Fragmenty część I

Rozdział 12

Terapia transpersonalna

Czy to nie jakiś przekręt? Terapia transpersonalna? Czymże ona jest? Jestem przekonany, że większość psychologów nie słyszała o takim określeniu, a jeszcze większa ich liczba nie umie sobie wyobrazić, czym miałaby być taka terapia. Owszem, o psychologii transpersonalnej mówi się w niektórych kręgach, ale czy to są poważne rozmowy? Czy można tę gałąź, odłam poważnej nauki, traktować z należytym szacunkiem, gdy wymyka się z ram stricte naukowych?

Jak to ująć, czym zmierzyć powagę zwrotu „terapia transpersonalna”? A sens, jaki temu przyświeca, czy jest on rozsądnym działaniem?

Zacznijmy może od psychologii transpersonalnej, która może być pomostem do zrozumienia samej terapii.

Podobnie jak wcześniej przybliżyłem sylwetkę Miltona Ericksona, żeby lepiej oddać terapię hipnozą, tak i teraz pokrótce sięgnę do psychologii transpersonalnej.

* * *

Cóż to za terapia?

Jak można nazwać terapią przykładowy wgląd w życie po życiu opisane przez Moody’ego? Albo – czy można dopatrzyć się jej w oglądzie Ksiąg Życia w duchowej bibliotece, gdzie zapisano dzieje i doświadczenia życiowe każdej duszy? – dopytuje się analityczny rozum.

- Nie nazywaj tego terapią, jeśli ci to nie pasuje, ale zrozumieniem istoty samego siebie – odzywa się wyższy intelekt. Istota sama w sobie nie ma ani początku, ani końca. A im większy horyzont oglądu rzeczywistości jest ona w stanie wykreować, tym szerszą świadomością dysponuje. Każde poszerzanie ram jest niejako przywracaniem wolności, jeśli założysz, że kiedyś pewien wycinek świadomości, dużo szerszy od tej, jaką znasz, został poddany amnezji i przypisany pewnemu ciału. Stało się to oczywiście za jego zgodą, po to, aby stworzyć psychiczno-fizyczną istotę ludzką. Istotę, która w zapomnieniu tworzy całkowicie odrębną tożsamość, by na swój sposób doświadczać wolnej woli. Amnezja to bardzo ważny czynnik pozwalający błądzić takiej istocie i na swój własny sposób przypominać sobie siebie. Swoją prawdziwą duchową tożsamość, zamkniętą w kapsule podlegającej czasowi i przestrzeni, by wieść ludzką drogę życia. Zauważ też, że jedne istoty ludzkie wiodą swój żywot w trudach i znoju, nie pogodziwszy się z losem. Zaś inne, pogodzone ze swoimi wyzwaniami, starają się godnie przyjmować wszelkie doświadczenia. Jak myślisz, czym różnią się te istoty od siebie?

- No myślę, że chodzi tutaj o stopień świadomości. Tego, kim są z szerszej perspektywy, czyż nie tak?

- Właśnie! Bardzo dobrze kombinujesz. Chodzi tutaj o szersze zrozumienie swojej prawdziwej tożsamości. A co za tym się kryje, również hierarchii elementów składowych tożsamości. Jak już wiadomo, istota ludzka składa się z ciała fizycznego, ciała emocjonalnego, ciała mentalnego. To elementy osobowości. Potem są ciała przyczynowe i duchowe – to te ponadosobowe, transpersonalne. Przy tym należy pamiętać o zasadach, według których ciało emocjonalne napędza do działania ciało fizyczne, ale umysł, czyli ciało mentalne winno panować nad emocjonalnym. Wtedy zachowana jest harmonia w działaniu. Gdy jednak pozwalamy emocjom zarządzać, to tak, jakbyśmy pozostawili samochód w ruchu bez kierowcy. Myślenie w hierarchii jest ponad emocjami. Lecz tutaj kończy się osobowa świadomość. Ciało przyczynowe i duchowe to ponadosobowe formy istnienia, do których dostęp możemy wyrobić sobie poprzez pracę nad sobą. I choć nie są to łatwe doświadczenia, wielu ludzi dochodzi do takich umiejętności.

- A powiedz mi jeszcze – dopomina się analityk – co powoduje godzenie się z losem jednych ludzi i ciągłą walkę z przeciwnościami innych?

