Eckhart Tolle o sobie

Tłumaczenie Vincenty Docent (z poprawkami)

E. TolleJestem świadoma, że twierdzisz, iż osobista historia nie jest ważna, ale nadal chciałabym zadać Ci parę pytań na temat twojego życia i Twojej przeszłości. Jak dorastałeś? Gdzie dorastałeś i w jakim rodzaju rodziny?

Dorastałem w północno-zachodnich Niemczech do 13-stego roku życia. Mój ojciec był dziennikarzem. Moja matka, gospodynią domową. Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałem 12 lat. Mój ojciec wycofał się z konwencjonalnego życia i społeczeństwa. Był wczesnym autsajderem, zanim ten termin w ogóle istniał i przeprowadził się do Hiszpanii. Moi rodzice rozwiedli się. Mój ojciec wyjechał mieszkać w Hiszpanii, a ja byłem bardzo nieszczęśliwy w szkole. W wieku 13 lat, odmówiłem chodzenia dłużej do szkoły. To był mój jedyny akt buntu jako dziecko.

pobraneOgólnie byłem bardzo cichym, posłusznym dzieckiem, ale coś od środka powstrzymywało mnie przed chodzeniem do szkoły. Po prostu nie mogłem tego dłużej robić, więc przestałem. Moja matka nie wiedziała co ze mną robić, aż w końcu postanowiono, że powinienem dołączyć do ojca w Hiszpanii. Gdzie on ponownie się ożenił. Prowadził bardzo niekonwencjonalne życie. On żył z oszczędności przez kilka lat. Potem, znowu zaczął pracować. Więc moje lata pomiędzy wiekiem 13 do 19 lat spędziłem w Hiszpanii. Język Hiszpański stał się moim drugim językiem. Byłem zabrany z kultury, która otaczała mnie przez pierwsze 13 lat mojego życia i umieszczony w kompletnie innym środowisku i kulturze. A to prawdopodobnie była dobra rzecz, ponieważ, jeśli ktoś spędza całe życie w jednym określonym kulturowym środowisku, zwykle staje się uwarunkowany przez tę określoną kulturę – bezwiednie. Tak więc, poprzez doświadczanie różnych kultur jako dziecko, to w jakiś sposób, być może, sprawiło, że kulturowe uwarunkowanie było mniej głębokie, mniej sztywne. Mój ojciec zawsze był bardzo niekonwencjonalną osobą. Niektórzy nazwaliby go ekscentrykiem.  


Kiedy znalazłem się w Hiszpanii, spytał się mnie: „Czy chcesz pójść do szkoły?” Ja oczywiście powiedziałem: „Nie”. On powiedział: „Ok. Nie idź do szkoły. Rób to co lubisz” i właśnie to mogłem robić. Czytałem pewne książki, które lubiłem czytać. Studiowałem, zacząłem czytać trochę literatury. Chodziłem na lekcje języka wieczorem i popołudniu. Studiowałem inne tematy, którymi byłam zainteresowany, takie jak astronomia itp. Dorastałem zatem, szczególnie moje lata -naste, bez presji, której większość młodziaków doświadcza. A później, w wieku 19 lat wyjechałem żyć samodzielnie w Anglii.

Wtedy zacząłeś edukację w Anglii?

Tak. W Anglii dostałem ofertę pracy, pomimo, że nie miałem żadnych formalnych kwalifikacji. Cudownym trafem, ktoś zaproponował mi pracę. Nauczałem właściwie niemieckiego i hiszpańskiego przez kilka lat w szkole języków. I wtedy rozpoczął się pewien rodzaj poszukiwań. Tym, co również się zaczęło w tamtym punkcie, był już początek depresji, której doświadczałem okresowo. To było życie w stanie rosnącego niepokoju, ogólnej trwogi. Szukałem jakichś odpowiedzi na temat dylematu życia i prowadzenia życia. Szukałem w filozofii i intelekcie odpowiedzi. Tak więc, zacząłem dużo czytać i pomyślałem, że odpowiedzi mogą być, prawdopodobnie, znalezione na uniwersytecie, profesorowie będą wiedzieli. Poszedłem na potrzebne egzaminy i na popołudniowe klasy, żeby dostać się na uniwersytet. Wtedy poszedłem na Uniwersytet Londyński, gdzie zajmowałem się językami i literaturą. Jednak coraz bardziej stawałem się nieszczęśliwy. Kontynuowałem poszukiwania i absorbowałem coraz więcej wiedzy. Wtedy stopniowo zacząłem zdawać sobie sprawę, że oni, tak naprawdę, nie mają odpowiedzi na temat życiowych dylematów. Pamiętam, że był jeden profesor na Uniwersytecie Londyńskim, którego bardzo lubiłem. Uczęszczałem na jego wykłady. Człowiek o wielkiej wiedzy. Pewnego dnia przybyliśmy, w poniedziałkowy poranek, i powiedziano nam, że on właśnie popełnił samobójstwo. To mnie zaszokowało wewnątrz, i nagle zdałem sobie sprawę, że ludzie, u których poszukiwałem odpowiedzi, również ich nie posiadają. Moja depresja nabrała intensywności. Zdobywałem bardzo dobre oceny na egzaminach, ponieważ zacząłem bardzo ciężko pracować, tak naprawdę ze strachu.  Byłem napędzany niepokojem.

