Fragmenty część II

Rozdział 17

Kolejna metafora, jaką przytoczę, odnosi się do stopniowania percepcji. Jest to wstęp do sesji numer 41.

Jesteś już w takim miejscu, gdzie czas ani przestrzeń nie obowiązuje. Rozejrzyj się wkoło i powiedz, co widzisz, czego doświadczasz w tym momencie?

Siedzę w loży w teatrze. W innych lożach na balkonach, naprzeciwko mnie siedzą różni ludzie, ale praktycznie ich nie znam. Na dole widać innych siedzących w rzędach, a na scenie odbywa się jakieś przedstawienie. Nie wiem, czy to jest opera, operetka czy teatr, trudno mi powiedzieć. W każdym bądź razie to, co się na scenie odbywa, jest pełne ruchu, kolorowe. Gra świateł, kolorów. Większość ludzi jak zahipnotyzowana, wpatrzona jest w scenę, w to, co tam się odbywa. Tam wielki, wielki teatr. W loży, w której ja siedzę, panuje półmrok. Obserwuję ludzi, tych, których mam na wysokości swoich oczu, naprzeciwko siebie i tych w dole. Praktycznie wszyscy z nich wpatrzeni są w to, co się dzieje na scenie w sposób bardzo taki skupiony, praktycznie tak, jakby byli zahipnotyzowani. Ja czuję, wiem, jestem przekonany, że oczy tylko obserwują, oczy tylko patrzą, natomiast chyba nie do końca rozumieją, co tam się dzieje. Ale to, co oczy wypatrzą, jak gdyby karmi to, co w nich w środku siedzi. Czyli pobudza jak gdyby emocje. Jakby pobudzało ich ego i to ich chyba hipnotyzuje, to ich jak gdyby tak narkotyzuje, usypia i z tego powodu są szczęśliwi, bo nie muszą się wysilać nad zrozumieniem odegranych scen. Po prostu przyjmują to jako dobrą monetę i wierzą we wszystko, co widzą, co tam się dzieje. W łatwy sposób to przyjmują, w łatwy sposób to kupują. I z tego powodu są bardzo szczęśliwi. Dla mnie prawdziwym teatrem i sceną jest to, co się rozgrywa na widowni. Oni są dla mnie ważniejszymi aktorami. Absolutnie mnie nie interesuje to, co jest na scenie, te bogate stroje, ten blichtr, te światła, to co tam się dzieje. Dla mnie jest ważne to, co jest w tych ludziach, co jest ukryte, co tam się rozgrywa. Myślę, że po to tam się zjawiłem, po to tam jestem. Mam świadomość, że tam w środku w tych ludziach jest skarbnica. Jest wszystko to, co wystarcza, aby zrozumieć ten świat. Aby z pełnym przekonaniem i z pełną wiedzą wiedzieć, że to, co wychodzi i to co wraca do człowieka nie jest przypadkowe. I że to, co wychodzi z naszego wnętrza, ma bezpośredni wpływ na to, co jest wokół nas i to, co wraca później ma wpływ na nas. Z jednej strony jestem przerażony tym, że prawie wszyscy wierzą w to, co tam się dzieje. Że to ich bardziej interesuje, to ich bardziej podnieca niż to, co się dzieje w tym teatrze, który mają wewnątrz siebie. Że zajmują się tym, co na zewnątrz i karmią się i żyją historią innych. Historią albo prawdziwą, albo wymyśloną, a nie zajmują się sobą, nie są w stanie odtworzyć własnych historii po to, żeby wyciągnąć z tego wnioski. Historii i relacji, które łączą ich na dobre i złe z tym, co na zewnątrz. I nie potrafią dostrzec tego, że ten świat wewnętrzny jest najważniejszy, a reszta, to co na zewnątrz, to jest wielkim jakimś złudzeniem. Rzeczą, która tylko przysparza kłopotów, ale widocznie my lubimy kłopoty, my lubimy emocje. Lubimy żyć historiami innych, a nie potrafimy żyć własnym życiem, własnym jak gdyby odniesieniem do tego, co jest na zewnątrz. Nami kieruje coś albo ktoś, czego do końca nie rozumiemy i raczej nie wiemy, że jest, a można z tym się pogodzić, dogadać, spróbować zmienić. Przeraża mnie to, że odkrywamy historię innych, a nie potrafimy odkryć własnej, zrozumieć swojej historii, swoich odniesień do tego świata. Że te wewnętrzne przeżycia, wewnętrzna historia tak naprawdę one mają decydujący wpływ na nasze życie, na naszą świadomość. Na nasze odniesienie w stosunku do tego, co na zewnątrz, a nie odwrotnie. Nie to, co na zewnątrz. Bo to, co na zewnątrz tak naprawdę nie ma wpływu na nas. Tylko my sobie tak wyobrażamy i wierzymy w to i to jest naszą tragedią. Jest to dobre miejsce, dobry punkt do obserwacji tego, co się dzieje. Dwa światy. Jest to dobre miejsce właśnie do obserwacji. Jest ze mną… koło mnie siedzi Mistrz i Rafaello… Rafaello i Mistrz. He, to jest dziwne zrządzenie bo, tamci ludzie wpatrzeni są w scenę, ja obserwuję pozostałych ludzi, a Oni mnie.

A Oni ciebie?

No właśnie, a Oni mnie. Ale numer. A Oni na mnie patrzą, Oni mnie rozgryzają, Oni mnie obserwują. A może Ich jeszcze ktoś inny obserwuje? No, ciekawe to jest.