- Jak to? Przecież wynika to z samej hierarchii ważności. Kiedy pozwalasz emocjom wychodzić na pierwszy plan, wtedy jest tak, że ciągle walczysz jak Donkiszot. Lecz kiedy rozumienie staje na szczycie drabiny osobowości, wtedy godzenie wartości jest nadrzędnym aspektem działania. Czy teraz jaśniej rozumiesz te zawiłości?

- Tak! Zawsze wierzyłem, że myślenie ma przyszłość.

- To dobrze.

Terapia transpersonalna i Michael Newton

Doktor Michael Newton, psychoterapeuta i specjalista od doradztwa personalnego, został wychowany w duchu ateistycznym. Jego praktyki w pomaganiu pacjentom daleko odbiegały od wszelkiej duchowości. Jak twierdzi sam o sobie: był człowiekiem racjonalnym, czyli „twardo stąpającym po Ziemi”. Owszem słyszał od innych ludzi o regresjach do minionych wcieleń i o tym, że mogą one być przydatne w psychoterapii, lecz jako behawiorysta trzymał się swoich zasad. Jak pisze o sobie, wolał trzymać się naukowych i czysto klinicznych sposobów leczenia pacjentów, natomiast wszelkie metafizyczne nowinki związane z reinkarnacją zgłębiał jedynie teoretycznie.

Tak było aż do czasu, kiedy przybył do niego pacjent z chronicznym bólem w prawym boku. Pacjent ów był leczony przez innych lekarzy i nie stwierdzono u niego żadnych urazów, ani konkretnych powodów dolegliwości. Uznano więc ten przypadek za psychosomatyczną dolegliwość i dlatego trafił on do doktora Newtona.

W hipnoterapii bardzo popularnym mechanizmem na zmianę dolegliwości jest polecenie zwiększenia tego bólu do granic wytrzymałości, żeby potem zmniejszać go w dowolny sposób. Nauczenie pacjenta samodzielnej regulacji odczuwania bólu jest jednym ze sposobów radzenia sobie z nim. Newton użył więc tego sposobu, a wtedy pacjent wyobraził sobie, że został pchnięty nożem w bok.

Terapeuta poszedł dalej za wyobrażonym obrazem w poszukiwaniu jego źródła. Drążąc coraz głębiej źródłowe wspomnienia odkrył, że obrazy te pochodzą z pola bitwy. Była to pierwsza wojna światowa, a ów pacjent jako żołnierz walczący we Francji został pchnięty bagnetem w bok. Wtedy po zwykłej procedurze odczulającej problem bólu zniknął niemal jak za dotknięciem „czarodziejskiej różdżki”.

Jest rzeczą znamienitą, że w terapii transpersonalnej obraz jakiegoś zdarzenia jest podawany poprzez intuicję, który to wewnętrzny interpretator obraz z wyobraźni nakłada na rzeczywistość. Wtedy dalsze drążenie źródeł danego obrazu ujawnia nam inną rzeczywistość spoza czasu i przestrzeni. W tym przypadku z innego życia.

Doktor Newton w ten sposób przekonał się, że terapia regresją do minionych wcieleń może być przydatna w jego codziennej pracy z pacjentami. Od tego zdarzenia zmienił zdanie i rozpoczął stosowanie regresji reinkarnacyjnych w swoich praktykach hipnoterapeutycznych, dołączając w ten sposób do grona specjalistów w tej dziedzinie. I nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie kolejne zdarzenie po kilku latach. Przypadek otwierający przed doktorem Michaelem Newtonem nową drogę badawczą.

Ów przypadek słowami Newtona przytoczyłem w rozdziale piątym. Tutaj przypomnę jedynie, że chodziło o kobietę w średnim wieku, cierpiącą na poczucie osamotnienia w ziemskim życiu. Kiedy została poddana regresji do minionych wcieleń, nie odnalazła tam przyczyny swego smutku. Gdy jednak po śmierci w którymś wcieleniu Newton wydał jej polecenie odszukania przyczyny swojej tęsknoty, ona znalazła się wśród swoich zaprzyjaźnionych dusz. Teraz ze łzami w oczach oznajmiła, że jest wśród nich i raduje się ze swego powrotu. Było to miejsce w świecie duchowym, gdzie dusze przebywają pomiędzy wcieleniami. Doktor Newton zdał sobie sprawę, że kobieta musiała być bardzo wrażliwym medium, gdyż wystarczyło jej tak krótkie polecenie, aby przeniosła się do przestrzeni duchowej. I tak też zrozumiał dużo szersze możliwości penetrowania świadomości dusz ze stanu istnienia w ich prawdziwym „duchowym domu”.