Po ukończeniu Uniwersytetu Londyńskiego nie robiłem nic przez około rok. Był to rok, kiedy stałem się jeszcze bardziej nieszczęśliwy i przygnębiony. I wtedy nagle zaszła duchowa przemiana, wewnątrz mnie. To było w moim 29-tym roku życia. Obudziłem się w środku nocy, a to nie było  dla mnie rzadkością. Budzenie się w środku nocy i poczucie intensywnego przygnębienia oraz wielkiego strachu w tym samym czasie. I to właśnie stało się ponownie tamtej nocy. Przyszła do mnie myśl: „Ja nie mogą już dłużej ze sobą żyć”.  I ta myśl powtarzała się w umyśle: „Ja nie mogą ze sobą żyć”. I wtedy nagle spojrzałem na myśl. Zrobiłem tak, jakby krok do tyłu od tej myśli i spojrzałem na tę myśl. Uznałem, że to dziwna myśl. „Ja – nie mogę żyć ze – sobą”. Jestem jeden, czy jest mnie dwóch? Ta myśl wydaje się wskazywać, że są tu dwie osoby. JA i „inne Ja”, z którym JA nie mogę żyć. Nie miałem odpowiedzi na to pytanie. Po prostu to pytanie, ta łamigłówka, pojawiła się w moim umyśle. O wiele później przypomniało mi to koany, które mają w Zen, a są one łamigłówkami zaprojektowanymi po to, żeby zatrzymać umysł. Na przykład: Jaki jest dźwięk klaskania jednej dłoni? To słynny koan. Nie ma odpowiedzi na poziomi intelektualnym. Tak wiec, pytanie, które pojawiło się w moim umyśle, również nie miało odpowiedzi na poziomie intelektualnym. Kim jest JA? I kim jest „inne Ja”, z którym JA nie mogę żyć? Ale to pytanie pociągnęło wewnętrzną zmianę. Coś we mnie… nie rozumiałem tego w tamtym momencie,  musiało oddzielić się od „innego Ja”. Nieszczęśliwego Ja – jak to później nazywałem. Zaszedł pewien rodzaj wewnętrznego odtożsamienia. JA jestem – które później rozpoznałem jako świadomość, którą jestem oddzieliła się od uwarunkowanego bytu, uwarunkowanej świadomości, która zaopatrzała mnie poczuciem tożsamości. „Innym Ja”, które składało się, w dużej mierze, z nieszczęśliwej historii. I wtedy poczułem jakbym tonął w jakimś wirze energii, jakbym znikał w tym. Lecz ciągle istniała doza oporu. I słyszałem coś, jakby głos w moim wnętrzu, który powiedział: „Niczemu się nie opieraj”. Więc zaprzestałem oporu, to było poczucie, prawie jak znikanie w nicość. Nie pamiętam zbyt wiele więcej z tamtej nocy. Jedynie co wiem, to że obudziłem się następnego ranka, otworzyłem oczy i wszystko wyglądało tak,  jakbym widział to po raz pierwszy. Świeże, nowe, żywe. Światło wpadające oknami, znajome rzeczy na stole, wyglądały świeżo, nowo, żywo. Podniosłem się i poszedłem na spacer. Rozglądałem się i wszystko wyglądało tak spokojnie, nawet ruch w mieście wyglądał tak spokojnie. Wiedziałem, że coś dziwnego się zdarzyło. Nagle wszystko było wypełnione żywością i spokojem. A ja nie wiedziałem dlaczego, to trwało nadal. Ten wewnętrzny Spokój, jako tło dla wszystkich doświadczeń. I jako podkład dla całego postrzegania zmysłowego – nawet jako tło dla myślenia. To nigdy mnie nie opuściło, ale zajęło mi długi czas zrozumienie tego, żebym był w stanie ubrać to w słowa. Tak więc, chwilę później zacząłem studiować inne duchowe nauki. Pierwszy raz buddyzm, chrześcijaństwo i bardziej współczesne duchowe nauki. Bardzo szybko rozpoznawałem Prawdę, która, w wielu przypadkach, ukrywa się pod, czasami, wiekami kulturowych edycji, interpretacji oraz błędnego rozumienia. I mogłem dostrzec Prawdę, która jest w buddyzmie i chrześcijaństwie, jako nauczanie źródłowe. Z kolei, one rzuciły światło na to, co przydarzyło się  mnie. Na przykład, podniosłem Nowy Testament i przeczytałem słowa Jezusa: „Spokój, który przekracza całe zrozumienie”. To jest dokładnie to co ja czuję. Mam ten Spokój i nie rozumiem, co to jest. Tak więc, on musiał mieć to samo doświadczenie. Spokój nagle się pojawił, ale nie był połączony przyczynowo z czymkolwiek w świecie zewnętrznym. To nie było spowodowane przez coś wspaniałego, dziejącego się w moim zewnętrznym środowisku, wiec wyglądało jakby nie miało przyczyny. Zewnętrznej przyczyny. Wtedy później odwiedziłem nauczycieli Zen i innych. I ponownie rozpoznałem Prawdę w Zen, natychmiast. Oni również pomogli mi zrozumieć, to co mi się przydarzyło i ogarnąć to w szerszym kontekście. Na przykład, pamiętam rozmowę z buddyjskim mnichem, który powiedział, rozmawialiśmy na temat, nastania końca bezustannego przymusu myślenia. On powiedział: „Zen mówi o nie-myśleniu ostatecznie”. Natomiast, uświadomiłem sobie, coś z czego, w zasadzie nie zdawałem sobie sprawy wcześniej, że moje procesy myślowe, od kiedy to się stało tamtej nocy, zostały zredukowane o, być może, 80%.

