Fragmenty część II

Rozdział 22

Kreatorzy światów

Kreacja – pojęcie to może wydać się trochę dziwne, kiedy kojarzymy je ze słowami: „tworzyć”, „stwarzać”. I tak tworzyć możemy na przykład muzykę, obrazy lub jakiekolwiek inne dzieła artystyczne, sprzęty lub budowle. Natomiast stwarzanie bardziej kojarzy się z dziełem stworzenia, czyli światem, w którym doświadczamy swego istnienia. Czymś, czego człowiek nie jest w stanie stworzyć, czyli jakąś Siłą Twórczą, Bogiem, Stworzycielem, który stworzył ten świat, by umieścić w nim ludzkie istoty.

Jednak coraz więcej przekazów i dowodów naukowych mówi nam, że to my sami tworzymy swoją rzeczywistość; swoje samopoczucie; swoje zdrowie. A może nawet wszystko dookoła, wziąwszy pod uwagę, jak bardzo kreatywna jest świadomość grupowa każdej populacji, każdej grupy etnicznej czy narodowej. Już Rupert Sheldrake udowodnił przenikanie świadomości poprzez Pola morficzne, które na zasadzie „setnej małpy” przenikają do innych kultur, bez konieczności kontaktu fizycznego. Te pola morficzne mogą być tym samym tworzywem, jakie udowadniamy w różnych eksperymentach dotyczących mechaniki kwantowej. Tylko, że tutaj mówi się o polu spinającym Wszechświat. Tworzywie posiadającym świadomość i przenikającym całość istnienia świata przejawionego i tego nieprzejawionego, mogącego być myślą sprawczą Najwyższej Świadomości – Kreacją Boga.

A gdyby tak założyć, że ta Najwyższa Świadomość – Absolut dzieli się na coraz to mniejsze wibracje, by doświadczać na różnych poziomach gęstości, w najróżniejszych światach? Dopiero świat przejawiony, ten, który postrzegamy naszymi zmysłami, jest najbliższy naszemu doświadczaniu poprzez ciała. Można też założyć, że jest to najniższa wibracja i najwyższa gęstość obejmowana świadomością.

I choć nasza świadomość osobowa opiera się na kilku wibracjach, to tylko od nas zależy, do jakiego poziomu w górę pozwalamy sobie jej doświadczać. Zasygnalizuję teraz, że świadomość ciała w niewielkim tylko stopniu jest dostępna naszemu wglądowi. Większość procesów odbywa się w podświadomości i tutaj mamy najniższe wibracje i największą gęstość.

Emocje to nieco wyższe wibracje, których doświadczamy, lecz nie zawsze umiemy nimi świadomie kierować. Poziom mentalny, to jeszcze wyższe wibracje od emocji. To dzięki niemu myślimy, tworzymy koncepcje i idee. Możemy też za jego pomocą kierować emocjami. Dzięki umysłowi możemy tak skupić swoją uwagę, żeby pokierować niższymi wibracjami – ciałem i emocjami – aby stać się kreatorem dla całej świadomości osobowej.

Jednak to nie jest koniec wibracji, do których możemy mieć dostęp poprzez pracę ze swoją świadomością. Zajmiemy się tym tematem bardziej szczegółowo podczas omawiania filozofii Wilberowskiej.

 Kreacja czy frustracja?

Wielu ludzi wierzy w swoją niemoc. W to, że powołali ich do życia rodzice. I tak, jak rodzice, jak wszystkie istnienia żywe oraz rośliny będące częścią świata naszej planety – muszą umrzeć. Jeśli zrodziłeś się w jakiejś formie – od mikroba po najbardziej wykształconą istotę ludzką – czeka cię ten sam los.

Istnienie w ziemskiej formie przejawionej wydaje się krótkie. I choć dostrzegamy tutaj pewną ewolucję wszystkich istnień, to ich koniec jest ten sam. Czy warto rodzić się i umierać dla tak znikomego postępu w swoim krótkim istnieniu – zważywszy na całokształt?

Idąc dalej w dywagacje, można się dopytywać, czy ludzkość wie, dokąd zmierza? Na ile rozumie swoją kreatywną moc i prawo, że świat, który sobie stwarza, jest wynikiem postawy każdego osobnika? To przecież ludzka istota w największym stopniu odpowiada za całą planetę i jej kształt dla przyszłych pokoleń.

- Brawo, mój mały! Coraz łatwiej sięgasz do głębokich przemyśleń – wtrąca się wyższy intelekt. – Zestawienie kreatywności i frustracji ze sobą wymaga dużej odwagi. Bowiem są to pewne przeciwstawne skrajności, w jakie ludzie popadają w swoich emocjach.

Już wiemy, że najbardziej skrajnymi emocjami lub uczuciami są miłość i lęk. Ktokolwiek wybierze miłość i zdoła ją utrzymać, nigdy nie popadnie w tę drugą skrajność. One są bardzo odległe i lęk nie może wydarzyć się miłującemu bezwarunkowo. To się nie zdarza. Jednak wszystkie pośrednie uczucia – emocje są trochę bliżej siebie i łatwiej przenikają z jednych w drugie.

