Fragmenty część I

Rozdział 1

Czarodziej czy mistyk?

Twórcze dziełoDawno, dawno temu żył pewien czarodziej, a może mędrzec? Posiadał on bardzo dziwne zdolności, a może talent? Jakiejkolwiek wiedzy potrzebował, czerpał ją wprost ze Źródła…

Tak oto zaczynałaby się legenda, gdyby była legendą. Ale człowiek, którego zamierzam przedstawić, żył autentycznie, wcale nie tak dawno temu i posiadał wyjątkowe zdolności. Ba, twierdził on nawet, że podobnych umiejętności każdy z nas może się nauczyć. Człowiek ów nazywany był w swoim kraju śpiącym prorokiem, największym mistykiem Ameryki.  Wiele jeszcze dziwnych określeń nadawano mu z racji jego inności.

Edgar Cayce (czyt. Kejsi) żył w latach 1877 – 1945. Urodził się w Kentucky, gdzie na rodzinnej farmie spędził swoją młodość. Jego niezwykłe zdolności ujawniały się już w dzieciństwie, kiedy nie chcąc się uczyć, kładł książkę pod poduszkę i po przespanej nocy znał już dobrze jej treść.

Kiedy wkraczał w wiek dorosły, jego struny głosowe odmówiły posłuszeństwa i stracił pracę w hurtowni na skutek utraty mowy. Wtedy zajął się fotografią. A gdy po długich perypetiach lekarze nie umieli pomóc w odzyskaniu głosu, sam wziął sprawy w swoje ręce. Poprosił znanego sobie Al Layne’a – lokalnego hipnotyzera – o zahipnotyzowanie go i zadawanie pytań na temat choroby gardła. Eksperyment powiódł się, a uzyskane odpowiedzi o przyczynę i sposób uzdrowienia całkowicie pomogły w odzyskaniu mowy.

Layne jeszcze przez pewien czas wykorzystywał ten niezwykły sen Edgara w leczeniu niektórych trudnych przypadków swoich klientów. Bowiem Edgar Cayce już wtedy potrafił samodzielnie wprowadzać siebie w trans podobny do snu i odpowiadać na zadawane pytania zdrowotne dla innych ludzi. Warunkiem było podanie imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania pacjenta. Jego odpowiedzi na temat przyczyny choroby oraz sposobu jej wyleczenia zazwyczaj były w stu procentach trafne. Tak oto dzięki współpracy z Layne i trafnym odpowiedziom przyczyniającym się do wyleczenia wielu ludzi, Edgar wkrótce uzyskał sławę w całych Stanach Zjednoczonych jako tak zwany Śpiący Prorok lub Mistyk Ameryki.

Kiedy w późniejszych latach, wysoko ceniony w kręgach akademickich szef katedry filozofii na Uniwersytecie Udaipur w Indiach, doktor Ishwar Sharma, gościnnie wykładał filozofię w Christopher Newport College w Wirginii, zapoznał się ze sporą częścią odczytów Cayce’go. Dostrzegł w nich nadzwyczajne zdolności, jakie uzyskuje się po długotrwałych  i zdyscyplinowanych medytacjach. Mówi się, że dr Sharma przerzucił niejako most pomiędzy mistyką Wschodu i naukowcami Zachodu. Most, który spowodował zainteresowanie nauki Wschodnią filozofią z jej mistycznymi osiągnięciami na czele. W swojej książce „Cayce – karma i reinkarnacja” Sharma wyjaśnia, że sen wyglądający na stan hipnozy, na Wschodzie określa się mianem Turiya Avastha. Jest to stan transcendentnego uśpienia świadomości, w którym dusza ludzka kontaktuje się ze Świadomością Kosmiczną i zyskuje wiedzę nieograniczoną czasem ani przestrzenią. Jednakże w przypadku Edgara, jak twierdzi Sharma, spontaniczne zdolności mistyczne były wynikiem dążeń z poprzednich wcieleń. A ponieważ owe talenty objawiły się w sytuacjach pragmatycznych, gdyż dotyczyły różnych zagadnień, od religijnych poprzez zdrowotne, filozoficzne i duchowe, właściwym jest uznanie go mianem mistyka pragmatycznego a nie medium psychicznym, hipnotyzerem czy też śpiącym prorokiem. Należy dodać, że Cayce po wyjściu z transu, czyli przebudzeniu ze snu, w którym udzielał przekazu, nie pamiętał nic z tego, co powiedział. Jego przekazy odbywały się całkowicie poza świadomością. Dlatego też przypadek z roku 1923 był dla niego ogromnym szokiem.

Otóż 10 sierpnia tego roku Cayce stał się niejako przedmiotem manipulacji. Pewien wpływowy drukarz, o zainteresowaniach modnymi wówczas badaniami spirytystycznymi, zaprosił i sfinansował Edgarowi podróż do Dayton w stanie Ohio.

Jego celem było spenetrowanie wiedzy, która go wówczas pasjonowała.

Arthur Lammers nie tylko zaprosił i sfinansował cały pobyt Cayce’go w Dayton, ale również  zadawał przygotowanie przez siebie wcześniej pytania w czasie transu Edgara. Po przebudzeniu ze snu i przeczytaniu zapisu stenogramu Cayce był w szoku. Nie mógł uwierzyć, że tak jasno i bez zahamowań opowiadał o tym, w co na jawie nie byłby w stanie uwierzyć. On, wierny Biblii, zagorzały prezbiterianin i nauczyciel religii w Szkółce Niedzielnej, mówił o czymś, co nie pochodziło z tej najważniejszej dla niego księgi.

Był w tym momencie całkowicie zdruzgotany, w przeciwieństwie do Lammersa, który pałał satysfakcją, że jego teorie zasłyszane u wschodnich nauczycieli zostały potwierdzone.

Jeszcze tego dnia, po przełamaniu zaskoczenia, Edgar poddał się następnej sesji, by szerzej zbadać zagadnienie reinkarnacji. Wtedy wyjawił zupełnie nowe spojrzenie na reinkarnację. Nie kwestionowała ona, ani nie zwalczała nauk Chrystusa, a jedynie położyła fundamenty pod duchową filozofię.

Tamten dzień całkowicie zmienił jego postawę i tory poszukiwań, które wcześniej wiodły ściśle wytyczonymi ścieżkami ortodoksyjnych przekonań.

Wkrótce rozpoczął cały cykl odczytów nakierowanych na tematykę reinkarnacji. Badał też swoje minione wcielenia, a w jego działalności wyodrębniła się nowa gałąź zwana Odczytami Życia.

Edgar zgromadził dużą ilość przekazów na temat reinkarnacji, prawa karmy i dusz. Odkrył też manipulacje w zapiskach biblijnych na soborach: Nicejskim w 325 r. i Piątym Ekumenicznym w 553 roku, kiedy dopuszczono się jawnego usuwania zapisów na temat reinkarnacji. Doszedł też do wniosku, że po głębokim przestudiowaniu Biblii, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, nie można w pełni zrozumieć fundamentalnych przykazań chrześcijaństwa bez uwzględnienia teorii reinkarnacji i karmy.

Na całym świecie jest ogromna ilość książek mówiących o fenomenie Edgara Cayce’go. Niektóre wydania przekroczyły milionowe nakłady. Nasz kraj również szczyci się wieloma wydaniami autorstwa zza oceanu, jak również rodzimych autorów. Kilkanaście z nich znajdziesz w spisie lektur, a fakt, że w roku 1954 Uniwersytet w Chicago przyjął pracę doktorską opartą na studiach fenomenu Cayce’go, mówi za siebie. Autor w swojej pracy nazywa Edgara „pobożnym jasnowidzem”.

Wiadomo, że nie od samego początku gromadzono zapisy z przekazów, tak zwane odczyty Edgara Cayce’go, ale i tak zdołano zebrać i skatalogować ponad 14 tysięcy przekazów dla ponad 6 tysięcy osób. Już w 1932r. przekonano się, że spisane przekazy mogą służyć potomnym, gdyż często podobne symptomy chorobowe leczono na podstawie zaleceń dla innej osoby.

Powstała wtedy fundacja zajmująca się katalogowaniem owych zapisów i udostępniania ich zainteresowanym badaczom. Fundacja istnieje do dzisiaj pod nazwą Fundacji bądź Biblioteki ARE (Association for Research and Enlightenment) w Virginia Beach.

* * *

Cayce bardzo wnikliwie badał w swoich odczytach życia, w jaki sposób na przestrzeni wieków, a często tysiącleci, karmiczne zasługi i długi kształtują nasze obecne życie. Bywały przypadki odkrywania cierpienia w słabym, chorowitym ciele na skutek wcześniejszego folgowania sobie, nadużywania woli i cielesnej przewagi nad innymi ludźmi. Kiedyś nawet użył słów „…słabości ciała są bliznami duszy, a te można uleczyć tylko przez połączenie swej woli z wolą Boga…”.