Nie myślałem już, w zasadzie tak dużo. To dlatego było tyle Spokoju. Tak więc, zdałem sobie sprawę, że bezustanny, mentalny głos, jak ja to teraz nazywam, który jest przymusowym i w dużej mierze, bezużytecznym myśleniem, w które większość ludzi jest bezustannie zaangażowana, to się skończyło. Ciągle jednak może się pojawić jakaś myśl. Mogę używać myślenia kiedy go potrzebuję. Okazjonalnie, myśli mogą przypływać i odpływać, ale były tam ogromne odcinki bez-myśli. A w tych długich przerwach i lukach bez-myśli było to wspaniałe doświadczenie wewnętrznego Spokoju. A ja zdałem sobie sprawę, że wewnętrzny Spokój był tam już wcześniej, nawet kiedy byłem ciągle zatroskany. Jednak był on po prostu przykryty przez niepokój. Przez hiperaktywny umysł, a to stopniowo rozwinęło się w duchowe nauczanie. Duchowe nauczanie teraz próbuję pokazać ludziom, że mają oni wewnątrz siebie już teraz, to czego, być może, szukają na zewnątrz. Żywość, Spokój, poczucie głębokiego wewnętrznego spełnienia, jest już obecne w każdym człowieku. Jako ich wewnętrzna esencja. Tak więc, nie jest to kwestia uzyskania lub nabycia czegoś nowego, co jest często tematem poszukiwań duchowych poszukiwaczy. Każdy szuka, żeby nabyć coś, co zaspokoi jego lub jej jaźń, inne Ja. Możliwe, że poszukują tego tylko na poziomie materialnym, na poziomie doświadczeń, na poziomie gromadzonej wiedzy albo gromadzonego majątku. Albo duchowi poszukiwacze chcą dodać więcej duchowych doświadczeń do „tego kim są”, albo znaleźć siebie w jakimś punkcie w przyszłości. Tego nie możesz zrobić, ponieważ jeżeli patrzysz w przyszłość, żeby znaleźć siebie, ty już chybiasz samego siebie, esencję swojego jestestwa, którą możesz znaleźć jedynie w Teraz. Moje urzeczywistnienie tamtej nocy zabrało mi lata, żeby to zrozumieć. A w procesie zrozumienia tego, w tym samym czasie, ludzie przychodzili okazjonalnie i zadawali pytania. Stopniowo byłem w stanie mówić o tym. I byłem w stanie rozpoznać w innych to, przez co ja przeszedłem. Ten sam dylemat. Możliwe, że cierpiałem od tego jeszcze okrutniej niż wiele innych osób. Byłem jeszcze głębiej zanurzony w mentalnym hałasie i emocjonalnym zgiełku niż normalnie, ale ten sam mechanizm operuje w każdym człowieku. Tak więc, nauczanie ma na celu wskazać, że istnieje w Tobie wymiar, który jest głębszy niż to, z czym normalnie identyfikujesz się jako Ty sam. Głębszy niż – Ja, umysłowe, niż personalna historia, a większość ludzi wierzy, że to jest to czym oni są. Urzeczywistnienie tego wymiaru przychodzi, kiedy stworzysz w sobie miejsce na chwilę obecną – teraźniejszość. Ponieważ to może przyjść jedynie z wewnętrznej zgodności z Teraz – jak ja to określam, które jest życiem samym w sobie. Strumień myśli zawsze martwi się o przeszłość i przyszłość. Tak więc, dla większości ludzi, którzy są utożsamieni z myśleniem, cały czas, każda myśl jest inwestowana w poczucie siebie – Ja. Każda myśl opanowuje Cię kompletnie i jesteś w niej. To właśnie oznacza utożsamienie. Każda myśl, która powstaje, staje się mną. Myślisz ją i jesteś w niej. Większość ludzi jest wleczona przez cały dzień, przez ten umysłowy strumień. Jedna myśl za drugą, a wewnątrz tego umysłowego strumienia, istnieje stworzone przez umysł poczucie siebie – Ja. Opierające się na przeszłych wspomnieniach i doświadczeniach. Rzeczach, z którymi umysł się utożsamił, które przyczyniły się do mojej tożsamości. To wszystko są formy myślowe. Na przykład mój dobytek, moja wiedza, moje doświadczenia albo to, co ludzie mi zrobili, albo ja zrobiłem ludziom. Rzeczy, z czymkolwiek się utożsamiasz, to wiesza się w Twoim umyśle i staje się – Ja. A to doprawdy było – Ja, które tamtej nocy rozpoznałem jako nieprawdziwe – Ja. Tak więc, istnieje strumień umysłu, istnieje identyfikacja ze strumieniem umysłu, oraz istnieje możliwość wyjścia ze strumienia umysłu poprzez dostęp do obecnego momentu – Teraz. Dla większości ludzi chwila obecna prawie nie istnieje. Ponieważ, to czym są naprawdę zainteresowani, to następny moment albo jeszcze kolejny. Więc, żyją zawsze „w kierunku” przyszłości, żyją „w kierunku” następnego momentu i nieświadomie traktują następny moment, następny punkt w przyszłości, do którego muszą się dostać i nieświadomie traktują go jako ważniejszy niż obecny moment. Nie zdając sobie sprawy, że przyszły moment, do którego tak desperacko chcą się dostać, dziś wieczorem, jutro, albo w jakiejkolwiek czynności, chcą pozbyć się tego z drogi. Chcą znaleźć się już na mecie, na małą skalę i na dużą skalę. Nie rozpoznają, że przyszłość nie istnieje, z wyjątkiem, jako forma myślowa. Kiedy żyjesz zawsze „w kierunku” przyszłości, żyjesz uwięziony w koncepcyjnej rzeczywistości form myślowych, która udaje większe znaczenie dla Ciebie niż bezpośrednia rzeczywistość życia, która jest zawsze Teraz. Ponieważ Twoje życie składa się, w całości, z teraźniejszej chwili, z Teraz. Jeśli naprawdę uświadomisz sobie doniosłość tego stwierdzenia, twoje całe życie składa się z teraźniejszej chwili. Twoje życie nie jest nigdy nie tym momentem. Nawet jeśli pamiętasz przeszłość, możesz pamiętać ją jedynie Teraz. Kiedy myślisz o przyszłości, możesz o niej myśleć jedynie Teraz. Ale ludzie żyją tak jakby obecna chwila była przeszkodą i muszą ją sforsować, w celu dostania się do jakiegoś lepszego momentu, który nigdy nie przychodzi. Jest to obłąkany sposób życia, i to czyni życie ciężkim. To czyni życie wysiłkiem. Byliśmy uwarunkowani na przestrzeni tysięcy lat. Ludzki umysł, który był wspaniałą rzeczą, posiadł zdolność myślenia, zdolność do konceptualizacji, mentalnie, a to otworzyło cały nowy wymiar dla ludzkości. Oczywiście to uczyniło ludzkość najpotężniejszym gatunkiem na planecie. Ludzie nie są fizycznie najsilniejszym gatunkiem, ale mogli zdominować wszystkie inne gatunki, poprzez ich zdolność myślenia. To rozwijało się powoli. Prawdopodobnie, w mitologicznej formie jest to wyrażone w opowieści z Mowa CiszyKsięgi Rodzajów, na początku Biblii. Kiedy zjedli to jabłko, które pochodziło z drzewa poznania dobra i zła, żeby rozróżniać To – tamto. To bierze się jedynie ze zdolności myślenia, analizowania, oddzielania. To stopniowo rozwijało się w człowieku i na początku nie było to problem, otworzyło nowe możliwości. Później na przestrzeni tysięcy, tysięcy lat, myślący umysł stał się silniejszy. Rósł i rósł, i stopniowo oni stracili łączność z czymś, co jest głębsze i bardziej podstawowe w nich samych. Możemy to nazwać istnieniem. Poczuciem żywości, a nawet głębszą inteligencją, która jest czymś więcej, niż tylko myślami w głowie.


