieje na widowni. Jestem odwrócony plecami. Ja teraz siedzę na wprost vis-a-vis Mistrza i Rafaela. Są tacy pogodni, zadowoleni, tacy… aż miło patrzeć, aż miło przebywać w ich towarzystwie. Taki emanuje spokój, wyciszenie i czuje się taką płynącą z nich radość, taką dobrą energię.

Powyższa metafora jakże pięknie obrazuje nam różne perspektywy oglądu rzeczywistości. To, że większość z nas uważa, iż postrzeganie zmysłowe jest jedyną formą odbioru tego świata i żadne inne nie liczą się w tym życiu, to największe kłamstwo współczesnego świata.

Warto rozejrzeć się dookoła siebie i poszukać, komu najbardziej zależy na tym, aby cała ludzkość myślała tymi kategoriami. Komu zależy na tym, aby jedyny obraz rzeczywistości był tym, któremu prawo do istnienia przypisało lobby naukowe. Kierunek udowadniany przez paradygmaty obowiązujące w dziewiętnastym wieku.

Skąd bierze się potrzeba manipulacji mediami, aby utrzymać wysokorozwiniętą społeczność w jednym spójnym myśleniu, że jest tak, jak postrzegają zmysły i jak pragną ludzkie emocje?


Rozdział 21

Sami ze sobą

Ludzie sami ze sobą są nieszczęśliwi. Potrzebują innych ludzi, potrzebują towarzystwa, żeby móc siebie określać. Gdy są wśród innych, określają ich przywary, wygląd zewnętrzny, sposób, w jaki siebie reprezentują, żeby wydobyć z tej relacji swoją inność. Dlaczego to robią? Czyż nie wystarczy im fakt bycia sobą? – Zastanawia się zwykły rozum.

- Spoko, spoko – odzywa się wyższa świadomość. – Przecież to najprostszy sposób, żebyś wyodrębnił siebie, jako inną osobę. Jako kogoś innego, niepowtarzalnego wśród wszystkich członków ludzkości. Umysł człowieka jest tak skonstruowany, żebyś ciągle potrzebował samookreślania. Przecież w wyodrębnionej osobowości jesteś kimś – tylko w świetle innych ludzi, zwierząt i całego świata przejawionego. Bez tego podłoża, bez perspektywy nie umiałbyś określić siebie, kim ty jesteś. Kiedy brak ci punktu odniesienia i całej tej płaszczyzny, która nie jest tobą, wtedy zaczynasz tracić zmysły. Umysł w oparciu o zmysły tworzy twoją rzeczywistość – twój własny punkt odniesienia i gdyby zabrakło tego, co cię otacza, twoje „ja” – to małe „ja” osobowe przestaje istnieć. Zaczynasz się gubić. I nie martw się, jest to celowe założenie wspierające podstawę amnezji – kim naprawdę jesteś.

- Zaraz, zaraz, czy nie lepiej byłoby odkryć to od razu, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, zamiast bawić się w tę zabawę z amnezją, z umysłem, który poprzez potrzebę samookreślania siebie, oddziela nas od innych, przez co tworzymy w sobie postawę egocentryzmu. Potrzeby walki o swoje dobra, swoje postawy, prawa, język czy religie. To wszystko, to wielkie oszukaństwo!

- Tak jest, zgadzam się z tobą mój „mały” – odpowiada wyższy intelekt – i jestem niezmiernie rad, że coraz łatwiej sięgasz po tę inną perspektywę oglądu rzeczywistości.

A tak naprawdę to pewnie też się ze mną zgadzasz, że wszystkie te wybiegi z ukrywaniem prawdziwej tożsamości służą ważnej lekcji. Służą temu, żeby jako istoty duchowe, istoty stworzone z energii uczyły się szlachetnieć w zapomnieniu siebie. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, że taka szkoła posiada najwyższe walory edukacyjne, zachowując wolę tworzenia siebie na najniższym planie wibracji. To właśnie o to chodzi i ten Boski Plan całkowicie sprawdza się w praktyce.

- No dobrze, a co jest takiego trudnego, że większość z nas sięga po „zabawki” ze świata zewnętrznego, przesłaniając w ten sposób prawdziwy świat wewnętrzny?