Ów cytat wyraźnie sugeruje, iż wolna wola jest prawem błądzenia. Kierowanie się w egocentryzm jest drogą buntu i oddalenia się od Boga. Zawierzenie zaś swej woli Najwyższemu, dla dobra wszystkich istot, to droga powrotu do Domu, powrotu do Ojca.

Bywało też, że z powodu czyjegoś złego zrozumienia ”długu karmicznego” Cayce cierpliwie wyjaśniał, iż nie istnieje żaden dług w stosunku do innych osób. Dług może zaistnieć tylko w stosunku do siebie samego. Osoby towarzyszące nam w życiu są jedynie polem odniesienia dla naszej samonaprawy. I tak właśnie należy rozumieć karmiczne zobowiązania.

W innym przypadku, gdy Cayce usiłował wyjaśnić energetykę ludzkiej istoty, czyli hierarchię poszczególnych części składowych, mówił, jak nikłą cząstką całości jest obecna świadomość. Świadomość osobowa, która zazwyczaj w trakcie sesji, by nie przeszkadzać, przebywa ponad fizycznym ciałem. O wiele większymi obszarami widma częstotliwości są podświadomość i nadświadomość. A żeby skrytykować nasze zapędy do manipulacji innymi wibracjami w egocentrycznej postawie, użył metafory, w której to „…ogon chce merdać psem”.

* * *

Już wtedy krytykował doktryny religijne za to, że obiecują człowiekowi życie wieczne po śmierci, a zaprzeczają życia przed życiem. Postawa taka kreuje Boga groźnego, którego należy się bać. A czy można kogoś prawdziwie miłować pod presją strachu? Gdyby zaś było tylko jedno życie dane nam przez Boga, logicznym byłoby otrzymanie równych szans. Natomiast każdy człowiek otrzymuje inne warunki, by realizować swoje przeznaczenie w owym życiu.

Tak zróżnicowane szanse mogą być wynikiem przeniesienia minionych zasług za sprawą Prawa Przyczyny i Skutku.  Każdy będzie mógł odczytać owe rządzące Wszechświatem elementy zgłębiając swoją własną nadświadomość.

* * *


Rozdział 2

Poszukiwanie siebie

Chyba każdy z nas częściej lub rzadziej zadaje sobie pytanie: Kim naprawdę jestem? W moim odczuciu jest to bardzo ważne pytanie, które inicjuje pierwszy własny krok w umiejscowieniu siebie. Bo kimże jestem? Czy tym biologicznym tworem, posiadającym zmysły postrzegania tego świata, siebie i innych w tej samej formie? Czy jestem tym, kto reaguje emocjonalnie, a zatem przeżywa swoje lęki, obawy, ale również uczucia satysfakcji, spełnienia i miłości, jak i wszystkie pośrednie doznania zawierające się pomiędzy lękiem i miłością?

A może jestem tym, kto myśli na wzór filozofii głoszącej: „Myślę, więc jestem”. Hm… czy można powiązać myślenie z byciem? Pewnie tak, jak ciało z osobą.

Już teraz widać, że tego „ja” wyróżniam przynajmniej trzy poziomy. Ciało, emocje i myśli. Czy te trzy różne płaszczyzny „mnie” są jakimiś różnymi częściami mojego „ja”? A może to nie koniec naszego poszukiwania, może „nas” jest więcej? Bo kiedy zadaję sobie pytanie, czy „ja” to moje ciało, od razu rodzi się odpowiedź. Przecież widzę moje ciało, mogę je dotknąć, powąchać, ale to, co postrzegane, nie może być postrzegającym. Ot, choćby według zasady: przedmiot i podmiot, widziany i widzący. Te rzeczy jakoś się wzajemnie wykluczają. W myśl tej zasady nie mogę być moim ciałem, bowiem jestem jakimś obserwatorem, jakimś świadkiem.

A może jestem moimi emocjami i uczuciami? Zróbmy podobny wywód. Przecież pierwsza myśl, jaka rodzi się w chwili strachu, to: „boję się”, czyli identyfikacja siebie z lękiem. Ale wystarczy w tym momencie zapytać siebie: kto się boi? Wtedy dostrzegamy, że lęk nas ogarnia, że to są emocje wywołane reakcją na coś, jak jakiś czynnik zewnętrzny lub wyobrażenie podsunięte przez rodzącą obawy myśl. Kiedy rozdzielimy te doznania i przyjrzymy się temu, kto się boi, dostrzegamy, że można nad tym panować. Obserwując bojącego, stajemy się świadkiem. Lęk został zdemaskowany. Nie jestem moimi emocjami, przychodzi myśl „ja mam moje emocje”. Spójrz na ten wybieg –  jest to kolejna dezintegracja mojego „ja”, oddzielenie go od czegoś, co posiadam. Kimże więc jestem? Czyżby myślami, bo myślę, to jestem? Pomyśl o tym, kto myśli i jak ów proces przebiega. Przecież obserwowanie swoich myśli wcale nie nastręcza problemu. Można obserwować swoje myśli i odróżnić każdą nową myśl rodzącą się z innej, która już wcześniej zajmowała przestrzeń naszego rozumowania. Obserwacja własnych myśli jest możliwa. Nie jestem mymi myślami, ja mam moje myśli. Jestem świadomy moich myśli, a zasada przedmiot i podmiot podpowiada, że jestem ponad, jestem czymś więcej niż moje myśli.

Takie proste kroki dla początkujących adeptów w medytacji uświadamiają nam, że świadomość istoty ludzkiej kończy się gdzieś dalej, niż sięga nasza wyobraźnia. Czy jest gdzieś kres naszej świadomości? Mistycy twierdzą, że jest i łączy się ona ze Stwórcą. Tam, gdzie leży cel naszej podróży. Im szybciej zaczniemy sobie zadawać pytania, tym szybciej odnajdziemy drogę powrotną do Domu, do Ojca, do Stwórcy.

A co mówią inni myśliciele?

Istnieć, znaczy zmieniać się,
Zmieniać się – to dojrzewać,
Dojrzewać zaś – to nieskończenie tworzyć samego siebie.

H. Bergson
 
Stajemy się ludźmi dopiero wtedy, gdy opuszczamy Eden.
Dojrzewamy dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że dzieciństwo jest za nami.
Wracamy do siebie – do pełni naszego człowieczeństwa – dopiero wtedy,
gdy bierzemy odpowiedzialność za teraźniejszą świadomość,
a także za wszystkie nasze wspomnienia i sny.
Egzystencja w łasce łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

KEEN

Jak to jest, że im więcej wiedzy o sobie posiadam, tym więcej rodzi się pytań? Czyżby w myśl zasady: „Im głębiej w las, tym więcej drzew?”. Czy dlatego odpowiedź na jedno pytanie rodzi kolejne, coraz trudniejsze?

Takie i wiele innych pytań postawimy sobie tutaj. Zobaczymy też, w jaki sposób odpowiadały na podobne pytania inne znane autorytety. Śledzić będziemy również poszukiwania najwyższej idei przez ludzi, którzy potrafili wyłamać się z ram normalności dla odszukania swej wewnętrznej prawdy.

Dla mnie niekwestionowanym autorytetem łamiącym zasady normalności jest niewątpliwie Raymond Moody – doktor filozofii od roku 1969, gdy obronił swoją pracę na Uniwersytecie Virginia. Posiada także doktorat z psychologii na West Georgia College of Georgia i uzyskał tam również profesurę. Od 1976 r. doktor medycyny, absolwent Medical College of Georgia jako specjalista w dziedzinie psychiatrii.

W 1975 roku ten wybitny fachowiec wydaje swoją pierwszą książkę pod tytułem „Życie po życiu”, kładąc jednocześnie na „szali powodzenia” cały swój dorobek naukowy. Wiedział, co robi, gdyż już w przedmowie dr med. Elizabeth Kübler-Ross przestrzegała go, że zadziera z dwiema liczącymi się grupami społecznymi. Pierwsza z nich to duchowieństwo, które wychodzi z założenia, że problem życia pozagrobowego powinien pozostać domeną ślepej wiary, której nikomu nie wolno poddawać w wątpliwość.

Drugą grupą społeczną, która wyraziła spodziewany sprzeciw, byli naukowcy i lekarze. Woleli oni uznać taką pracę za nienaukową, a opisane doświadczenia ludzi wyjaśnić niedotlenieniem mózgu, starając się przeciągnąć rację na stronę naukowców.

Tak, czy inaczej, owa książka stała się bestsellerem w skali światowej i wydawano ją w milionowych nakładach. Dr Moody wsadził w ten sposób przysłowiowy kij w mrowisko. Zawrzało na świecie, a on zyskał swoich zwolenników i przeciwników.