Tak więc, stopniowo ludzie z powodu rozrastania się myślącego umysłu, utracili zdolność odczuwania głębszego połączenia z życiem. Teraz dotarliśmy do punktu, w którym nasze całe poczucie tego kim jesteśmy, związane jest z umysłem, z myślą. Tak więc, przeszliśmy przez ewolucyjny etap, który był niezbędny dla ludzkości. Możemy go nazwać etapem umysłu. Etapem myśli. Jesteśmy teraz w takim momencie, że jesteśmy kompletnie zawładnięci (używam tego słowa), jesteśmy zawładnięci przez umysł, nie wiedząc tego. Nie możemy przestać myśleć – wydaje się. Możemy, ale dla większości ludzi to ciągle nie jest jeszcze rzeczywistość. Oni muszą myśleć, przymus myślenia. Docieramy teraz do końca tego całego ewolucyjnego etapu, a ludzkość, żeby iść dalej musi przekroczyć umysł. Nie być dłużej zawładniętym przez umysł. Wyjść poza przymus myślenia na głębszy poziom istnienia. To prawie odzyskanie tego, co utracili. A kiedy odzyskujesz coś, co utraciłeś, odzyskujesz to z większą świadomością. To jest proces, w który jesteśmy teraz zamieszani. Ludzkość jest w to zaangażowana. Ewolucyjna transformacja – transformacja świadomości, nie jest już dłużej luksusem, tak się wyrażając. Nie jest już dłużej opcjonalna dla ludzkości. Po raz pierwszy w historii ludzkości, transformacja świadomości jest koniecznością, jeżeli ludzkość ma przetrwać, ponieważ siejemy spustoszenie na planecie. Tworzymy piekło, w dużym stopniu, na planecie, która potencjalnie jest rajem.