- Spójrz na to z tej strony. Przecież świat zabawy i dziecięcej beztroski zawsze jest bliższy i mniej wymagający niż świat poukładany i pełen harmonii. I choć ludzkość posiada mnóstwo podpowiedzi, jak czerpać swoją wewnętrzną radość ze spełniania siebie w szczytowych doświadczeniach, to częściej wybiera dziecinne zabawy.

Te zabawy oparte na niższych energetycznie wibracjach przynależnych do dolnych czakramów. Emocjonalne zabawy, bez zadawania sobie trudu, aby uporządkować te emocjonalne dążenia. Aby ten „koń napędowy” całej ludzkiej osobowości był należycie pokierowany. Żeby wszelkie działania – emocjonalne działania – miały jakiś sens i zmierzały do wzniosłego celu. Wtedy dopiero postęp w rozwoju świadomości zaczyna przybierać kształty, a lekcja poznania siebie i swojej roli w tym świecie będzie zaliczona.

- Wiesz – jak ty o tym mówisz, to wszystko wydaje się oczywiste. Jednak samemu nie łatwo jest połapać się w tym wszystkim.

- Masz rację – samemu w odniesieniu do świata zewnętrznego. Ale przecież masz swój świat wewnętrzny, który jest chętny odpowiedzieć na wszystkie twoje wątpliwości. Połącz tylko dolne czakry, te od przetrwania i od emocji, z czakrą serca i uzyskasz uczucie. Głębokie skupione uczucie, które jest twoją intuicją, gdzie znajdziesz podpowiedzi, jak się pozbierać.

- Wielkie dzięki, oświeciłeś mnie! A wiesz, chcę się czymś pochwalić, jeśli mogę.

- Mów śmiało!

- Niedawno oglądałem film, którego tytułu już nie pamiętam. I tam na końcu było motto, które mnie bardzo poruszyło. Oto ono: „Nie musisz się bać śmierci, ale niespełnionego życia. Życie bez celu, to trwanie w pustce”. Wzruszyło mnie to do łez.

- Brawo, mój mały – tak trzymaj!


Rozdział 22

Kreatorzy światów

Kreacja – pojęcie to może wydać się trochę dziwne, kiedy kojarzymy je ze słowami: „tworzyć”, „stwarzać”. I tak tworzyć możemy na przykład muzykę, obrazy lub jakiekolwiek inne dzieła artystyczne, sprzęty lub budowle. Natomiast stwarzanie bardziej kojarzy się z dziełem stworzenia, czyli światem, w którym doświadczamy swego istnienia. Czymś, czego człowiek nie jest w stanie stworzyć, czyli jakąś Siłą Twórczą, Bogiem, Stworzycielem, który stworzył ten świat, by umieścić w nim ludzkie istoty.

Jednak coraz więcej przekazów i dowodów naukowych mówi nam, że to my sami tworzymy swoją rzeczywistość; swoje samopoczucie; swoje zdrowie. A może nawet wszystko dookoła, wziąwszy pod uwagę, jak bardzo kreatywna jest świadomość grupowa każdej populacji, każdej grupy etnicznej czy narodowej. Już Rupert Sheldrake udowodnił przenikanie świadomości poprzez Pola morficzne, które na zasadzie „setnej małpy” przenikają do innych kultur, bez konieczności kontaktu fizycznego. Te pola morficzne mogą być tym samym tworzywem, jakie udowadniamy w różnych eksperymentach dotyczących mechaniki kwantowej. Tylko, że tutaj mówi się o polu spinającym Wszechświat. Tworzywie posiadającym świadomość i przenikającym całość istnienia świata przejawionego i tego nieprzejawionego, mogącego być myślą sprawczą Najwyższej Świadomości – Kreacją Boga.

A gdyby tak założyć, że ta Najwyższa Świadomość – Absolut dzieli się na coraz to mniejsze wibracje, by doświadczać na różnych poziomach gęstości, w najróżniejszych światach? Dopiero świat przejawiony, ten, który postrzegamy naszymi zmysłami, jest najbliższy naszemu doświadczaniu poprzez ciała. Można też założyć, że jest to najniższa wibracja i najwyższa gęstość obejmowana świadomością.