Czytelnikom, którzy nie znają prac Moodego, należy się wyjaśnienie. Owa pierwsza książka „Życie po życiu”[5] zawiera opis doświadczeń ludzi z pogranicza śmierci. Doświadczeń, które były ich udziałem wtedy, gdy ich ciało fizyczne było martwe według wszelkiej aparatury i innych naukowych wzorców.

W obecnej dobie postępu medycznego przywracanie do życia osoby z zatrzymaną akcją serca i oddechu coraz częściej kończy się sukcesem. Ale bywa również, że te osoby  uznane za zmarłe powracają do życia. Tacy ludzie często relacjonują doświadczenia, które są do siebie bardzo podobne, a pochodzą bezspornie ze sfery duchowej. Doktor Moody dla opracowania swojej pierwszej książki udokumentował dane od 150 osób, które podzieliły się przeżyciami z pogranicza śmierci.

Pierwszym człowiekiem zdającym Moodemu relację z takiego doświadczenia był profesor psychiatrii klinicznej w Akademii Medycznej. Profesor ów przeżył dwa doświadczenia śmierci, o których opowiadał w wąskim gronie ciekawskich studentów. Był to rok 1965 i wtedy Moody połknął przysłowiowego „bakcyla”. Od tej pory niestrudzenie poszukiwał ludzi z podobnymi przeżyciami. Studiując kolejno filozofię, psychologię i medycynę, przygotował podłoże dla naukowego badania tego, wydawałoby się nienaukowego, zjawiska.

* * *

Czy przebudzenie?

Już teraz, gdzieś w głębi siebie, rodzą się pytania: Czy osoby, które przeszły przez „śmierć”, doznały jakiegoś przebudzenia? Bo przecież przynajmniej te, które stanęły przed światłością, wróciły do życia zupełnie odmienione. Czym jest owa światłość i jakie zmiany może ona poczynić w charakterze człowieka?

Jak to jest, że nawet przedstawiciele nauki, jak dr Moody, nie wahają się pisać w swoich pracach o mistycznych doznaniach? Bo chyba nie ulega wątpliwości, że doznania tego typu zakwalifikować można jedynie do mistycznych. I choć w świecie kultury zachodniej doświadczenia mistyczne krytykowane są przez naukę, bo nie zawsze dają się empirycznie potwierdzać, to w kulturze wschodniej one raczej się uzupełniają.

Jak to jest, że część ludzkości uznaje oba zjawiska za przeciwstawne, a druga część za uzupełniające się? Czyżby jedna grupa społeczna była niedouczona? A może to ta druga jest przeuczona i zbyt rygorystycznie trzyma się swoich naukowych „dogmatów”? Bo jakże nazwać naukowość, która w przeważającej mierze trzyma się atomistycznej budowy wszechświata, podczas gdy od 1925 roku rozwija się mechanika kwantowa.

* * *

O tym, jak przykry może być powrót do życia, niech opowie sam autor.

Dwóch mych kolegów po fachu po raz pierwszy zetknęło się z tym zjawiskiem, gdy pacjenci, których odratowali, okazywali wrogość. Jeden z nich reanimował lekarza, któremu przestało bić serce. Po odzyskaniu przytomności mężczyzna ten powiedział ze złością – „Carl, nigdy więcej nie rób mi tego”. Carl zdumiony był tą reakcją, ale po pewnym czasie odratowany lekarz wziął go na stronę, przeprosił za swoje zachowanie i wyjaśnił – „Byłem wściekły, ponieważ przywróciłeś mnie do śmierci, nie do życia”.

Jakże głęboką refleksję możemy wynieść z cytowanych słów. Refleksję, która bardzo często przeplata materiały gromadzone przez doktora Moodego.

Należy do niej również i ta, która mówi o przeobrażającej mocy, jaką wynoszą ludzie z pogranicza śmierci. Autor przytacza kilka przykładów, w których ludzie z „ciemną” przeszłością lub kryminaliści powracają na drogę uczciwego życia, uznając Boską moc, jeśli byli niewierzącymi, bowiem wiedzą, że jakaś Wyższa Moc, Wyższa Inteligencja czy Bóg, zapyta ponownie: Jaka była jakość twojej miłości? Co pożytecznego wynosisz z tego życia?

Pewien pastor, który gromił z ambony grzeszników, głosząc strach i boską zemstę w otmętach piekieł, po powrocie do żywych zmienił się zupełnie. Od tej pory jego słowa z ambony niosły miłość Boga do wszystkich istnień. Do całego świata stworzonego z miłości Bożej.

Inny student teologii w ten sposób streścił swoje doznanie z pogranicza śmierci:

Lekarz powiedział mi, że w czasie operacji omal nie umarłem, a ja na to, że wtedy właśnie odżyłem. Zobaczyłem, jakim nadętym osłem byłem do tej pory z całą tą wiedzą, gardzącym każdym, kto był innego wyznania czy nie podzielał moich poglądów na wiarę.

Wiele znanych mi osób z pewnością się zdziwi, kiedy przekonają się, że Pan nie dba o teologię. Częściowo nawet Go ona bawi, choć w ogóle nie wykazywał zainteresowania kwestią mego wyznania. Chciał wiedzieć, co mam w sercu, a nie w głowie.

W innym miejscu wspomnianej książeczki doktor Moody zwierza się nam, że podczas swoich badań prowadzonych z ludźmi z pogranicza śmierci, zmienił się jego charakter. Zaczął swoich badanych traktować jako przyjaciół – wbrew regułom psychologicznym. Wchodząc w bliskie relacje empatyczne, uzyskiwał on wiele duchowej energii, czego nie sposób doświadczyć w formalnej relacji lekarz-pacjent.

* * *


Kiedy posiadał już blisko sto udokumentowanych regresji, które zbierał w trakcie dwuletniego programu badawczego, zaczął pracować nad tą wcześniej wspomnianą książką  – „Życie przed życiem”. Stwierdził jednak, że materiałów, które posiada, jest zbyt mało, aby się na nich oprzeć. Potrzebował też porównań innych specjalistów z tej dziedziny, by poszerzyć horyzonty swojej książki. Okazało się, że już wcześniej powstała nowa dziedzina terapii regresją. Moody odnotowuje, że:

Taka organizacja skupiająca zwolenników awangardowej terapii, „Nowego Wieku” została oficjalnie zarejestrowana wiosną 1980 roku. Jak wspomina Hazel Denning, wybitna specjalistka w dziedzinie terapii regresji, początek organizacji dał nieformalny zjazd pięćdziesięciu dwóch terapeutów w Irvin, w Kalifornii. Celem zrzeszenia miało być utworzenie głównego ośrodka informacyjnego i szkoleniowego.

Inny godny uwagi cytat to:

Zwolennicy terapii regresji wierzą, że doświadczenia z przeszłego życia mogą wpłynąć na postawę i zachowanie osoby. I tak, na przykład, osoba lękająca się ognia może tak reagować dlatego, że w trakcie regresji spłonęła żywcem w Rzymie za czasów Nerona. Albo boi się latać samolotem, ponieważ w poprzednim życiu zginęła na pokładzie „Hindenberga”.

Terapeuci stosujący regresję w przeszłe życia przyznają otwarcie, że pozostają poza obrębem głównego nurtu psychologii. Niemniej jednak, szczycą się swymi wolnymi od rygorów empiryzmu wyprawami w nowy wspaniały świat.

I choć Moody, jak sam twierdzi, nie wyzbył się całkowicie sceptycyzmu do reinkarnacji, to wierzy, iż regresje radzą sobie z konfliktami psychicznymi w wyjątkowy i skuteczny sposób. A jako psychiatra radzi je stosować nawet tam, gdzie wiara w reinkarnację jest wątpliwa.

Żeby jeszcze lepiej uzmysłowić sobie przemianę, jaka postępowała w doktorze Moodym, przywołamy kolejne jego słowa. Pamiętajmy, że książka ta wydana została w 1990 roku, to jest piętnaście lat po „Życie po życiu”. Cytuję:

Nie jestem pewny, czy się z tym zgadzam. Niewiele można znaleźć naukowych dowodów, jeśli w ogóle, na potwierdzenie reinkarnacji. Ale na pewno nie obala to jej istnienia. Przecież to naukowcy przez wiele lat odrzucali przeżycia na granicy śmierci, aż w końcu dowody na ich istnienie stały się tak nieodparte, że nie można już było dłużej ich negować.

Ale jako psychoterapeuta muszę zaznaczyć, że nieważne, czy przeżycia regresji naprawdę przedstawiają wcześniejsze istnienia czy też nie. Liczy się to, że coraz powszechniej uznaje się je za skuteczne narzędzia psychoterapii.

* * *

Rozmyślanki

W jaki sposób to, kim byłem, determinuje obecną moją postawę, charakter, dążenia i predyspozycje? Czy w ogóle warto rozmyślać nad podobnymi sprawami?