Mogłeś zdecydować się na pozostanie w cieniu, ale wybrałeś zostanie nauczycielem. Wyjście i nauczanie. Dlaczego?

Tak, bycie nauczycielem było odpowiedzią na zapytanie, które do mnie przyszło. To nie był za bardzo świadomy wybór, że: „O, ja chcę nauczać” albo „Ja muszę nauczać”.

Na początku ludzie indywidualnie przychodzili i zadawali mi pytania albo chcieli jakiejś pomocy. To ich przyciągało. Stawali się zainteresowani tym, co mam do powiedzenia i doświadczali wewnętrznej przemiany po kilku spotkaniach. Więc bycie nauczycielem rozwinęło się organicznie, bez mojej decyzji, że chcę być nauczycielem. Od widywania osób indywidualnie, stopniowo rozwinęło się do okazyjnego widywania małych grup. I tak to szło przez kilka lat. A z tych wszystkich spotkań z osobami i małymi grupkami, robiłem często notatki po spotkaniach, ponieważ rzeczy, które powiedziałem na tych indywidualnych sesjach, albo spotkaniach grupowych, były rzeczami nowymi również dla mnie. Pochodziły z tamtego momentu. Wychodziły jako odpowiedź na czyjeś pytanie, więc często robiłem notatki i po kilku latach miałem kolekcję notatek. Niektóre z tych notatek, później przyczyniły się do powstania książki „Potęga Teraźniejszości”. Tak więc, „Potęga Teraźniejszości” jest częściowo rezultatem mojej pracy z ludźmi na przestrzeni lat. Również powstawaniem nowego nauczania w procesie jej pisania.

Przeczytałam wywiad, gdzie powiedziałeś, że przez wiele lat byłeś zaabsorbowany jedynie byciem – istnieniem i nic nie robiłeś. To był pewien brak równowagi w Twoim życiu. Czy mógłbyś to opisać?

Po transformacji, która zdarzyła się tamtej nocy, moje zewnętrzne życie, przez kilka lat, szło dalej tak jakby nic za bardzo się nie zmieniło, na poziomie zewnętrznym. Dalej robiłem pracę dyplomową. Aczkolwiek moje serce nie było już w pełni zaangażowane w to wszystko. W intelektualny pościg. W analityczną pracę, choć moje zewnętrzne życie miało pewien rozpęd. Biegło tak dalej przez kilka lat, a później ten rozpęd dobiegł końca. I następny punkt, w którym byłem na Cambridge, robiąc dyplom z jakieś nauczania… i nagle zdałem sobie sprawę, że to dobiegło końca i po prostu odszedłem od tego wszystkiego. A po tym nastąpiły dwa lata, kiedy robiłem bardzo mało. Nie miałem własnego domu. Dryfowałem tu i tam. Spędzałem większość dni siedząc na zewnątrz, na ławkach w parku, albo spacerowałem. Byłem w Londynie w tamtym czasie. Byłem tak głęboko zanurzony w Spokoju. Niemalże rozkoszy, zwykłego doświadczenia bycia (istnienia). Prostego poczucia dobroci Życia, w każdym momencie. Straciłem zainteresowanie przyszłością kompletnie. Nie było ambicji. Nie byłem nawet zainteresowany robieniem czegokolwiek. Z zewnętrznego punktu widzenia, można by powiedzieć, że moje życie wyglądało na pozbawione równowagi. Byłem tak bardzo zanurzony w istnieniu, że straciłem zainteresowanie działaniem. Można by nawet powiedzieć, że straciłem zdolność, żeby być aktywnym w świecie. I wtedy stopniowo zdolność do bycia aktywnym w świecie powróciła. Teraz jestem zdolny być aktywnym w świecie, w tym samym czasie być zakorzenionym w istnieniu. Jedno nie wyklucza drugiego. Jednak z jakiegoś powodu, muszę zejść bardzo głęboko wewnątrz, na jakiś czas. Być może, nawet na większą skalę, niektórzy ludzie muszą pójść na jakiś czas bardzo głęboko w istnienie, po prostu, żeby wprowadzić równowagę na poziomie kolektywnej świadomości, ponieważ większość ludzi jest kompletnie zatracona w działaniu. Więc może to wymagać garstki ludzi, którzy idą bardzo głęboko w istnienie, żeby wprowadzić równowagę. Aczkolwiek na poziomie osobistym, może wyglądać, jakby byli bez równowagi.