I choć nasza świadomość osobowa opiera się na kilku wibracjach, to tylko od nas zależy, do jakiego poziomu w górę pozwalamy sobie jej doświadczać. Zasygnalizuję teraz, że świadomość ciała w niewielkim tylko stopniu jest dostępna naszemu wglądowi. Większość procesów odbywa się w podświadomości i tutaj mamy najniższe wibracje i największą gęstość.

Emocje to nieco wyższe wibracje, których doświadczamy, lecz nie zawsze umiemy nimi świadomie kierować. Poziom mentalny, to jeszcze wyższe wibracje od emocji. To dzięki niemu myślimy, tworzymy koncepcje i idee. Możemy też za jego pomocą kierować emocjami. Dzięki umysłowi możemy tak skupić swoją uwagę, żeby pokierować niższymi wibracjami – ciałem i emocjami – aby stać się kreatorem dla całej świadomości osobowej.

Jednak to nie jest koniec wibracji, do których możemy mieć dostęp poprzez pracę ze swoją świadomością. Zajmiemy się tym tematem bardziej szczegółowo podczas omawiania filozofii Wilberowskiej.

 Kreacja czy frustracja?

Wielu ludzi wierzy w swoją niemoc. W to, że powołali ich do życia rodzice. I tak, jak rodzice, jak wszystkie istnienia żywe oraz rośliny będące częścią świata naszej planety – muszą umrzeć. Jeśli zrodziłeś się w jakiejś formie – od mikroba po najbardziej wykształconą istotę ludzką – czeka cię ten sam los.

Istnienie w ziemskiej formie przejawionej wydaje się krótkie. I choć dostrzegamy tutaj pewną ewolucję wszystkich istnień, to ich koniec jest ten sam. Czy warto rodzić się i umierać dla tak znikomego postępu w swoim krótkim istnieniu – zważywszy na całokształt?

Idąc dalej w dywagacje, można się dopytywać, czy ludzkość wie, dokąd zmierza? Na ile rozumie swoją kreatywną moc i prawo, że świat, który sobie stwarza, jest wynikiem postawy każdego osobnika? To przecież ludzka istota w największym stopniu odpowiada za całą planetę i jej kształt dla przyszłych pokoleń.

- Brawo, mój mały! Coraz łatwiej sięgasz do głębokich przemyśleń – wtrąca się wyższy intelekt. – Zestawienie kreatywności i frustracji ze sobą wymaga dużej odwagi. Bowiem są to pewne przeciwstawne skrajności, w jakie ludzie popadają w swoich emocjach.

Już wiemy, że najbardziej skrajnymi emocjami lub uczuciami są miłość i lęk. Ktokolwiek wybierze miłość i zdoła ją utrzymać, nigdy nie popadnie w tę drugą skrajność. One są bardzo odległe i lęk nie może wydarzyć się miłującemu bezwarunkowo. To się nie zdarza. Jednak wszystkie pośrednie uczucia – emocje są trochę bliżej siebie i łatwiej przenikają z jednych w drugie.

Ale kreatywność i frustracja są nadal bardzo od siebie oddalone. Gdy kreatywność wypływa z miłości, akceptacji, czy empatii, to ta druga wywodzi się z lęku. A samonapędzające się myśli – tworzące emocję mówią nam: „Nie mogę się za to brać, bo i tak nie dam rady”. Albo: „Ten świat jest tak stworzony i muszę się jemu podporządkować”. „Moje życie uzależnione jest od zewnętrznych czynników i muszę się do nich dostosować, moja niemoc jest tego dowodem”.

Takie oto wewnętrzne dialogi tworzą frustrację, wewnętrzne poddanie się własnej niemocy. Emocje tego typu są wyraźną pochodną lęku. Lęku przed działaniem, przed podejmowaniem ryzyka, a to z kolei daje pomniejszanie wartości samego siebie. Samonapędzająca się maszyna, za sprawą wewnętrznych dialogów, pogłębia niemoc, która jest przeciwieństwem kreatywności.

- Dobrze, wyjaśniłeś mi już te zależności, ale powiedz jeszcze coś o celu naszego tutaj zaistnienia. Czy rzeczywiście mamy duży wpływ na kreowanie naszego świata? Jak to wygląda z szerszej perspektywy?

- A pamiętasz? „Miłość buduje – niezgoda rujnuje”. To przysłowie do dziś jeszcze krąży w niektórych środowiskach. Zwróć uwagę, jakie niesie ono przesłanie.