Hm… moja ciekawość bierze się stąd, że wychowałem się w rodzinie wielodzietnej i pomimo takiego samego startu, można by rzec, każde dziecko w mej rodzinie posiada odrębny charakter, zamiłowania, pociąg do wykonywanego zawodu i wiele innych czynników, które powinny być takie same.

Powinny? No cóż, jeśli wykluczyć reinkarnację i założyć takie same warunki wychowawcze w rodzinie: szkoła podstawowa, w której na przykład w wiejskich warunkach są to ci sami nauczyciele, sąsiedzi i rodzeństwo, to powinny. Ale tak nie jest. Co sprawia, że prócz odmienności ciał ujawniamy też inne charaktery i wszelkie dążenia? Czy dusza ma jakiś charakter, który wpływa na osobowość człowieka?

Tutaj znowu dedukcja jest prosta. Gdyby była czystą, niczym nie skalaną lub nowo stworzoną, to musiałaby go nie mieć. Wszystkie dusze byłyby jednakie. Jest inaczej.

Już teraz myślę sobie, że większy problem z rozwikłaniem tego dylematu mają ci, którzy wykluczają reinkarnację i życie przed życiem. W moim rozumieniu nic tak nie kształtuje charakteru duszy, jak jej zebrane życiorysy w różnych czasach, miejscach i środowiskach kulturowych. Również w różnych relacjach podczas odgrywania ról w „Teatrze Ziemia”. Trąci trochę Szekspirem, ale czyż to nie jest najbliższe prawdzie? Bo kimże jestem? Czyż nie tym, kim uczyłem się być, wielokrotnie na innych planach?

Czy nie donoszono nam o wybitnie uzdolnionych dzieciach w jakiejś szczególnej dyscyplinie? Czy nie słyszałeś o buddyjskich lamach z Tybetu, którzy odchodząc z tego świata, pozostawiają swoje osobiste przedmioty w klasztorze i zapowiadają swój powrót za ileś lat, określając wioskę lub prowincję? Wtedy, po upływie tego czasu, inni lamowie odnajdują malca, który rozpoznaje swoje przedmioty i zostaje uznany za kolejne wcielenie linii tego lamy. Potem nastaje czas nauk w klasztorze, które malcowi przychodzą z łatwością. Przecież uczył się tego samego już wcześniej na innym planie.

A może dojrzałem do tego, aby spojrzeć na zjawisko z innej strony? Założyć, że reinkarnacja i wszelkie prawa z nią związane to pewnik. Wtedy rodzą się kolejne pytania. Czy istnieje coś takiego jak misja (przeznaczenie) duszy? Przecież to byłoby logiczne. Skoro rozwój duszy polega na wielokrotnym zmaganiu się z materią. Na różnorodnych konfliktach wynikających z egocentrycznych postaw większości mieszkańców tej Ziemi. Wolna wola zaś to prawo błądzenia, a bunt przeciwko Stwórcy, to oddalanie od drogi powrotu. Powyższe nauki znajdujemy u Cayce’go i znajdujemy je również w rdzennych wartościach wszystkich religii.

Czy misja duszy może być programem, drogowskazem powrotnej drogi do Domu, uwzględniającym potrzeby karmicznych uwarunkowań?

Gdyby się dało własną logikę uniezależnić od społecznych norm, to można by powyższe rozważanie przyjąć za pewnik.

Jednak trudność polega na tym, że niełatwo istnieć w grupie społecznej i być innym. Ludzie przeszedłszy przez doświadczenie śmierci raczej pozostają w cieniu. Znam takie osoby. Bardzo trudno nakłonić ich do zwierzeń. Na pewno próbowali kiedyś to zrobić, jednak gdy spotkał ich brak zrozumienia, wolą pozostawać w cieniu ze swoim doświadczeniem. Doświadczeniem, którego nikt im nie odbierze, ani nie przekręci próbą własnej interpretacji.


Rozdział 4

Inny świat

Pytam się siebie, dlaczego ten świat jest, jaki jest? Co powoduje, że tak go postrzegam? Przecież żyją obok siebie ludzie szczęśliwi i zadowoleni z życia oraz ci, którym ciągle czegoś brakuje, coś nie pasuje, nie idzie po ich myśli. Czy to są inni ludzie? Bogaci i biedni, wykształceni i analfabeci, dobrze urodzeni i źle urodzeni? Może z bogatych krajów i biednych? Nie, szczęścia nie mierzy się tymi kategoriami. Tylko od nas zależy, czy widzimy szklankę w połowie pełną, czy też w połowie pustą. Bo kiedy jedni widzą ogród pełen kwiatów, inni dostrzegają puste miejsca, gdzie one też powinny być.

Jak to jest, że prosta myśl tworzy jakąś rzeczywistość, która ma wpływ na samopoczucie? Ktoś kiedyś powiedział, że „nie mam wpływu na to, jakie myśli do mnie przychodzą, ale ode mnie zależy, jak długo będę je gościć”.

Można siebie zapytać, czy ten świat jest dla mnie gościnny czy obcy, przygarnia mnie, czy też czuję się w nim intruzem? Tutaj też inna refleksja sama się tworzy: „Jak myślisz, tak czuć będziesz”.

Co z tego wynika? Czy zmysły mnie okłamują? Nie, zmysły nie kłamią, one jedynie podają dane. Dane jak zwykłe liczby w jakiejś tabeli – to nic nie znaczy. Dopiero interpretacja danych daje pewną rzeczywistość. Jeżeli wejdziemy głębiej, to zauważymy, że dane to obiektywne postrzeganie, które jest niczym bez interpretacji. Interpretacja zaś – czynnik subiektywny – określa nam stosunek wewnętrzny do danych. Który składnik jest ważniejszy?

Hm… Dla postrzegania ciała na pewno oba. Jednak jest to tylko postrzeganie tego świata. Świata materii. Gdy myślimy, że jest on najważniejszy, to tak jest.

Ktoś kiedyś powiedział, że zbyt wiele filozofując, można postradać zmysły. Czy to dobrze, czy źle? Znowu trzeba by się zastanowić. Dla kogoś, kto zna tylko ten jeden świat i wierzy, że to jedyne miejsce, gdzie istnieje życie, to bardzo źle. Lecz ktoś inny na tym miejscu powie – i bardzo dobrze! Postradać zmysły, to oderwać się od tego świata.

Robił to Cayce, gdy zapadał w trans, czyniły to miliony ludzi, przeżywając doznania śmierci opisane przez Moody’ego. Robili to ludzie poddający się hipnozie, aby móc spenetrować swoje inne życia. Ale nie tylko, robimy to wszyscy w czasie snu.

Odłączając swoją percepcję od zmysłów, zyskujemy niejako inne narzędzie poznawcze. Narzędzie takie posiada każdy, tylko nie każdy o tym wie. A już jak go używać – wiedzą nieliczni.

* * *

Czym jest inny świat?

Mój wewnętrzny głos stawia mi coraz trudniejsze pytania. Bo chyba normalnym jest, że „czym głębiej w las, tym więcej drzew”. No tak – więcej, ale czemu trudniejsze? – Muszą być trudniejsze, przecież ewoluujesz – odpowiada głos. – Im więcej zyskasz odpowiedzi, tym wyższe szczeble drabiny są ci dostępne. A te muszą być trudniejsze.

Pytania o inny świat pochodzą z bardzo wysokiej półki i przeznaczono je dla najbardziej ambitnych umysłów. Jeśli nie wierzysz, to spróbuj podzielić się podobnymi wynurzeniami ze swymi znajomymi. Zobaczysz, co cię spotka. Pytania nadal pozostaną bez odpowiedzi i czy chcesz czy nie, to musisz w samotności drążyć ten tunel. Tak – w samotności, ponieważ pytania takie należy kierować do swojego wnętrza.

I czy podoba ci się, czy nie, to i tak w swoim kulturowym spadku przejąłeś pewne wzorce, wychowanie i sztywne szablony edukacji. Twoje wzorce trzymają twego wewnętrznego interpretatora w potężnych ryzach. Ten zaś bardzo szablonowo traktuje dane dostarczone przez zmysły i nic już nie możesz poradzić, że świat, jaki postrzegasz, jest taki, jaki jest.


Rozdział 6

Wykorzystywanie łączy

Mając już jakieś pojęcie o budowie przepraw na „drugą stronę”, budowie mostów pomiędzy różnymi rzeczywistościami, różnymi światami – możemy zapragnąć czegoś więcej. Możemy zapragnąć korzystania z przepraw dla poznania innych światów, innych rzeczywistości, a może nawet innych wymiarów.

Zapewniam cię – ciekawość nie boli. Ciekawość, to jak najbardziej naturalny odruch każdej istoty. Nie tylko ludzkiej – każdej istoty żywej. I choć miarą ciekawości powinien być potencjał intelektualny, to wiemy dobrze, że nie zawsze tak jest.