Ale kreatywność i frustracja są nadal bardzo od siebie oddalone. Gdy kreatywność wypływa z miłości, akceptacji, czy empatii, to ta druga wywodzi się z lęku. A samonapędzające się myśli – tworzące emocję mówią nam: „Nie mogę się za to brać, bo i tak nie dam rady”. Albo: „Ten świat jest tak stworzony i muszę się jemu podporządkować”. „Moje życie uzależnione jest od zewnętrznych czynników i muszę się do nich dostosować, moja niemoc jest tego dowodem”.

Takie oto wewnętrzne dialogi tworzą frustrację, wewnętrzne poddanie się własnej niemocy. Emocje tego typu są wyraźną pochodną lęku. Lęku przed działaniem, przed podejmowaniem ryzyka, a to z kolei daje pomniejszanie wartości samego siebie. Samonapędzająca się maszyna, za sprawą wewnętrznych dialogów, pogłębia niemoc, która jest przeciwieństwem kreatywności.

- Dobrze, wyjaśniłeś mi już te zależności, ale powiedz jeszcze coś o celu naszego tutaj zaistnienia. Czy rzeczywiście mamy duży wpływ na kreowanie naszego świata? Jak to wygląda z szerszej perspektywy?

- A pamiętasz? „Miłość buduje – niezgoda rujnuje”. To przysłowie do dziś jeszcze krąży w niektórych środowiskach. Zwróć uwagę, jakie niesie ono przesłanie.

Przecież wiesz, że każdy z nas posiada ten Pierwiastek Boga w sobie. To jest ta czysta, bezwarunkowa miłość, którą odnajdujemy w głębi swego serca. Ona jest źródłem Boskiej energii, prowadzącej nas do Domu, do Źródła, które jest kreatorem Wszystkiego, Co Jest.

Nawet będąc maleńkim, odszczepionym fragmentem Całości, posiadamy te same cechy kreacji. Podpowiedzi mamy wiele, lecz sami musimy wybierać, co jest kreatywne, a co destruktywne. Po to jest ta wolna wola, by odnaleźć siebie w sobie. W tym Pierwiastku Źródła.

A słowa, które tutaj zawierasz, mój mały, niosą przesłanie, że każdy posiada cel i kierunek, by stać się miłością. Oczyścić z wszelkich naleciałości i zanieczyszczeń swój Pierwiastek Boga w sobie, by zabłysnąć nieskazitelnym blaskiem cudownego brylantu.

- Ooo! To wielkie słowa – budujące słowa, które wzmacniają moją kreatywność. Szkoda, że tak trudno przeciętnemu człowiekowi uzyskać ogląd z tej szerszej perspektywy dla swoich możliwości.

- Nie jest wcale takie trudne dla kogoś, kto chce się przebudzić. Pamiętasz tytuł pewnej książki, którą kiedyś się zachwycałeś? Brzmi on: Zatrzymaj świat i wysiądź. Prawda? – już sam tytuł daje pierwszą wskazówkę. Takich książek jest wiele i wystarczy tylko chcieć.

- Dziękuję! Dobrze, że chciałem…

Rozdział 23

Myśl jest twórcza

Jak to jest, że im człowiek lepiej siebie poznaje, tym więcej rodzi się pytań? Im więcej wie, tym otchłań zapotrzebowania na wiedzę jest głębsza. Skąd bierze się ta potrzeba dążenia do…? No właśnie – do czego? Czyżby do tego uzależniającego „narkotyku”, potrzeby poznawania siebie? A może w samym poznawaniu rodzi się kreacjonizm w dążeniu do doskonałości? Do stawania się na powrót tym, kim kiedyś byłem?

To bardzo ważne pytania. I choć niektórym mogą się one wydawać porównywalne do przysłowiowego psa goniącego za własnym ogonem, to musi być w tym jakiś sens. A sensem jest choćby to, że perspektywa świadomości wciąż się rozrasta i poznający nigdy już nie wraca do swych pierwotnych horyzontów postrzegania.

Badając w ten sposób siebie, swoją edukację związaną z postępem w życiu, z kreacją nowego, lepszego jutra, dostrzegamy dwie ważne drogi. Pierwsza jest ukierunkowana na poznawanie świata zewnętrznego. Otoczenia, w którym przyszło nam żyć, ewoluować, ucząc się. Doskonaląc swoje ciało, umysł, zdolności lub też predyspozycje wyczynowe, robimy postęp w materialnych przestrzeniach poznawania.

W tej drodze jesteśmy zależni od otoczenia, bowiem świat – realny świat, który nas otacza, jest najważniejszy. Tutaj odczuwamy potrzebę bezpieczeństwa i przynależności do grupy. Potrzebujemy miłości, szacunku i zrozumienia dla siebie, co może nam dać jedynie świat zewnętrzny – inni ludzie. Będąc w takim uzależnieniu, nie możemy powiedzieć o sobie, że rządzimy sobą lub kierujemy własnym losem.