Jak się dowiadujemy dalej, zakończył on szybko tę sesję, żeby analizując jej nagranie, odszukać elementy, które zezwoliły przejść pacjentce na inny poziom świadomości.

Już teraz, na podstawie przytoczonego wcześniej materiału, możemy się domyślać, że penetracja minionych wcieleń to penetracja prepersonalnych zasobów naszej jaźni. Te podświadome zdobycze, spoza czasu i przestrzeni, mogą być penetrowane przy pomocy nadświadomej części Jaźni. Tak więc transpersonalna część tożsamości bierze udział w kompletowaniu wiedzy dla ogólnej terapii. Lecz kiedy kończy się oglądane życie, jego podświadomy zapis znika. Zostaje kontakt z duszą, czyli transpersonalną częścią Jaźni.

Przytaczałem wcześniej doświadczenia doktora Weissa. Pamiętamy, że kiedy świadomość duchowa oczekiwała po śmierci jednego żywota na kolejne wcielenie, wtedy zdarzały się przypadki przemawiania Mistrzów przez ciało będące w transie. Tutaj ujawniane są dużo szersze możliwości nadświadomości.

Kiedy Michael Newton analizował sesje z przejścia swojej pacjentki, po śmierci ciała, do „swojego wiecznego domu”, doszedł do bardzo konstruktywnego wniosku. Uwierzył w to, że istnieje jakieś życie (istnienie) dusz pomiędzy wcieleniami. Uwierzył też, że badania tych przestrzeni są możliwe, jeśli wypracuje się odpowiednie sposoby na utrzymanie kontaktu z duszą, która opuściła ciało po śmierci w innym życiu.

Okazało się, że owe nadświadome stany duchowe, dają się utrzymywać i kontakt z tą częścią świadomości jest możliwy. Wtedy to właśnie M. Newton całym sercem przeniósł swoją pasję na badanie życia dusz pomiędzy wcieleniami. Zrozumiał bardzo szybko, że odnalezienie swojego miejsca w świecie duchowym wnosiło o wiele więcej wartości, niż badanie minionych wcieleń.

* * *

Co jest ważne?

Co jest ważne dla ciebie – pyta się Wyższy Intelekt osobowości cielesnej.

- No przecież wiesz. Żeby tu przetrwać, potrzebnych jest wiele rzeczy. Ważne jest mieszkanie, pożywienie i odzienie. To najważniejsze potrzeby socjalne. Do potrzeb intelektu należy zaliczyć wykształcenie, zawód i obycie w grupie społecznej. Zaś potrzeby emocjonalne charakteryzuje rozrywka, wypoczynek, relacje międzyludzkie i zapewne też pasje dające „Powera”. Żeby to wszystko mieć, trzeba o nie zabiegać, czasami walczyć i gromadzić. Przecież nigdy nie wiesz, co jest potrzebne teraz, a co wykorzystasz w przyszłości. Im więcej posiadasz, tym bardziej jesteś pewny swego jutra. Twoja prognoza przetrwania wzrasta wraz z nadziejami na lepsze potem. Przecież wszystkie starania, zabiegi i nadzieje motywowane są lepszym jutrem, pewniejszą przyszłością i większym komfortem życia. Chociaż wiesz, nie zawsze znajdujemy czas, żeby cieszyć się ze swoich osiągnięć.

- A jak myślisz, dlaczego w pędzie do doskonałości, do dóbr materialnych zapominacie o najważniejszym. O cieszeniu się życiem? – dopytuje dalej.

- No widzisz, tak to już jest. Kiedy człowiek jest młody, nie myśli o końcu życia. Wie, że czeka go dorosłość, szczeble kariery, rodzina i gdzieś w perspektywie, jakiś sukces życiowy. Lecz gdy jest już poza połową swego życia i wie, że jego schyłek postępuje według coraz bardziej stromej linii, wtedy myśli inaczej. Przetrwanie wspomnień o sobie, swojej historii, pragnie pozostawić potomnym. Wiara wywodząca się z ludzkiej świadomości każe myśleć, że im więcej dóbr pozostawi po sobie, tym dłużej przetrwa wspomnienie o nim. I wszystko jedno, czy będą to dobra materialne, intelektualne czy te artystyczne poruszające wewnętrzną strunę uczuć. Każda forma jest dobra na przetrwanie wspomnień. Właśnie taki tok rozumowania przeważa w ludziach.