Wiemy też, że nie każdego stać na poznawanie nowych światów. Bowiem, jak żeglarz nie odkryje nowych lądów, dopóki nie odważy się zatracić z oczu swojego znanego brzegu, podobnie jest w tym przypadku. Odwaga musi przewyższać bezpieczne ramy poznawanej rzeczywistości. Odwaga musi przekroczyć próg bezpieczeństwa, który wyznaczają utarte wzorce i bezpieczne ścieżki wyryte przez system przekonań. Dopiero wtedy masz szansę z pożytkiem wkroczyć na nieznany grunt, którego penetracja przyniesie nieopisany wzrost świadomości, otwierając przy tym całkiem inne przestrzenie poznawcze.

Pytasz się może, do czego służy przeprawa i co daje penetracja szerszej świadomości? Otóż pierwszą rzeczą, jest odpowiedź na pytania: Skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Są to bardzo ważne pytania, a odpowiedzi na nie pozwalają niejako umiejscowić siebie w dużo szerszym planie Boskiej rzeczywistości.

Kiedy pojmujemy tę kompletną Jaźń, najwyższą świadomość, wtedy zaczynamy inaczej rozumieć siebie, jako oderwany strzępek dużo szerszej świadomości, który w separacji tworzy swoje indywidualne, oderwane „ja”. Dostrzegamy też inne oderwane świadomości, które w zapomnieniu tworzą siebie, choć są częścią dużo większej świadomości –  Uniwersum.

Żeby dotrzeć do odpowiedzi na pytanie „skąd przychodzę”, należy spenetrować swoją podświadomość. Tam zostały zapisane programy na reakcje, odruchy, skłonności i ogólny charakter osobowości. To przeszłość determinuje obecny stan wiedzy, obecny charakter. Przeszłość wypracowana w obecnym życiu przez środowisko i przyswojoną wiedzę. Ale również inne wcześniejsze żywoty mają wpływ na tendencje, podejmowane wybory i inne elementy składowe osobowości.

Dotarcie do wyższej płaszczyzny duchowej – nadświadomości – przybliża nam odpowiedź na pytanie: dokąd zmierzam? Tutaj bowiem zawarta jest struktura budowy coraz wyższej świadomości, aż do Absolutu, Boskości, czy najwyższej świadomości.

I choć wydawałoby się, że do pokonania są ogromne przestrzenie, by dotrzeć do wartościowych miejsc, gdzie przechowywana jest wiedza o nas samych, to dla ducha – a taką jest świadomość – przestrzenie te nie mają znaczenia, ponieważ wszystkie wzorce wibracji są już w nas.

Można tu użyć metafory, że nasza wewnętrzna wyszukiwarka jest w stanie odnaleźć każdy link, adres, wibrację potrzebnej wiedzy, żeby tam dotrzeć po niewidzialnych łączach. Łączach na wzór internetowych światłowodów niosących informacje z całego Uniwersum.

Dlatego już teraz, z prostej dedukcji wynika, że im częściej penetrujesz swoje wnętrze, tym więcej wiedzy wydobywasz z Sytemu. Najpierw mogą to być luźne, dość chaotyczne informacje, żeby z nabieraniem wprawy sięgać po te przydatne.

Możesz też przy pomocy instruktora dotrzeć poprzez odmienne stany świadomości po łączach do wiedzy o sobie, żeby w przyszłości samemu, za sprawą ćwiczeń medytacyjnych, poznać ścieżki dostępu do takich miejsc. Każda opcja niosąca wiedzę o sobie jest przydatna i wartościowa.


Rozdział 8

Przekraczanie ram

Ramy rzeczywistości to niejako potoczne określenie systemu przekonań, wyznaczającego nam pewne wzorce. Wzorce zachowań, wzorce reakcji spontanicznych powodowane zewnętrznymi impulsami, czy wreszcie sposób bycia w otaczającym nas środowisku.

Każdy z nas starając się zachować swoją „twarz”, być w zgodzie ze sobą i z otoczeniem, przestrzega pewnych norm. Zaś normy, którymi się kierujemy, wyznaczają nam pewne ramy rzeczywistości. Można je również nazwać „okręgiem swojej wyobraźni”, których raczej nie przekraczamy.

Nasze życie składa się z przeróżnych doświadczeń mieszczących się w ściśle określonych ramach. Nawet nie zdając sobie sprawy, powtarzamy, często z uporem, pewne wzorce przekonań, nie zwracając uwagi, czy one nam służą w tym momencie.

Jest wiele wzorców, które już dawno przestały nam służyć, przestały ochraniać, bowiem świat ciągle się zmienia. Ale wzorce pochodzące od przodków nadal wyznaczają pewne sztywne ramy – zniewalają one twórczą inwencję ludzkiej osobowości.

Niektórzy są nawet z siebie dumni, że podtrzymują tradycje rodzinne, tradycje kulturowe, czy też tradycje religijne. Tym osobom trudno zauważyć, że ich ramy odniesienia bardzo mocno zniewalają i ograniczają świat, w którym przyszło im doświadczać życia.

Są instytucje wytyczające i podtrzymujące ciasne ramy rzeczywistości, bo w ten sposób utrzymują swoją władzę. Powołując się na przeszłość, na przodków i tradycje z minionych epok, w imię patriotyzmu i rozmaitych sentymentów zamykają nas w ciasnych ramach własnej rzeczywistości. Ustanawia się w ten sposób władzę, ukryty totalitaryzm i formy kontroli.

Pewien nauczyciel uczył mnie, jak rozpoznać swój „okrąg wyobraźni”, żeby choć na chwilę móc wyjść  poza ograniczenia, poza wszelkie ramy. Wtedy możemy dostrzec inne możliwości, świat o szerszych horyzontach i większym potencjale w tworzeniu swojej płaszczyzny odniesienia. Obejrzeć przez chwilę świat z innej perspektywy w swojej wyobraźni. A kiedy uznamy, że jest on lepszy, posiada mniej ograniczeń i daje więcej kreatywności, wtedy nasze starania należy skierować na stałe poszerzenie okręgu wyobraźni czy też ram rzeczywistości.

* * *

Do czego te ramy?

Jak to jest, że jednemu człowiekowi wystarcza odwagi, żeby pójść dalej w swoich dociekaniach, gdy znacznej większości jej zabraknie? Wielu ludzi cieszy się z ciepełka, jakie dają im ramy skrojone przez społeczeństwo i rodzinne pielesze. Czy nie lepiej cieszyć się swoją konformistyczną postawą i nie odstawać od grupy?

- Masz rację, że lepiej – odzywa się wyższy intelekt. – Ale w tym miejscu należałoby się siebie zapytać: Jaki jest cel mojego tu przybycia, albo jaki jest sens zaistnienia w tej czasoprzestrzeni? W świecie materii.

- Jak to, jaki jest sens? Przecież religie to dokładnie wyjaśniają. Czy trzeba czegoś jeszcze?

- Myślałby kto. Chcesz mi powiedzieć, że wiara w jedyną prawdę objawioną, wiara w doktryny wsparte na fundamentach dogmatycznych może ciebie zadowolić? Albo życie po życiu, czyli w niebie, bez życia przed życiem? Jaką ilość dusz wygenerowałoby to przez milion lat, oględnie licząc, istnienia rozumnych istnień na Ziemi?

Czy w swoich ramach dopuszczasz przekonanie, że Bóg stwarzając ciebie na swój obraz i podobieństwo, daje ci tylko jedną szansę na zbawienie. Gdy nakazów i zakazów jest ogromna ilość?

Czy Bóg żądny władzy, posłuszeństwa i upokarzania swoich dzieci nie jest wymysłem religii żądnych tych samych przymiotów? Czy takie ramy podobają się tobie, gdy przyjmujesz konformizm?

- No wiesz… Nie myślałem, że aż tak ogromną przepaść mi ukażesz.

- Nie jest to przepaść, wziąwszy pod uwagę, że od początku tej książki starasz się ujawniać ludzi, którzy przekroczyli swoje ciasne ramy, aby kierując się swoją wewnętrzną ideą stworzyć coś nowego.

Przypomnij sobie Edgara Cayce, pobożnego prezbiterianina. Z „Biblią” w ręku każdego dnia. Mistyka, który dowiaduje się o reinkarnacji od swych duchowych autorytetów. Dla niego był to szok, ale podołał temu wyzwaniu na korzyść wielu ludzi.

* * *


Komunikacja transpersonalna

Komunikacja międzyludzka – wiemy czym jest. Ludzie komunikują się miedzy sobą na wiele sposobów, ale najważniejsze są dwa. Komunikacja werbalna, wyrażana mową wysławianą lub zapisywaną i ta niewerbalna, przy pomocy gestów, mimiki, postawy ciała, itp. Ta druga częściej służy do porozumiewania się na poziomach podświadomych. Skądś wiemy, co dana osoba chce przekazać, choćby nawet mówiła coś innego. Mowa ciała jest bardziej prawdziwa, autentyczna, gdyż wynika z nieuświadomionego przekazu.