Tolle

Czy zawsze jesteś w Teraz? To znaczy, czy nigdy nie masz nawrotów? Czy nigdy nie jesteś zły albo sfrustrowany?

Nie. Żyję w poddaniu obecnej chwili – Teraz. To dlatego TO (spokój) jest zawsze tam. Cokolwiek się teraz stanie, rozpoznaję, że jest to daremne, żeby spierać się z czymkolwiek w tym momencie. Emocje nadal okazjonalnie przychodzą. Kiedy widzę ludzkie cierpienie, czasami płaczę, a jednak nawet wtedy, jest głębokie poczucie Spokoju w tle. Nawet jeśli płaczę zewnętrznie, kiedy widzę, szczególnie ludzi zadających tak dużo cierpienia innym ludziom, zwierzętom i naturze – planecie. Tak więc, czasami łzy przychodzą, a jednak w głębi wiem, że ostatecznie Życie jest wieczne i niezniszczalne. I wiem, że śmierć nie jest przeciwieństwem Życia, a jedynie przeciwieństwem narodzin. Życie jest poza formami Życia. Życie jest wieczne i nieśmiertelne. To jest to, co jest podstawą całego przejściowego świata i ten wymiar jest obecny w każdym człowieku.

Dziękuję. Jakie jest teraz Twoje życie? Czy masz rodzinę?

Nie. Moje życie jest teraz bardzo odmienne od tego, jakim było, szczególnie z przed wydania książki. Ja już nauczałem zanim książka została wydana. Ale wkrótce po tym, jak wyszła książka, która wykiełkowała bardzo szybko. Na początku poprzez słowo mówione, przez jeden rok, później inni ludzie odkryli ją i zaczęli pisać i mówić o niej i przyspieszać to. Wkrótce po wydaniu książki, nauczanie wzięło rozpęd, który był prawie przytłaczający. To zmieniło moje zewnętrzne życie dookoła, kompletnie. Z życia bardzo zacisznego, bardzo cichego, prawie hermetycznego. Nagle wszyscy chcieli, żebym nauczał. Żądania tego i tamtego, przychodziły. Zaproszenia napływały z całego świata. Odpowiadałem na początku na prawie wszystkie zaproszenia i wtedy zdałem sobie sprawę, że to niemożliwe. Nie mogę dłużej odpowiadać na każde zaproszenie. Nie mniej jednak, moje życie jest teraz prawie publiczne. A grupy stają się coraz większe i większe. W USA średnia liczba ludzi na wykładzie to teraz 2000 osób. Jestem bardzo w świecie. Lecz to nie jest coś, co naturalnie bym wybrał dla siebie. Moją naturą jest skłonność do zamknięcia w sobie. Nie, bycie znanym. Lubię być niewidzialny w miejscach publicznych. Niezauważony, a to stało się teraz trudniejsze. Jednak akceptuję fakt – jest jak jest. Jest wiele podróży. Było ich tak wiele w ciągu ostatnich kilku lat, że teraz czuję, że muszę odciąć się na jakiś czas. Moje odczucie jest takie, że cykl wyjścia do świata, który był ostatnimi sześcioma latami, być może, dobiega końca. Być może, nadchodzi cykl zamknięcia na jakiś czas. W którym, być może, powstanie nowa książka.

Tak więc, musiałem poddać się faktowi, że moje zewnętrzne życie zmieniło się kompletnie. To było również wspaniałe widzieć, do jak wielu ludzi dotarło nauczanie, książka, wykłady i rekolekcje. Jak wielu ludzi otworzyło się na przesłanie. To była największa niespodzianka po tym, jak wyszła książka. Ponieważ pisałem książkę… Książka napisała się sama, można niemal powiedzieć. Miałem odczucie, że tylko ludzie, którzy byli na duchowej drodze od długiego czasu, zareagują na książkę, ale nie taki był stan rzeczy. Ludzie zareagowali na książkę, jedni i drudzy. Ci, którzy byli na duchowej drodze od wielu lat, ale również ci, którzy nigdy nie przeczytali duchowej lektury w swoim życiu. Nigdy nie mieli dostępu do tego wymiaru. Nagle pisali do mnie i mówili: „Moje życie się zmieniło. To jest niesamowite. Przeczytałem tę książkę już kilka razy i za każdym razem jest świeża i nowa. Nagle jest tyle Spokoju w moim życiu”. Tak więc, wydaje się, że książki dotarły do wszelkiego rodzaju ludzi, bez znaczenia jaką mieli przeszłość. Edukacja, również wydaje się nie mieć znaczenia. Pewni wysoko wykształceni ludzie otworzyli się na to i inni, którzy nie są równie wykształceni, ponieważ nie jest to trudne od zrozumienia na poziomie intelektualnym. Lecz mimo tego nie wszyscy są otwarci na książki. Są ludzie, którzy napisali do mnie i mówili: „Kupiłem książkę dla bliskiego przyjaciela, a on uznał to za kompletnie bez znaczenia i odłożył ją na półkę”. Może okazać się, że za 10 lub 20 lat zdejmie książkę z półki ponownie i nagle będzie wewnętrzna gotowość. Tak więc, wielu ludzi jest gotowych, ale z pewnością nie wszyscy.