A może to jest taki twój mały egzamin?

Nie wiem. Może i tak, może tak. Ale to wszystko, co się dzieje, to przyjmuję z takim stoickim spokojem. Ani mnie nie drażni to, ani denerwuje, że ci ludzie się zachowują tak, jak zachowują. Ani nie przeszkadza mi to, że akurat Rafaello i Mistrz patrzą na mnie, że mnie obserwują. Myślę, że to chyba jest naturalna kolej rzeczy i że tak jest i już.

Tak ma być.

No właśnie tak! Tak ma być, że to i tak niczego nie zmienia. Życie sobie płynie, tylko pytanie, co dalej?

Każdy coś innego wyniesie z tego życia, prawda?

No dla mnie jest ważne to, co ja wyniosę. Chyba to jest zdrowe podejście. Bo dlaczego mam się przejmować tamtą sceną albo tym, co przeżywają ci, którzy biorą udział w obserwacji tamtej sceny, a nie dbają o własny interes. I to jest chyba przerażające, chciałoby się powiedzieć: No przebudźcie się, obudźcie się! Że całe życie spędzicie na siedzeniu, utyskiwaniu, patrzeniu się na życie innych, a co z waszym. Co z waszymi przeżyciami, co z waszym światem wewnętrznym, a ten zewnętrzny, no cóż, jest jaki jest i nie mamy na niego wpływu. He, ciekawe to jest. Teatr w teatrze, a w tym teatrze jeszcze jeden teatr.

Czy nie chciałoby ci się wykrzyczeć podobnie jak Szekspir, że cały świat jest teatrem a aktorami ludzie. Prawda?

No, w tym jest coś takiego ważnego i chyba prawdziwego, bo faktycznie świat jest jedną wielką sceną. Tylko pytanie, kto na tej scenie występuje, kto jakie role sobie przypisze. I czy do końca je odegra zgodnie z własnym życzeniem, czy pod dyktando innych. Na ile jest wolny i potrafi zgodnie z własnym interesem i pragnieniem, i wolą, zagrać i wypełnić tę rolę, a na ile mota się między jednym a drugim.

Widownią i sceną?

Na przykład tak, tak dokładnie! I też nic bez powodu się nie dzieje. Zawsze jest jakieś źródło i odniesienie do tego źródła. Albo bagatelizujemy, albo też przyjmujemy to z pełną wiarą, z pełnym zaufaniem i wtedy nie mamy problemów, nie mamy kłopotów, albo się motamy i wierzymy nie tym, którym powinniśmy ufać. Musimy też zwrócić uwagę na nasze uczucia, na nasze emocje i jeżeli to się w pewien sposób wyeliminuje i nie będą miały wpływu na nasze decyzje, postawy, to będziemy bardziej szczęśliwi. Czyli będziemy mieli mniej kłopotów. A im mniej kłopotów u nas, tym mniej zmartwień i kłopotów przyniesiemy innym poprzez zachowania, wypowiedzi. Poprzez czyny albo w ogóle absolutną bierność. Nie jest łatwo być pośrodku między jednym a drugim, ale trzeba wybrać jakąś drogę i cel. Ta droga najkrótsza jest najbardziej chyba właściwa, chociaż jest ciężka i wyboista. Nieraz bardzo, bardzo ciężka. A z drugiej strony może być ta droga łatwa, prosta, dłuższa, ale dająca więcej satysfakcji. To tylko zależy od naszego wyboru, bo i tak wszyscy zmierzamy do tego samego celu. Tylko jednym wystarczy jeden okres, a innym musi wystarczyć sto albo dwieście. To tylko od nas zależy. Na ile sobie zaplanujemy tutaj przyjść. Na ile teatrów nas stać. Na ile ról. A to tylko od nas zależy. Wszyscy mamy takie same szanse. Wszyscy mamy takie same potencje, wszyscy mamy takie same możliwości. To jest chyba normalne, jesteśmy z tego samego Źródła i każdy otrzymał taki sam potencjał, takie same możliwości.

Co dalej dzieje się w tym teatrze?

Właśnie już nie obserwuję tego, co się dzieje ani na scenie, bo praktycznie sceny nie obserwowałem, ani nie obserwuję tego, co się dzieje na widowni. Jestem odwrócony plecami. Ja teraz siedzę na wprost vis-a-vis Mistrza i Rafaela. Są tacy pogodni, zadowoleni, tacy… aż miło patrzeć, aż miło przebywać w ich towarzystwie. Taki emanuje spokój, wyciszenie i czuje się taką płynącą z nich radość, taką dobrą energię.

Powyższa metafora jakże pięknie obrazuje nam różne perspektywy oglądu rzeczywistości. To, że większość z nas uważa, iż postrzeganie zmysłowe jest jedyną formą odbioru tego świata i żadne inne nie liczą się w tym życiu, to największe kłamstwo współczesnego świata.

Warto rozejrzeć się dookoła siebie i poszukać, komu najbardziej zależy na tym, aby cała ludzkość myślała tymi kategoriami. Komu zależy na tym, aby jedyny obraz rzeczywistości był tym, któremu prawo do istnienia przypisało lobby naukowe. Kierunek udowadniany przez paradygmaty obowiązujące w dziewiętnastym wieku.

Skąd bierze się potrzeba manipulacji mediami, aby utrzymać wysokorozwiniętą społeczność w jednym spójnym myśleniu, że jest tak, jak postrzegają zmysły i jak pragną ludzkie emocje?