- Wiesz? To bardzo rozsądny punkt widzenia. Jako istota duchowa, nieśmiertelna dusza, mam zupełnie inną perspektywę oglądu. Moje programy i potrzeby nie są z tego świata, nie obliguje ich czas, ni przestrzeń.

- A jakie są twoje potrzeby i programy, o jakich wspominasz? – pyta intelekt.

- Trudno jest ująć w kilku zdaniach całokształt zaistnienia w takiej formie. Łączy się na to wiele istnień w ludzkich ciałach, bowiem dusze dają sobie nawzajem pewne pola odniesienia dla kształtowania charakteru i wzrostu świadomości w kierunku Źródła Stworzenia. Często to, co z waszej pozycji wydaje się być niegodziwym czy haniebnym ze strony drugiej osoby, dusze odbierają inaczej. Wiedzą, że taka relacja jest potrzebna, bo ucząca.

Jednak brak porozumienia duszy z osobowością, wprowadza ten dysonans. Wtedy ciało cierpi i dusza cierpi. Gdy dusza wie, że wszystkie punkty programu życia na Ziemi zostały precyzyjnie uzgodnione, pozostaje jej tylko zachęcanie osobowości do innego oglądu danej relacji. Każda ważna relacja międzyludzka to precyzyjny program spoglądania na siebie oczami drugiego człowieka. Spójrz teraz na siebie oczami duszy, jak trudno wyrwać się ze „szponów” egocentryzmu każdej ludzkiej istocie. Istocie będącej połączeniem materii z duchowością, żeby ujrzała siebie oczami swego przeciwnika. Prawda, że nie jest to łatwe? Tak jak i godzenie interesów osobowości z interesami duszy.

Lecz kiedy cała osobowość zaczyna rozumieć, że życie ziemskie jest tylko chwilą, jest tylko przelotnym epizodem, to wtedy może dojść do wniosku, że warto poświęcić się dla wyższej idei. I to jest najważniejsza konkluzja z tej dyskusji. Owa konkluzja, jaka wypływa z poddania egocentrycznej postawy naszej osobowości, jakiejś wyższej idei, jest tym najbardziej kreatywnym wzorcem, jaki wyłania się z dyskusji. Dialogu dwóch części: osobowości i duchowej tożsamości, czyli duszy. Każda z nich ma jakieś potrzeby, pragnienia i dążenia. I ważne jest, by przekraczając osobową świadomość, wchodzić na płaszczyznę duchowej tożsamości i tam prowadzić dyskusję. Taką dyskusję przy „okrągłym stole”, gdzie każda część wyraża swoje potrzeby, pragnienia i marzenia. A może nawet cele, jakie im kiedyś postawiono.

Warto jest o tym rozmawiać, bowiem każda rozmowa, każda dyskusja przynosi jakiś konsensus. Rodzi jakąś płaszczyznę porozumienia, w której możemy dojść do szerszej konfrontacji, więcej niż tylko jednej potrzeby.

Czy przystajesz na taki punkt widzenia?

- O tak! I muszę przyznać, że obstaję za bardzo szerokimi horyzontami postrzegania rzeczywistości.

- Dobrze. Dlatego się dogadujemy.


[1] I. Sharma, Cayce – karma i reinkarnacja, Dom Wydawniczy LIMBUS 1997r. Tłumaczenie: Monika Dalecka

[2] N. Langley, Odszedłem żeby wrócić,  Dom Wydawniczy LIMBUS 1994r. Tłumaczenie: Małgorzata Michalska

[3] Tamże

[4] Źródło: WIKIPEDIA

[5] R. Moody, Życie po życiu, Dom Wydawniczy LIMBUS 1992r. Tłumaczenie: Irena Doleżal-Nowicka

[6] R. Moody, W stronę światła, Dom Wydawniczy LIMBUS 1992r. Tłumaczenie: Sławomir Studniarz

[7] Tamże

[8] R. Moody, Życie przed życiem, Dom Wydawniczy LIMBUS 1992r. Tłumaczenie Sławomir Studniarz.

[9] Tamże