Przecież wiesz, że każdy z nas posiada ten Pierwiastek Boga w sobie. To jest ta czysta, bezwarunkowa miłość, którą odnajdujemy w głębi swego serca. Ona jest źródłem Boskiej energii, prowadzącej nas do Domu, do Źródła, które jest kreatorem Wszystkiego, Co Jest.

Nawet będąc maleńkim, odszczepionym fragmentem Całości, posiadamy te same cechy kreacji. Podpowiedzi mamy wiele, lecz sami musimy wybierać, co jest kreatywne, a co destruktywne. Po to jest ta wolna wola, by odnaleźć siebie w sobie. W tym Pierwiastku Źródła.

A słowa, które tutaj zawierasz, mój mały, niosą przesłanie, że każdy posiada cel i kierunek, by stać się miłością. Oczyścić z wszelkich naleciałości i zanieczyszczeń swój Pierwiastek Boga w sobie, by zabłysnąć nieskazitelnym blaskiem cudownego brylantu.

- Ooo! To wielkie słowa – budujące słowa, które wzmacniają moją kreatywność. Szkoda, że tak trudno przeciętnemu człowiekowi uzyskać ogląd z tej szerszej perspektywy dla swoich możliwości.

- Nie jest wcale takie trudne dla kogoś, kto chce się przebudzić. Pamiętasz tytuł pewnej książki, którą kiedyś się zachwycałeś? Brzmi on: Zatrzymaj świat i wysiądź. Prawda? – już sam tytuł daje pierwszą wskazówkę. Takich książek jest wiele i wystarczy tylko chcieć.

- Dziękuję! Dobrze, że chciałem…

Rozdział 23

Myśl jest twórcza

Jak to jest, że im człowiek lepiej siebie poznaje, tym więcej rodzi się pytań? Im więcej wie, tym otchłań zapotrzebowania na wiedzę jest głębsza. Skąd bierze się ta potrzeba dążenia do…? No właśnie – do czego? Czyżby do tego uzależniającego „narkotyku”, potrzeby poznawania siebie? A może w samym poznawaniu rodzi się kreacjonizm w dążeniu do doskonałości? Do stawania się na powrót tym, kim kiedyś byłem?

To bardzo ważne pytania. I choć niektórym mogą się one wydawać porównywalne do przysłowiowego psa goniącego za własnym ogonem, to musi być w tym jakiś sens. A sensem jest choćby to, że perspektywa świadomości wciąż się rozrasta i poznający nigdy już nie wraca do swych pierwotnych horyzontów postrzegania.

Badając w ten sposób siebie, swoją edukację związaną z postępem w życiu, z kreacją nowego, lepszego jutra, dostrzegamy dwie ważne drogi. Pierwsza jest ukierunkowana na poznawanie świata zewnętrznego. Otoczenia, w którym przyszło nam żyć, ewoluować, ucząc się. Doskonaląc swoje ciało, umysł, zdolności lub też predyspozycje wyczynowe, robimy postęp w materialnych przestrzeniach poznawania.

W tej drodze jesteśmy zależni od otoczenia, bowiem świat – realny świat, który nas otacza, jest najważniejszy. Tutaj odczuwamy potrzebę bezpieczeństwa i przynależności do grupy. Potrzebujemy miłości, szacunku i zrozumienia dla siebie, co może nam dać jedynie świat zewnętrzny – inni ludzie. Będąc w takim uzależnieniu, nie możemy powiedzieć o sobie, że rządzimy sobą lub kierujemy własnym losem.

Każdy człowiek na tym etapie rozwoju musi czuć się zobowiązany wobec wszystkich i wszystkiego, co daje mu zaspokojenie potrzeb. Takie przywiązanie i uzależnienie od innych wymaga podporządkowania się innym. Musimy spełniać ich życzenia, kaprysy i wszelkie zasady oraz prawa społeczne. To nic innego jak nastawienie się na aprobatę i wolę innych, czyli adaptacja i przystosowanie się do grupy. Potrzeba tutaj umiejętności przemiany siebie dla potrzeb społecznych. Taka osoba jest zmienną zależną, w przeciwieństwie do otoczenia, które jest stałą lub zmienną niezależną.