Świadomie można kogoś oszukiwać, ale wprawne oko obserwatora w mig dostrzeże fałszywy przekaz. Ludzie ćwiczący się w przekazach mowy ciała łatwo odczytują charakter człowieka, jego intencje i wiele cech psychofizycznych.

- Zaraz, zaraz. Coś słabo sobie radzisz z układaniem form komunikacji – wtrąca się wyższy intelekt.

- Mnie się zdawało, że dobrze, ale jeśli już jesteś, to powiedz coś na ten temat.

- Dobrze. Zacznij od tego, że jest tyle poziomów komunikacji, ile jest ciał wyodrębnionych w istocie ludzkiej. Jak to już zostało wcześniej przytoczone, jest ciało fizyczne, astralne lub emocjonalne, potem mentalne, dalej przyczynowe i duchowe. Trzy pierwsze należą do osobowości, choć ciało mentalne ma podwójną naturę. Część jego jest przyporządkowana do czasoprzestrzeni, a część jest wolna i potrafi wibrować poza czasem i przestrzenią.

Ciała przyczynowe i duchowe to ciała ponadosobowe i w żadnym stopniu nie podlegają czasoprzestrzeni świata fizycznego.

- A co z komunikacją?

- Zaraz, po kolei. Otóż na poziomie ciała fizycznego to proste – język werbalny. Mowa ciała – to język emocji. Na tym poziomie porozumiewają się nasze ciała emocjonalne. Ciała mentalne, czyli umysły są już na wyższym poziomie. Bywa, że ktoś komuś przekaże swoje myśli i ta druga osoba je odbierze. Jednak są to przypadki bardzo zżytych ze sobą osób. Natomiast, gdy człowiek jest spójny ze sobą, umysł kontroluje emocje i ciało. Wtedy wypowiadane myśli są precyzyjnie ubierane w słowa, a do tego dołącza się spójny przekaz emocji, czysta mowa ciała. Spójność człowieka charakteryzuje zachowanie hierarchii; umysł, emocje, ciało. Gdy hierarchia w osobowości jest przestawiona, wtedy mówimy o braku spójności i czystości przekazu.

- No dobrze, a co z komunikacją ponadosobową?

- Już do tego dochodzimy. Zauważ, że są jeszcze wyższe ciała. Otóż za pomocą ciała przyczynowego, które ma każda istota, możemy sięgać nawet do istot ponadosobowych. Tych, które nie mają ciała fizycznego, i to jest całkiem autentyczne. Należy jedynie wznieść się na poziom nadświadomości albo ciała przyczynowego i połączyć się z inną formą istnienia. Wtedy za sprawą takiego połączenia język mentalny, ponadczasowy jest czystą telepatią. Wtedy pomyślane pytanie w tym samym czasie rodzi odpowiedź. Tak wygląda komunikacja transpersonalna. Używamy jej w przekazach z Mistrzami, Duchowymi Nauczycielami i innymi Bytami istniejącymi w formie pozacielesnej. Tak to jest.

- Dzięki, że wyjaśniłeś to bardziej zrozumiale.


Rozdział 10

Szlachetne idee

Jeśli najgłębsze pokłady naszego sumienia przekładają się na najszczytniejsze idee, to dlaczego z nich nie korzystać? Czyż nie czas, aby zrobić użytek z czegoś, co jest wewnątrz nas? To, co jedni określają jako głos duszy, inni przemawianie sercem, a niektórzy mówią o sumieniu – jest to przecież najprawdziwsza energia miłości. Energia pochodząca z jakiegoś Wyższego Istnienia. Wszyscy wiemy, że ta energia zawierająca czysty pierwiastek bezwarunkowej miłości pochodzi od jakiejś Wyższej Inteligencji. Inteligencji, z której zawsze możemy brać przykład i budować na jej „fundamencie” swoje najbardziej szlachetne idee.

Bo czymże jest miłość, która zawsze uskrzydla, która przeciwstawia się wszelkiemu lękowi i otwiera niedosiężne Tajemnice Istnienia? Czyż nie jest to najbardziej uniwersalny „klucz” do wszystkich tajemnic Wszechświata, umożliwiający przekraczanie granic zastałej rzeczywistości?

Będziemy tutaj prowadzić takie i inne dywagacje, żeby lepiej zrozumieć budowanie idei, którymi każdy z nas się posługuje. I czy zdaje sobie z tego sprawę, czy też robi to zupełnie bezwiednie, to przecież warto zadać sobie pytanie o sens istnienia. Zaś porównując sens istnienia z jakimś programem czy misją, odkrywamy, że musi się on wspierać na jakiejś szlachetnej idei, a tę łatwiej jest rozpoznać za sprawą sumienia, głosu duszy czy serca, jak kto woli.

Pozwól sobie na chwilę zadumy.

Jeden z przyjaciół spytał studenta uniwersytetu: „Po co chodzisz do Mistrza? Czy on pomoże ci zarobić na życie?”
„Nie, ale dzięki niemu będę wiedział, co zrobić z życiem, kiedy już na nie zarobię”, brzmiała odpowiedź.

Ojciec Anthony de Mello

Również i tutaj mistyk zachęca nas do szukania szczytnych idei, z którymi życie staje się łatwiejsze.

Nawet mój „idol”, którego technikę starałem się modelować w trakcie nauki hipnozy, wyznawał, że lepiej być uzdrowicielem niż tradycyjnym lekarzem. Milton Erickson, bo o nim tu mowa, szybko uświadomił sobie, jak bardzo zubaża ograniczanie się w praktyce terapeutycznej do wiedzy udowodnionej naukowo i odpowiadającej poziomowi danej specjalności. Ideał szamana, uzdrowiciela i nauczyciela, który przez tysiące lat udowodnił swoją społeczną przydatność, bardziej zgadzał się z jego postrzeganiem siebie jako człowieka pomagającego ludziom, niż szkolny wzór lekarza.

* * *

Czym są idee?

Czym są idee i czemu one służą? Często się nad tym zastanawiam, dlaczego jedne idee służą człowiekowi, jego wzrostowi, kreatywności i wewnętrznej satysfakcji. Inne natomiast służą pewnym grupom do manipulacji jednostkami, grupami a nawet całymi narodami.

Pamiętam, jak naśmiewano się kiedyś z partyjnych ideowców. Ale przecież teraz też są partie. Jest ich nawet dużo więcej. To one rządzą polityką kraju. Czy ich idee są lepsze?

Jak to przejrzeć, które są wzniosłe i służą wzrostowi ludzkiej godności, a które są przedmiotem manipulacji dla zdominowania indywidualności osobistej?

- No jak to, nie zauważasz podstawowego wzorca, który nadaje ideom cechę przynależności?

- Jakiego wzorca? – dziwi się analityczny umysł.

- A tak. Ten wzorzec to intencje. Czy słyszałeś kiedyś partyjnych ideowców? Czy zauważyłeś, że co innego mówią, a co innego czynią? A czy przyglądałeś się ideom religijnym? One też głoszą Boga, którego musisz się bać, bo inaczej nie mieliby nad tobą władzy. To wszystko polega na potrzebie władzy, dominacji i egocentryzmie.

Jeśli zaś weźmiesz za wzorzec intencje, to zauważysz, że pewne idee nacechowane są emocjami, a inne jako uczucia wypływają wprost z serca. Nie trudno się też domyślić, że te emocjonalne mają na celu konsolidować grupy, którymi łatwo jest zarządzać i manipulować. Zaś te płynące z serca, szlachetne idee mówią, że jako istota sama z siebie jest doskonałością. Że porzuciwszy lęki i ograniczające ramy społecznych rzeczywistości, sam w sobie odnajdujesz najwyższe idee indywidualnej istoty ludzkiej. Sam w sobie masz już najszlachetniejsze programy, żeby za sprawą sumienia wydobywać na wierzch te szczytne idee.

- No dobrze, a co z ideami, które głoszą, że: moja religia jest lepsza, mój kraj jest lepszy, moja rodzina, uczelnia a nawet płeć jest lepsza?

- Przecież już mówiłem. To są idee budowane na emocjach, a wszystkie, które wymieniłeś, można zamknąć jednym hasłem: Separacja. Czy pamiętasz pewne słowa, które tak ci się kiedyś podobały? Pozwól, że je tutaj przytoczę.

„Łącząc się w rodziny, narody i państwa ludzie wznoszą nieprzezwyciężone bariery na drodze do prawdziwego zjednoczenia” – Lew Tołstoj.

Możesz szukać swojej godności w oddzielaniu i egocentryzmie albo w łączeniu i miłości. Co wybierasz?

