Fragmenty część I

Kiedy posiadał już blisko sto udokumentowanych regresji, które zbierał w trakcie dwuletniego programu badawczego, zaczął pracować nad tą wcześniej wspomnianą książką  – „Życie przed życiem”. Stwierdził jednak, że materiałów, które posiada, jest zbyt mało, aby się na nich oprzeć. Potrzebował też porównań innych specjalistów z tej dziedziny, by poszerzyć horyzonty swojej książki. Okazało się, że już wcześniej powstała nowa dziedzina terapii regresją. Moody odnotowuje, że:

Taka organizacja skupiająca zwolenników awangardowej terapii, „Nowego Wieku” została oficjalnie zarejestrowana wiosną 1980 roku. Jak wspomina Hazel Denning, wybitna specjalistka w dziedzinie terapii regresji, początek organizacji dał nieformalny zjazd pięćdziesięciu dwóch terapeutów w Irvin, w Kalifornii. Celem zrzeszenia miało być utworzenie głównego ośrodka informacyjnego i szkoleniowego.

Inny godny uwagi cytat to:

Zwolennicy terapii regresji wierzą, że doświadczenia z przeszłego życia mogą wpłynąć na postawę i zachowanie osoby. I tak, na przykład, osoba lękająca się ognia może tak reagować dlatego, że w trakcie regresji spłonęła żywcem w Rzymie za czasów Nerona. Albo boi się latać samolotem, ponieważ w poprzednim życiu zginęła na pokładzie „Hindenberga”.

Terapeuci stosujący regresję w przeszłe życia przyznają otwarcie, że pozostają poza obrębem głównego nurtu psychologii. Niemniej jednak, szczycą się swymi wolnymi od rygorów empiryzmu wyprawami w nowy wspaniały świat.

I choć Moody, jak sam twierdzi, nie wyzbył się całkowicie sceptycyzmu do reinkarnacji, to wierzy, iż regresje radzą sobie z konfliktami psychicznymi w wyjątkowy i skuteczny sposób. A jako psychiatra radzi je stosować nawet tam, gdzie wiara w reinkarnację jest wątpliwa.

Żeby jeszcze lepiej uzmysłowić sobie przemianę, jaka postępowała w doktorze Moodym, przywołamy kolejne jego słowa. Pamiętajmy, że książka ta wydana została w 1990 roku, to jest piętnaście lat po „Życie po życiu”. Cytuję:

Nie jestem pewny, czy się z tym zgadzam. Niewiele można znaleźć naukowych dowodów, jeśli w ogóle, na potwierdzenie reinkarnacji. Ale na pewno nie obala to jej istnienia. Przecież to naukowcy przez wiele lat odrzucali przeżycia na granicy śmierci, aż w końcu dowody na ich istnienie stały się tak nieodparte, że nie można już było dłużej ich negować.

Ale jako psychoterapeuta muszę zaznaczyć, że nieważne, czy przeżycia regresji naprawdę przedstawiają wcześniejsze istnienia czy też nie. Liczy się to, że coraz powszechniej uznaje się je za skuteczne narzędzia psychoterapii.

* * *

Rozmyślanki

W jaki sposób to, kim byłem, determinuje obecną moją postawę, charakter, dążenia i predyspozycje? Czy w ogóle warto rozmyślać nad podobnymi sprawami?

Hm… moja ciekawość bierze się stąd, że wychowałem się w rodzinie wielodzietnej i pomimo takiego samego startu, można by rzec, każde dziecko w mej rodzinie posiada odrębny charakter, zamiłowania, pociąg do wykonywanego zawodu i wiele innych czynników, które powinny być takie same.

Powinny? No cóż, jeśli wykluczyć reinkarnację i założyć takie same warunki wychowawcze w rodzinie: szkoła podstawowa, w której na przykład w wiejskich warunkach są to ci sami nauczyciele, sąsiedzi i rodzeństwo, to powinny. Ale tak nie jest. Co sprawia, że prócz odmienności ciał ujawniamy też inne charaktery i wszelkie dążenia? Czy dusza ma jakiś charakter, który wpływa na osobowość człowieka?

Tutaj znowu dedukcja jest prosta. Gdyby była czystą, niczym nie skalaną lub nowo stworzoną, to musiałaby go nie mieć. Wszystkie dusze byłyby jednakie. Jest inaczej.

Już teraz myślę sobie, że większy problem z rozwikłaniem tego dylematu mają ci, którzy wykluczają reinkarnację i życie przed życiem. W moim rozumieniu nic tak nie kształtuje charakteru duszy, jak jej zebrane życiorysy w różnych czasach, miejscach i środowiskach kulturowych. Również w różnych relacjach podczas odgrywania ról w „Teatrze Ziemia”. Trąci trochę Szekspirem, ale czyż to nie jest najbliższe prawdzie? Bo kimże jestem? Czyż nie tym, kim uczyłem się być, wielokrotnie na innych planach?

Czy nie donoszono nam o wybitnie uzdolnionych dzieciach w jakiejś szczególnej dyscyplinie? Czy nie słyszałeś o buddyjskich lamach z Tybetu, którzy odchodząc z tego świata, pozostawiają swoje osobiste przedmioty w klasztorze i zapowiadają swój powrót za ileś lat, określając wioskę lub prowincję? Wtedy, po upływie tego czasu, inni lamowie odnajdują malca, który rozpoznaje swoje przedmioty i zostaje uznany za kolejne wcielenie linii tego lamy. Potem nastaje czas nauk w klasztorze, które malcowi przychodzą z łatwością. Przecież uczył się tego samego już wcześniej na innym planie.

A może dojrzałem do tego, aby spojrzeć na zjawisko z innej strony? Założyć, że reinkarnacja i wszelkie prawa z nią związane to pewnik. Wtedy rodzą się kolejne pytania. Czy istnieje coś takiego jak misja (przeznaczenie) duszy? Przecież to byłoby logiczne. Skoro rozwój duszy polega na wielokrotnym zmaganiu się z materią. Na różnorodnych konfliktach wynikających z egocentrycznych postaw większości mieszkańców tej Ziemi. Wolna wola zaś to prawo błądzenia, a bunt przeciwko Stwórcy, to oddalanie od drogi powrotu. Powyższe nauki znajdujemy u Cayce’go i znajdujemy je również w rdzennych wartościach wszystkich religii.

Czy misja duszy może być programem, drogowskazem powrotnej drogi do Domu, uwzględniającym potrzeby karmicznych uwarunkowań?

Gdyby się dało własną logikę uniezależnić od społecznych norm, to można by powyższe rozważanie przyjąć za pewnik.

Jednak trudność polega na tym, że niełatwo istnieć w grupie społecznej i być innym. Ludzie przeszedłszy przez doświadczenie śmierci raczej pozostają w cieniu. Znam takie osoby. Bardzo trudno nakłonić ich do zwierzeń. Na pewno próbowali kiedyś to zrobić, jednak gdy spotkał ich brak zrozumienia, wolą pozostawać w cieniu ze swoim doświadczeniem. Doświadczeniem, którego nikt im nie odbierze, ani nie przekręci próbą własnej interpretacji.