Fragmenty część II

Rozdział 16

Czy życie jest nagrodą?

Odwołując się do refleksji na temat przeczytanego do tej pory materiału, o ludzkich fenomenach, zdolnościach oraz wybitnych osiągnięciach, ujawniamy pewien obraz rzeczywistości. Obraz ów nie daje się ująć w zmysłowo poznawalne sposoby opisu tego świata.

Czy to znaczy, że cały dotąd poczyniony wysiłek próby opisu dużo szerszej rzeczywistości jest fałszywym wybiegiem ludzi mijających się z tą prawdziwą rzeczywistością? Czy istnienie świata o innej gęstości, niż ten poznawalny zmysłami ciała, jest możliwe? A jeśli tak, to kto ma bliżej do jego poznania – człowiek nauki obdarowany sztywnymi ramami udowodnionej rzeczywistości, czy też dyletant, którego owe ciasne ramy nie ograniczają?

I wreszcie coś takiego, jak „laboratorium” własnej świadomości – czy można traktować to poważnie? Laboratorium, w którym za sprawą odmiennych stanów świadomości możemy sięgać do ponadosobowej przestrzeni jaźni. Robi to wielu ludzi, lecz faktem jest, że są w mniejszości – czy możemy temu zaufać?

Spoglądając wstecz, możemy wysnuć wnioski. Kiedyś, zanim pierwszy – znany z historii człowiek – opłynął Ziemię, kto by uwierzył, że ona nie jest płaska? Jak wolno owo przekonanie na temat kulistości naszej planety docierało do umysłów ludzkich. A czy pierwszy rower, ujrzany przez człowieka, nie budził zdziwienia na temat utrzymania równowagi na dwóch kołach?

Spójrzmy teraz na mniej odległe anomalie. Przecież wszyscy znamy przypadki, w których wykształcony człowiek, na przykład lekarz, podejmuje się uzdrawiania ludzi za pomocą oddziaływania energią, dobrego słowa, czy też preparatów ziołowych. W ilu przypadkach takiemu człowiekowi odebrano prawo do używania tytułu i zabroniono praktyk medycznych? Mówiono nam wtedy, że taki lekarz profanuje wiedzę propagowaną na uczelniach. Tylko, że on tej wiedzy przecież nie utracił, a jedynie poszerzył o dodatkowe możliwości. Rozszerzając w ten sposób możliwości uzdrawiania, czynimy z płaskiej, hermetycznej medycyny, tę medycynę holistyczną. Medycynę psychosomatyczną uzdrawiającą ciało i ducha. Wszakże nie powinno już nikogo dziwić, że oba te czynniki ludzkiej osobowości współzależą od siebie.

Już w tym momencie rodzi się wiele pytań drenujących naszą wiedzę o sobie. Pytań poszukujących czegoś więcej, niż wiemy o sobie na poziomie osobowości. Bo przecież coraz bardziej uświadamiamy sobie, że nasze postrzeganie świata zależy głównie od systemu przekonań, jaki posiadamy. Ten z kolei został uformowany przez środowisko, w którym żyjemy, naszych opiekunów, nauczycieli i system edukacji. To inni wyznaczają ramy postrzegania naszej rzeczywistości. Czy zatem chcemy w nich tkwić, czy raczej zrobić wyłom by odnaleźć swoją własną rzeczywistość? Odnaleźć swoje własne programy na życie, które powinny służyć nam samym w imię własnej woli.

Po takiej refleksji aż trudno się oprzeć napływającym pytaniom o cel zaistnienia w tej czasoprzestrzeni i w formie, jakich doświadczamy.

Zgodzisz się pewnie, że cel musi być wyższy niż gromadzenie dóbr ziemskich dla doczesnej uciechy, której nie można ze sobą zabrać. Być może zgodzisz się też, że jakaś wyższa duchowa forma istnienia przejmie twoje doświadczenia, wyniesione lekcje, wypracowane w życiu uczucia miłości łączące wszelkie istnienia.

Może z dalszej refleksji zrodzą się kolejne pytania? Dlaczego tak trudno rozpoznać swój duchowy pierwiastek istnienia, swoją dużo szerszą tożsamość, żeby odpowiedzieć sobie: Co ja tutaj robię?

Wtedy może się tak zdarzyć, że sumienie ci podpowie: Skoro kazano nam przejść przez „rzekę zapomnienia”, to też miało jakiś cel – patrząc z pozycji szerszej świadomości. Tym najwyższym znaczeniem była wolna wola. Do tego stopnia wolna, że musimy przechodzić przez zapomnienie, kim naprawdę jesteśmy, po to by na bazie wyczyszczonej pamięci i w połączeniu z cielesną formą istnienia tworzyć od zera swoją osobową postać. Postać opartą na całkowicie czystym „dysku pamięci”, jakim jest mózg noworodka. Programy, jakie zostają w nim zapisane, pochodzą w pełni od środowiska, w którym wzrasta ludzka postać. Tutaj też nabywa wszelkie programy opisujące świat materii i relacje, jakie sobie tworzymy wspólnie z innymi ludźmi.

Tworzy się całkowicie wyodrębniona ludzka osobowość, która w jakiś bardzo mglisty sposób jest połączona z duchową formą. A to za sprawą sumienia, wewnętrznego głosu serca albo intuicji, która bardzo niewyraźnie przebija się na powierzchnię, dając w ten sposób świadectwo istnienia głębszej jaźni niż ta, którą znamy z codzienności.