- No tak. Twoja idea jest rzeczywiście ponadczasowa i ponadosobowa, czy to jest głos duszy?

- Właśnie tak. Kiedy wsłuchujesz się w głos swego sumienia, głos serca i łączysz się ze swoimi najwyższymi ideami, słuchasz głosu duszy. Jest to najprawdziwsza podpowiedź z twojego „potem”, czyli świadomości bardziej dojrzałej od osobowości, którą znasz.

- Wielkie dzięki, to rzeczywiście głębokie zrozumienie.


Rozdział 12

Terapia transpersonalna

Czy to nie jakiś przekręt? Terapia transpersonalna? Czymże ona jest? Jestem przekonany, że większość psychologów nie słyszała o takim określeniu, a jeszcze większa ich liczba nie umie sobie wyobrazić, czym miałaby być taka terapia. Owszem, o psychologii transpersonalnej mówi się w niektórych kręgach, ale czy to są poważne rozmowy? Czy można tę gałąź, odłam poważnej nauki, traktować z należytym szacunkiem, gdy wymyka się z ram stricte naukowych?

Jak to ująć, czym zmierzyć powagę zwrotu „terapia transpersonalna”? A sens, jaki temu przyświeca, czy jest on rozsądnym działaniem?

Zacznijmy może od psychologii transpersonalnej, która może być pomostem do zrozumienia samej terapii.

Podobnie jak wcześniej przybliżyłem sylwetkę Miltona Ericksona, żeby lepiej oddać terapię hipnozą, tak i teraz pokrótce sięgnę do psychologii transpersonalnej.

* * *

Cóż to za terapia?

Jak można nazwać terapią przykładowy wgląd w życie po życiu opisane przez Moody’ego? Albo – czy można dopatrzyć się jej w oglądzie Ksiąg Życia w duchowej bibliotece, gdzie zapisano dzieje i doświadczenia życiowe każdej duszy? – dopytuje się analityczny rozum.

- Nie nazywaj tego terapią, jeśli ci to nie pasuje, ale zrozumieniem istoty samego siebie – odzywa się wyższy intelekt. Istota sama w sobie nie ma ani początku, ani końca. A im większy horyzont oglądu rzeczywistości jest ona w stanie wykreować, tym szerszą świadomością dysponuje. Każde poszerzanie ram jest niejako przywracaniem wolności, jeśli założysz, że kiedyś pewien wycinek świadomości, dużo szerszy od tej, jaką znasz, został poddany amnezji i przypisany pewnemu ciału. Stało się to oczywiście za jego zgodą, po to, aby stworzyć psychiczno-fizyczną istotę ludzką. Istotę, która w zapomnieniu tworzy całkowicie odrębną tożsamość, by na swój sposób doświadczać wolnej woli. Amnezja to bardzo ważny czynnik pozwalający błądzić takiej istocie i na swój własny sposób przypominać sobie siebie. Swoją prawdziwą duchową tożsamość, zamkniętą w kapsule podlegającej czasowi i przestrzeni, by wieść ludzką drogę życia. Zauważ też, że jedne istoty ludzkie wiodą swój żywot w trudach i znoju, nie pogodziwszy się z losem. Zaś inne, pogodzone ze swoimi wyzwaniami, starają się godnie przyjmować wszelkie doświadczenia. Jak myślisz, czym różnią się te istoty od siebie?

- No myślę, że chodzi tutaj o stopień świadomości. Tego, kim są z szerszej perspektywy, czyż nie tak?

- Właśnie! Bardzo dobrze kombinujesz. Chodzi tutaj o szersze zrozumienie swojej prawdziwej tożsamości. A co za tym się kryje, również hierarchii elementów składowych tożsamości. Jak już wiadomo, istota ludzka składa się z ciała fizycznego, ciała emocjonalnego, ciała mentalnego. To elementy osobowości. Potem są ciała przyczynowe i duchowe – to te ponadosobowe, transpersonalne. Przy tym należy pamiętać o zasadach, według których ciało emocjonalne napędza do działania ciało fizyczne, ale umysł, czyli ciało mentalne winno panować nad emocjonalnym. Wtedy zachowana jest harmonia w działaniu. Gdy jednak pozwalamy emocjom zarządzać, to tak, jakbyśmy pozostawili samochód w ruchu bez kierowcy. Myślenie w hierarchii jest ponad emocjami. Lecz tutaj kończy się osobowa świadomość. Ciało przyczynowe i duchowe to ponadosobowe formy istnienia, do których dostęp możemy wyrobić sobie poprzez pracę nad sobą. I choć nie są to łatwe doświadczenia, wielu ludzi dochodzi do takich umiejętności.

- A powiedz mi jeszcze – dopomina się analityk – co powoduje godzenie się z losem jednych ludzi i ciągłą walkę z przeciwnościami innych?

- Jak to? Przecież wynika to z samej hierarchii ważności. Kiedy pozwalasz emocjom wychodzić na pierwszy plan, wtedy jest tak, że ciągle walczysz jak Donkiszot. Lecz kiedy rozumienie staje na szczycie drabiny osobowości, wtedy godzenie wartości jest nadrzędnym aspektem działania. Czy teraz jaśniej rozumiesz te zawiłości?

- Tak! Zawsze wierzyłem, że myślenie ma przyszłość.

- To dobrze.

Terapia transpersonalna i Michael Newton

Doktor Michael Newton, psychoterapeuta i specjalista od doradztwa personalnego, został wychowany w duchu ateistycznym. Jego praktyki w pomaganiu pacjentom daleko odbiegały od wszelkiej duchowości. Jak twierdzi sam o sobie: był człowiekiem racjonalnym, czyli „twardo stąpającym po Ziemi”. Owszem słyszał od innych ludzi o regresjach do minionych wcieleń i o tym, że mogą one być przydatne w psychoterapii, lecz jako behawiorysta trzymał się swoich zasad. Jak pisze o sobie, wolał trzymać się naukowych i czysto klinicznych sposobów leczenia pacjentów, natomiast wszelkie metafizyczne nowinki związane z reinkarnacją zgłębiał jedynie teoretycznie.

Tak było aż do czasu, kiedy przybył do niego pacjent z chronicznym bólem w prawym boku. Pacjent ów był leczony przez innych lekarzy i nie stwierdzono u niego żadnych urazów, ani konkretnych powodów dolegliwości. Uznano więc ten przypadek za psychosomatyczną dolegliwość i dlatego trafił on do doktora Newtona.

W hipnoterapii bardzo popularnym mechanizmem na zmianę dolegliwości jest polecenie zwiększenia tego bólu do granic wytrzymałości, żeby potem zmniejszać go w dowolny sposób. Nauczenie pacjenta samodzielnej regulacji odczuwania bólu jest jednym ze sposobów radzenia sobie z nim. Newton użył więc tego sposobu, a wtedy pacjent wyobraził sobie, że został pchnięty nożem w bok.

Terapeuta poszedł dalej za wyobrażonym obrazem w poszukiwaniu jego źródła. Drążąc coraz głębiej źródłowe wspomnienia odkrył, że obrazy te pochodzą z pola bitwy. Była to pierwsza wojna światowa, a ów pacjent jako żołnierz walczący we Francji został pchnięty bagnetem w bok. Wtedy po zwykłej procedurze odczulającej problem bólu zniknął niemal jak za dotknięciem „czarodziejskiej różdżki”.

Jest rzeczą znamienitą, że w terapii transpersonalnej obraz jakiegoś zdarzenia jest podawany poprzez intuicję, który to wewnętrzny interpretator obraz z wyobraźni nakłada na rzeczywistość. Wtedy dalsze drążenie źródeł danego obrazu ujawnia nam inną rzeczywistość spoza czasu i przestrzeni. W tym przypadku z innego życia.

Doktor Newton w ten sposób przekonał się, że terapia regresją do minionych wcieleń może być przydatna w jego codziennej pracy z pacjentami. Od tego zdarzenia zmienił zdanie i rozpoczął stosowanie regresji reinkarnacyjnych w swoich praktykach hipnoterapeutycznych, dołączając w ten sposób do grona specjalistów w tej dziedzinie. I nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie kolejne zdarzenie po kilku latach. Przypadek otwierający przed doktorem Michaelem Newtonem nową drogę badawczą.

Ów przypadek słowami Newtona przytoczyłem w rozdziale piątym. Tutaj przypomnę jedynie, że chodziło o kobietę w średnim wieku, cierpiącą na poczucie osamotnienia w ziemskim życiu. Kiedy została poddana regresji do minionych wcieleń, nie odnalazła tam przyczyny swego smutku. Gdy jednak po śmierci w którymś wcieleniu Newton wydał jej polecenie odszukania przyczyny swojej tęsknoty, ona znalazła się wśród swoich zaprzyjaźnionych dusz. Teraz ze łzami w oczach oznajmiła, że jest wśród nich i raduje się ze swego powrotu. Było to miejsce w świecie duchowym, gdzie dusze przebywają pomiędzy wcieleniami. Doktor Newton zdał sobie sprawę, że kobieta musiała być bardzo wrażliwym medium, gdyż wystarczyło jej tak krótkie polecenie, aby przeniosła się do przestrzeni duchowej. I tak też zrozumiał dużo szersze możliwości penetrowania świadomości dusz ze stanu istnienia w ich prawdziwym „duchowym domu”.