Mam trochę więcej pytań na temat tej Twojej nowej sytuacji. Odniosłeś sukces a Twoje książki sprzedały się w milionach egzemplarzy na całym świecie. Stałeś się sławny i zarobiłeś dużo pieniędzy. Jak się z tym obchodzisz?

Nie jestem za dobry w obchodzeniu się z zewnętrznymi rzeczami, takimi jak pieniądze. Zasadniczo, nie zrobiło to dużej różnicy w moim życiu. Nie przywiązywałem do tego większej uwagi. Większość mojej uwagi jest absorbowana przez nauczanie albo odpowiadanie na pytania itd. Tak, żyję w bardziej przestrzennych otoczeniach niż zwykłem, ale to naprawdę wszystko. To nie zrobiło większej różnicy. Jestem ledwo świadomy tego. Dużą część mojego życia, żyłem z niewielką ilością pieniędzy i prawdopodobnie ludzie powiedzieliby, że żyłem poniżej linii ubóstwa, jak to określają. A jednak nigdy nie czułem się biedny. Zawsze czułem, że mam całkiem wystarczająco. Tak jak teraz, nie czuję się bogaty bardziej niż byłem wtedy. To jest dokładnie to samo uczucie. To bardzo abstrakcyjna rzecz – fakt, że teraz jest więcej bogactwa w moim życiu, na zewnątrz, w zewnętrznym wymiarze. To tylko abstrakcyjna prawda dla mnie. Nie wpłynęło to na mnie wewnątrz w ogóle i tylko bardzo delikatnie wpłynęło na zewnątrz. Spaceruję po miastach i patrzę na sklepy, i czasami lubię patrzeć na rzeczy, ale bardzo rzadko czuję impuls, żeby pójść i kupić coś. To wystarczające popatrzeć na przedmiot i iść dalej. Tak więc, nie wiedziałbym, co kupić za to. Istnieje możliwość w pewnym punkcie, być może, powstanie Centrum. Duchowe Centrum zostanie stworzone. Jeśli to się stanie, wtedy część przychodów z książki może popłynąć na to. To jest coś, czego aktywnie nie planuję teraz, ale mam przeczucie, że to może się zdarzyć.

Wyobrażam sobie również, że wiele ludzi chce mieć coś od Ciebie. Mogą Cię podziwiać, robić z Ciebie guru. Jak odnosisz się do tego? Czy musisz się chronić?

Tak. Wcześniej było to tak, że ktokolwiek chciał mnie zobaczyć, po prostu dzwonił do mnie albo rozmawialiśmy przez telefon. Rozmawiałem z nimi. – Czy mogę Cię zobaczyć? – Tak. Wpadaj. Później, kiedy książka wyszła, to stało się niemożliwe, ponieważ telefon ciągle dzwonił. W jednym sensie, kiedy docierałem do małej liczby ludzi, bądź co bądź była satysfakcja, bliskiego personalnego kontaktu z ludźmi, którzy do mnie przychodzili. Teraz, bliski personalny kontakt, z powodu liczb, które urosły tak bardzo, został zatracony w dużej mierze. Ale teraz nauczanie dotarło do dużo, dużo więcej ludzi niż wcześniej, a to jest do prawdy tak samo, jak w każdej sytuacji w życiu. Każda sytuacja ma swoje własne ograniczenia. Były pewne ograniczenia w moim życiu na poziomie zewnętrznym, kiedy nauczenie nie dotarło jeszcze do dużej liczby ludzi. Nauczanie było ograniczone w tym sensie, ale było bardzo satysfakcjonujące. Teraz, ograniczeniem jest to, że ludzie nie mają dostępu do mnie personalnie, tak łatwo. Muszę mieć parę osób pomiędzy mną a światem. Po prostu dla tego, że na praktycznym poziomie to jest jedyny sposób w jaki mogę żyć. Nie mogę odpowiadać na każdego e-maila albo odpowiadać na każdy list. Tysiące listów przychodzą każdego dnia i e-maile, a ja nie mogę po prostu podnieść słuchawki i odpowiadać. Tak więc, trudniej jest indywidualnym osobom, żeby do mnie dotrzeć. To jest trudne, jeżeli nie niemożliwe. Muszę to zaakceptować. To jest ograniczenie, które jest nieuniknione. Wiem jednakże, że nauczanie dociera do znacznie większej ilości ludzi niż wcześniej. Szkoda, ciągle mam małą grupkę ludzi, koło domu w Vancouver. Ludzi, których znam od długiego czasu. Nawet zanim książka wyszła, przychodzili mnie zobaczyć. Tak więc, okazjonalnie zbieramy się razem jako mała grupa 20-tu osób, w moim dużym pokoju i ja bardzo się tym raduję. Tak to jest. To jest zawsze kwestia poddawania się czemukolwiek, co obecna chwila Ci prezentuje. I jakimkolwiek ograniczeniom, jakie mogą zaistnieć w tym momencie. Nie ma sytuacji, która jest wolna od ograniczeń. Tego czy innego rodzaju.