Jeżeli owa ludzka istota, w zapomnieniu doświadczająca swej szerszej świadomości jaźni, poprzestanie na tym, co spływa poprzez zmysły ze świata zewnętrznego, wtedy jej rozwój zostanie zatrzymany na pewnym poziomie, a emocjonalne uciechy płynące ze świata materii mogą całkowicie blokować dopływ wewnętrznych refleksji niosących pytania: Po co tutaj jestem, kim naprawdę jestem? Czy zesłano mnie tutaj za karę, czy w nagrodę?

Czy można odnaleźć jakiś sens w tym: dla jednych – „zesłaniu”, dla innych – tej przedniej zabawie lub życiowej roli?

Jakiś sens musi istnieć, lecz dopóki nastawiamy się na zewnętrzny odbiór – egzoteryczny, dostrzegamy go jedynie na poziomie osobowości lub tylko cielesności. Lecz gdy w którymś momencie życia skierujemy swój odbiór do wnętrza, wówczas mamy szansę odebrania podszeptów intuicji, głosu duszy lub chociażby skromnych uwag duchowego opiekuna. Wtedy jest czas na zwrot ku swoim ezoterycznym korzeniom ponadosobowym, żeby odebrać coraz wyraźniejsze sygnały. Przekazy takie mają szansę wnieść dużo szersze zrozumienie celowości zaistnienia w cielesnej formie. Wtedy również słowa Jezusa: „Szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone…”, ukażą swój głębszy wymiar.

Podróże

Czy zauważyłeś, że słowo „podróż” posiada więcej niż jedno znaczenie? – prowokuje dialog mniejsze „ja”.

- Chyba masz rację – odpowiada wyższy intelekt – choć nadal nie wiem, o co ci chodzi?

- Bo zauważ, że można podróżować po świecie. Daleko lub blisko, można zwiedzać inne kraje, inne kontynenty. Dziwy natury lub szczytne budowle stworzone ludzką ręką. Ale można też podróżować, nie ruszając się z miejsca, czyli w głąb siebie. Czy rozumiesz, co mam na myśli?

- Chyba się domyślam, mówisz o podróżach natury egzoterycznej i ezoterycznej, czy mam rację?

- No jasne, że masz i chyba dobrze trafiłem, bo twoja wiedza o podróżach do wnętrza jest większa. W ten sposób mogę skorzystać na tym dialogu, zgadzasz się?

- Tak, zgadzam się i jestem ci wdzięczny za prowokację do takich dyskusji, ponieważ uczymy się w ten sposób. Ty masz swoje preferencje do poznawania świata fizycznego i zagadek, które on posiada. Moje preferencje to wnosić dużo szersze zrozumienie, jakie niesie świat ducha do tego, co jest naturą poznania wszechrzeczy. Chyba zdajesz sobie sprawę, że świat materii, poznawany za pomocą zmysłów ciała, jest w niedostatecznym stopniu poznawalny. A w tym przypadku, gdy chodzi tobie o zrozumienie głębszego sensu zaistnienia w tym świecie – poznanie takie jest niemożliwe bez obu tych podróży.

- Naprawdę, czy ja dobrze słyszę? Myślałem, że należy wybierać, pomiędzy jedną albo drugą podróżą, bo obie w tym samym czasie są niemożliwe.

- I tak, i nie – odpowiada wyższy intelekt. – Posłuchaj, w czym tkwi problem. Jeżeli ktoś podróżuje do dalekich krajów, żeby po wakacjach mieć co opowiadać i w ten sposób dowartościowywać swoje ego, to niewiele z tego wynosi poza wspomnieniami. Jeśli natomiast ktoś jedzie dla siebie, żeby w trakcie zwiedzania zachwycać się dziełami rąk ludzkich lub Natury, wtedy przeżywa on „doświadczenia szczytowe”, jak określił je Abraham Maslow. Doświadczenia szczytowe zaś, to rodzaj ekstazy, uniesienia. Wtedy wydobywa się głos duszy na powierzchnię. Osoba jest w połączeniu ze swoim kompletnym „JA”. Owe ekstatyczne połączenia otwierają bramę w głąb siebie. Jeśli teraz, w jakiś sposób, zachowamy w pamięci i nauczymy się wyzwalać takie stany świadomości, dochodzi do samoaktualizacji – to też słowo Maslowa – która niejako zezwala na zaprzyjaźnienie się z wewnętrznym przewodnictwem. Ze swoim większym JA, które może – jeśli tak postanowisz – zostać twoim sprzymierzeńcem. Wtedy, być może, z własnej woli i wewnętrznej inspiracji, sam zapragniesz podróżować do wnętrza. Przekonując się, że doświadczenia szczytowe leżą w tobie, gdzie dużo łatwiej sięgnąć. Gdzie doświadczenia ekstatycznych uniesień wywołuje się przez kierowanie swoimi stanami świadomości. Możesz to nazwać medytacją, autohipnozą – jak wolisz. Lecz pamiętaj – podróże do wnętrza mogą całkowicie przesłonić te pierwsze i już nie zechcesz daleko się wyprawiać.

- Myślisz, że to coś złego, można na tym dużo stracić?

- Ja tak nie myślę, ale nie wiem, jakie jest twoje zdanie?

- No, nie wygłupiaj się. Często zastanawiam się, skąd bierze się w ludziach dążenie do przedłużania swojego życia w nieskończoność, wręcz rywalizacja, kto przeżyje dłużej. A tak rzadko wpadają oni na pomysł, żeby uwydatnić jego sens.

- Masz rację. To wynik tego, że mało kto wie, iż istnieją również podróże w głąb siebie.