Jak się dowiadujemy dalej, zakończył on szybko tę sesję, żeby analizując jej nagranie, odszukać elementy, które zezwoliły przejść pacjentce na inny poziom świadomości.

Już teraz, na podstawie przytoczonego wcześniej materiału, możemy się domyślać, że penetracja minionych wcieleń to penetracja prepersonalnych zasobów naszej jaźni. Te podświadome zdobycze, spoza czasu i przestrzeni, mogą być penetrowane przy pomocy nadświadomej części Jaźni. Tak więc transpersonalna część tożsamości bierze udział w kompletowaniu wiedzy dla ogólnej terapii. Lecz kiedy kończy się oglądane życie, jego podświadomy zapis znika. Zostaje kontakt z duszą, czyli transpersonalną częścią Jaźni.

Przytaczałem wcześniej doświadczenia doktora Weissa. Pamiętamy, że kiedy świadomość duchowa oczekiwała po śmierci jednego żywota na kolejne wcielenie, wtedy zdarzały się przypadki przemawiania Mistrzów przez ciało będące w transie. Tutaj ujawniane są dużo szersze możliwości nadświadomości.

Kiedy Michael Newton analizował sesje z przejścia swojej pacjentki, po śmierci ciała, do „swojego wiecznego domu”, doszedł do bardzo konstruktywnego wniosku. Uwierzył w to, że istnieje jakieś życie (istnienie) dusz pomiędzy wcieleniami. Uwierzył też, że badania tych przestrzeni są możliwe, jeśli wypracuje się odpowiednie sposoby na utrzymanie kontaktu z duszą, która opuściła ciało po śmierci w innym życiu.

Okazało się, że owe nadświadome stany duchowe, dają się utrzymywać i kontakt z tą częścią świadomości jest możliwy. Wtedy to właśnie M. Newton całym sercem przeniósł swoją pasję na badanie życia dusz pomiędzy wcieleniami. Zrozumiał bardzo szybko, że odnalezienie swojego miejsca w świecie duchowym wnosiło o wiele więcej wartości, niż badanie minionych wcieleń.

* * *

Co jest ważne?

Co jest ważne dla ciebie – pyta się Wyższy Intelekt osobowości cielesnej.

- No przecież wiesz. Żeby tu przetrwać, potrzebnych jest wiele rzeczy. Ważne jest mieszkanie, pożywienie i odzienie. To najważniejsze potrzeby socjalne. Do potrzeb intelektu należy zaliczyć wykształcenie, zawód i obycie w grupie społecznej. Zaś potrzeby emocjonalne charakteryzuje rozrywka, wypoczynek, relacje międzyludzkie i zapewne też pasje dające „Powera”. Żeby to wszystko mieć, trzeba o nie zabiegać, czasami walczyć i gromadzić. Przecież nigdy nie wiesz, co jest potrzebne teraz, a co wykorzystasz w przyszłości. Im więcej posiadasz, tym bardziej jesteś pewny swego jutra. Twoja prognoza przetrwania wzrasta wraz z nadziejami na lepsze potem. Przecież wszystkie starania, zabiegi i nadzieje motywowane są lepszym jutrem, pewniejszą przyszłością i większym komfortem życia. Chociaż wiesz, nie zawsze znajdujemy czas, żeby cieszyć się ze swoich osiągnięć.

- A jak myślisz, dlaczego w pędzie do doskonałości, do dóbr materialnych zapominacie o najważniejszym. O cieszeniu się życiem? – dopytuje dalej.

- No widzisz, tak to już jest. Kiedy człowiek jest młody, nie myśli o końcu życia. Wie, że czeka go dorosłość, szczeble kariery, rodzina i gdzieś w perspektywie, jakiś sukces życiowy. Lecz gdy jest już poza połową swego życia i wie, że jego schyłek postępuje według coraz bardziej stromej linii, wtedy myśli inaczej. Przetrwanie wspomnień o sobie, swojej historii, pragnie pozostawić potomnym. Wiara wywodząca się z ludzkiej świadomości każe myśleć, że im więcej dóbr pozostawi po sobie, tym dłużej przetrwa wspomnienie o nim. I wszystko jedno, czy będą to dobra materialne, intelektualne czy te artystyczne poruszające wewnętrzną strunę uczuć. Każda forma jest dobra na przetrwanie wspomnień. Właśnie taki tok rozumowania przeważa w ludziach.

- Wiesz? To bardzo rozsądny punkt widzenia. Jako istota duchowa, nieśmiertelna dusza, mam zupełnie inną perspektywę oglądu. Moje programy i potrzeby nie są z tego świata, nie obliguje ich czas, ni przestrzeń.

- A jakie są twoje potrzeby i programy, o jakich wspominasz? – pyta intelekt.

- Trudno jest ująć w kilku zdaniach całokształt zaistnienia w takiej formie. Łączy się na to wiele istnień w ludzkich ciałach, bowiem dusze dają sobie nawzajem pewne pola odniesienia dla kształtowania charakteru i wzrostu świadomości w kierunku Źródła Stworzenia. Często to, co z waszej pozycji wydaje się być niegodziwym czy haniebnym ze strony drugiej osoby, dusze odbierają inaczej. Wiedzą, że taka relacja jest potrzebna, bo ucząca.

Jednak brak porozumienia duszy z osobowością, wprowadza ten dysonans. Wtedy ciało cierpi i dusza cierpi. Gdy dusza wie, że wszystkie punkty programu życia na Ziemi zostały precyzyjnie uzgodnione, pozostaje jej tylko zachęcanie osobowości do innego oglądu danej relacji. Każda ważna relacja międzyludzka to precyzyjny program spoglądania na siebie oczami drugiego człowieka. Spójrz teraz na siebie oczami duszy, jak trudno wyrwać się ze „szponów” egocentryzmu każdej ludzkiej istocie. Istocie będącej połączeniem materii z duchowością, żeby ujrzała siebie oczami swego przeciwnika. Prawda, że nie jest to łatwe? Tak jak i godzenie interesów osobowości z interesami duszy.

Lecz kiedy cała osobowość zaczyna rozumieć, że życie ziemskie jest tylko chwilą, jest tylko przelotnym epizodem, to wtedy może dojść do wniosku, że warto poświęcić się dla wyższej idei. I to jest najważniejsza konkluzja z tej dyskusji. Owa konkluzja, jaka wypływa z poddania egocentrycznej postawy naszej osobowości, jakiejś wyższej idei, jest tym najbardziej kreatywnym wzorcem, jaki wyłania się z dyskusji. Dialogu dwóch części: osobowości i duchowej tożsamości, czyli duszy. Każda z nich ma jakieś potrzeby, pragnienia i dążenia. I ważne jest, by przekraczając osobową świadomość, wchodzić na płaszczyznę duchowej tożsamości i tam prowadzić dyskusję. Taką dyskusję przy „okrągłym stole”, gdzie każda część wyraża swoje potrzeby, pragnienia i marzenia. A może nawet cele, jakie im kiedyś postawiono.

Warto jest o tym rozmawiać, bowiem każda rozmowa, każda dyskusja przynosi jakiś konsensus. Rodzi jakąś płaszczyznę porozumienia, w której możemy dojść do szerszej konfrontacji, więcej niż tylko jednej potrzeby.

Czy przystajesz na taki punkt widzenia?

- O tak! I muszę przyznać, że obstaję za bardzo szerokimi horyzontami postrzegania rzeczywistości.

- Dobrze. Dlatego się dogadujemy.


[1] I. Sharma, Cayce – karma i reinkarnacja, Dom Wydawniczy LIMBUS 1997r. Tłumaczenie: Monika Dalecka

[2] N. Langley, Odszedłem żeby wrócić,  Dom Wydawniczy LIMBUS 1994r. Tłumaczenie: Małgorzata Michalska

[3] Tamże

[4] Źródło: WIKIPEDIA

[5] R. Moody, Życie po życiu, Dom Wydawniczy LIMBUS 1992r. Tłumaczenie: Irena Doleżal-Nowicka

[6] R. Moody, W stronę światła, Dom Wydawniczy LIMBUS 1992r. Tłumaczenie: Sławomir Studniarz

[7] Tamże

[8] R. Moody, Życie przed życiem, Dom Wydawniczy LIMBUS 1992r. Tłumaczenie Sławomir Studniarz.

[9] Tamże