Wobec tego człowiek powodowany motywacją braku musi się bardziej obawiać otoczenia, gdyż istnieje możliwość, że ono go zawiedzie albo odtrąci. I choć wiemy, że ten rodzaj pełnej niepokoju zależności rodzi wrogość do uzależniającego świata, to wszystko w jakimś stopniu potęguje brak wolności.

 Druga droga poznawania – jeśli w ogóle zaistnieje – zawsze jest po tej pierwszej. Nigdy wcześniej – zanim nie uznamy, że nasze potrzeby w sferze dóbr materialnych zostały zaspokojone. Większość ludzi nigdy nie uzyskuje takiego poziomu. Dla większości świat zewnętrzny jest tak mocno spleciony z ich osobowością, że dostatek umyka im przed nosem, jak przysłowiowa marchewka na kiju przed osłem. To taka dygresja.

Jednak wielu ludzi – po przebyciu pierwszej drogi – budzi w sobie wewnętrzne tęsknoty do czegoś więcej.

Samoaktualizacją nazwał Maslow budzącą się potrzebę poszukania innej drogi. Taka osoba, która wchodzi na drogę samoaktualizacji, z definicji jest już zaspokojona w swoich podstawowych potrzebach i mniej zależna od świata zewnętrznego. Staje się bardziej autonomiczna i zaczyna kierować sama sobą.

Tacy ludzie, kierowani motywacją wzrostu, oddalają swoje uzależnienia od innych ludzi, by nie stanowiły dla nich przeszkody. Zaczyna się przejawiać upodobanie do samotności, odosobnienia i często również do medytacji. Wtedy też rządzące nimi czynniki determinujące są raczej wewnętrzne, niż społeczne, czy środowiskowe. Budzą się w nich prawa wewnętrznej natury, ich możliwości, zdolności, talentów i wewnętrznej kreatywności.

To, czego kiedyś szukano na zewnątrz – znajduje się wewnątrz. Ów przełom możemy nazwać powrotem do natury. Z normalności przechodzimy w naturalność, żeby na skutek potrzeby poznawania siebie stawać się coraz bardziej zintegrowanym i świadomym siebie.

W ten sposób człowiek zwraca więcej uwagi na sens swojego zaistnienia i doszukuje się jakiegoś programu na obecne życie. Wyczuwa, że musi istnieć jakaś misja, której kiedyś się podjął, ponieważ rodzi się przeświadczenie, iż świadomość małego „ja” jest niekompletna. Przychodzi zrozumienie, że świadomość osobowa to jedynie zapis historii obecnego życia, a to nie może być całą tożsamością istoty.

Wielu z nas, już w dzieciństwie zadawało sobie prostej natury pytanie: Co by było, gdybym był dzieckiem innych rodziców? Jeśli pamiętamy te czasy, to wiemy, że odpowiedź była prosta: Inaczej bym się nazywał, gdzie indziej bym mieszkał, miałbym inne rodzeństwo, ale moje „ja” byłoby to samo.Już dziecinne pojmowanie podpowiada, że świadome „ja” nie kończy się na tym ciele. To tylko wycinek pewnej historii.

Wchodząc na drogę samoaktualizacji, stajemy się bardziej spokojni, nie mamy wrogów, bowiem zbędne są wszelkie pochwały i rozczulanie nad nami. Nie potrzebujemy walczyć o zaszczyty i nagrody, gdyż wszystkie stany niezbędne do szczęścia odnajdujemy w sobie. A droga do wewnątrz to prawdziwa kreacja wszystkich stanów świadomości niosących spełnienie. W drodze do wnętrza zaczynamy lepiej rozumieć twórczą rolę naszych myśli. A kiedy badanie wnętrza ujawnia nam, że myśli kierując emocjami, tworzą uczucia, a te z kolei uruchamiają proces tworzenia, wtedy z innej perspektywy ogarniamy naszą świadomość. Inaczej zaczynamy pojmować siebie jako istotę. Kogoś, kto wykracza poza osobowe przestrzenie swojej świadomości – kto posiada tę moc tworzenia.

Idąc dalej za ową wskazówką, mając na uwadze przenikające Wszechświat Pole, w którym jesteśmy zanurzeni, zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy Istnieniem. Świadomym Istnieniem nie mającym ani początku, ani końca. Ot, taki wycinek świadomości przedstawiony na linii, która na obu krańcach posiada znak nieskończoności, według naszego rozumienia.