Każdy człowiek na tym etapie rozwoju musi czuć się zobowiązany wobec wszystkich i wszystkiego, co daje mu zaspokojenie potrzeb. Takie przywiązanie i uzależnienie od innych wymaga podporządkowania się innym. Musimy spełniać ich życzenia, kaprysy i wszelkie zasady oraz prawa społeczne. To nic innego jak nastawienie się na aprobatę i wolę innych, czyli adaptacja i przystosowanie się do grupy. Potrzeba tutaj umiejętności przemiany siebie dla potrzeb społecznych. Taka osoba jest zmienną zależną, w przeciwieństwie do otoczenia, które jest stałą lub zmienną niezależną.

Wobec tego człowiek powodowany motywacją braku musi się bardziej obawiać otoczenia, gdyż istnieje możliwość, że ono go zawiedzie albo odtrąci. I choć wiemy, że ten rodzaj pełnej niepokoju zależności rodzi wrogość do uzależniającego świata, to wszystko w jakimś stopniu potęguje brak wolności.

 Druga droga poznawania – jeśli w ogóle zaistnieje – zawsze jest po tej pierwszej. Nigdy wcześniej – zanim nie uznamy, że nasze potrzeby w sferze dóbr materialnych zostały zaspokojone. Większość ludzi nigdy nie uzyskuje takiego poziomu. Dla większości świat zewnętrzny jest tak mocno spleciony z ich osobowością, że dostatek umyka im przed nosem, jak przysłowiowa marchewka na kiju przed osłem. To taka dygresja.

Jednak wielu ludzi – po przebyciu pierwszej drogi – budzi w sobie wewnętrzne tęsknoty do czegoś więcej.

Samoaktualizacją nazwał Maslow budzącą się potrzebę poszukania innej drogi. Taka osoba, która wchodzi na drogę samoaktualizacji, z definicji jest już zaspokojona w swoich podstawowych potrzebach i mniej zależna od świata zewnętrznego. Staje się bardziej autonomiczna i zaczyna kierować sama sobą.

Tacy ludzie, kierowani motywacją wzrostu, oddalają swoje uzależnienia od innych ludzi, by nie stanowiły dla nich przeszkody. Zaczyna się przejawiać upodobanie do samotności, odosobnienia i często również do medytacji. Wtedy też rządzące nimi czynniki determinujące są raczej wewnętrzne, niż społeczne, czy środowiskowe. Budzą się w nich prawa wewnętrznej natury, ich możliwości, zdolności, talentów i wewnętrznej kreatywności.

To, czego kiedyś szukano na zewnątrz – znajduje się wewnątrz. Ów przełom możemy nazwać powrotem do natury. Z normalności przechodzimy w naturalność, żeby na skutek potrzeby poznawania siebie stawać się coraz bardziej zintegrowanym i świadomym siebie.

W ten sposób człowiek zwraca więcej uwagi na sens swojego zaistnienia i doszukuje się jakiegoś programu na obecne życie. Wyczuwa, że musi istnieć jakaś misja, której kiedyś się podjął, ponieważ rodzi się przeświadczenie, iż świadomość małego „ja” jest niekompletna. Przychodzi zrozumienie, że świadomość osobowa to jedynie zapis historii obecnego życia, a to nie może być całą tożsamością istoty.

Wielu z nas, już w dzieciństwie zadawało sobie prostej natury pytanie: Co by było, gdybym był dzieckiem innych rodziców? Jeśli pamiętamy te czasy, to wiemy, że odpowiedź była prosta: Inaczej bym się nazywał, gdzie indziej bym mieszkał, miałbym inne rodzeństwo, ale moje „ja” byłoby to samo.Już dziecinne pojmowanie podpowiada, że świadome „ja” nie kończy się na tym ciele. To tylko wycinek pewnej historii.

Wchodząc na drogę samoaktualizacji, stajemy się bardziej spokojni, nie mamy wrogów, bowiem zbędne są wszelkie pochwały i rozczulanie nad nami. Nie potrzebujemy walczyć o zaszczyty i nagrody, gdyż wszystkie stany niezbędne do szczęścia odnajdujemy w sobie. A droga do wewnątrz to prawdziwa kreacja wszystkich stanów świadomości niosących spełnienie. W drodze do wnętrza zaczynamy lepiej rozumieć twórczą rolę naszych myśli. A kiedy badanie wnętrza ujawnia nam, że myśli kierując emocjami, tworzą uczucia, a te z kolei uruchamiają proces tworzenia, wtedy z innej perspektywy ogarniamy naszą świadomość. Inaczej zaczynamy pojmować siebie jako istotę. Kogoś, kto wykracza poza osobowe przestrzenie swojej świadomości – kto posiada tę moc tworzenia.

Idąc dalej za ową wskazówką, mając na uwadze przenikające Wszechświat Pole, w którym jesteśmy zanurzeni, zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy Istnieniem. Świadomym Istnieniem nie mającym ani początku, ani końca. Ot, taki wycinek świadomości przedstawiony na linii, która na obu krańcach posiada znak nieskończoności, według naszego rozumienia.