Czy masz wytłumaczenie, dlaczego Twoje nauczania docierają tak bardzo do współczesnych ludzi?

No więc, słowa, terminologia, która jest użyta w nauczaniu, są niczym więcej jak wskazówkami, a nie filozoficznymi tłumaczeniami, są relatywnie neutralne. Nie niosą ze sobą ciężaru wieków i wieków przeszłości, jak to ma miejsce w starożytnych nauczaniach. Więc nie są kulturowo uwarunkowane, w tym sensie. Są relatywnie neutralne. Mogą zatem dotrzeć do wielu ludzi, bez znaczenia, jaką ludzie mają przeszłość. Ludzie, którzy mogą mieć religijną przeszłość, to może do nich dotrzeć, jeśli są wystarczająco otwarci. Ponieważ nie zaprzeczam, że istnieje głęboka prawda, w każdej religii. To dlatego w „Potędze Teraźniejszości” cytuję buddyzm, hinduizm i chrześcijańskie nauki. Nawet ludzi, którzy nie mają jakiejkolwiek religijnej przeszłości, mogą być dosięgnięci przez nauczanie. To jest jeden powód, być może, dlaczego to dotarło do tak wielu ludzi. Kolejnym powodem jest to, że „Potęga Teraźniejszości” była napisana… wyszła z tego stanu świadomości, na który wskazuje. To wyszło ze stanu wewnętrznego Spokoju i otwartości. Spontanicznie. Pisanie było spontaniczną czynnością. Aczkolwiek współpracowałem z niektórymi notatkami, które zrobiłem w poprzednich latach. Był tam bardzo silny kreatywny impuls, który popłynął do pisania. Więc, książka zawiera energię. To brzmi, być może, trochę tajemniczo, ale wielu ludzi to powiedziało, że kiedy czytali tę książkę, słowa wykraczają poza niesianą wartość informacyjną. To dlatego, ktoś może przeczytać książkę wiele razy i nadal czuć, że jest świeża i nowa. I za każdym razem, kiedy ją czytasz, być może, tylko jedną lub dwie strony, czytanie jej może wprowadzić Cię z powrotem w stan, który nazywam – Obecność. Ponieważ, o czymkolwiek książka mówi, ostatecznie wskazuje na ten wewnętrzny stan zjednoczenia z obecną chwilą. Tak więc, ludzie mogą po prostu wziąć książkę przeczytać kilka zdań i poczuć, że mentalny hałas zwalnia albo opada, a oni stają się przebudzeni, znowu czujni. Obecni w Teraz i mogą poczuć trochę Spokoju wewnątrz. I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. To jest zadaniem książki. To jest również zadanie sesji w grupach. W sesjach grupowych, nic nigdy nie jest przygotowywane. Nie przychodzę z rozpiską. Nie przychodzę nawet z jakimkolwiek pomysłem, co będziemy dziś robić, albo o czym będziemy dziś mówić. Kiedy zaczynam, kiedy siadam na krześle, nie mam pojęcia, nawet kilka sekund przed otworzeniem ust, co wyjdzie z moich ust. W tym sensie, to pochodzi, naprawdę z bezpośredniości teraźniejszego momentu. A jakie słowa wyjdą, zależy bardzo często od energetycznego pola grupy. Następuje interakcja pomiędzy nauczaniem, nauczycielem i myślą. Istnieje starożytne, zachodnie powiedzenie, które mówi: „Nauczyciel i myśl – razem tworzą nauczanie”.  Tak właśnie jest. To dlatego nauczanie ma wielką moc, ponieważ nie pochodzi ze skumulowanej wiedzy umysłu, ale z bezpośredniości teraźniejszego momentu. Nie jest przygotowane. Nawet na rekolekcjach, które trwają przez 3-4, czasami 5 dni, nie ma absolutnie, uprzednio zaplanowanej struktury rekolekcji. To wszystko rośnie organicznie z teraźniejszego momentu.

Mam jedno pytanie, co najmniej jedno. Mówisz na temat poddania się i mówisz o cierpieniu jako jednej drodze. Poddawaniu się Teraźniejszości. I mówisz, że niektórzy ludzie nie potrzebują cierpienia, ale mimo tego, poddanie jest poza wolą i chceniem. Czego zatem potrzeba…? Co z łaską? Przypuszczam, że wymaga to także łaski? Czy mógłbyś to skomentować?

Tak. Nie poddasz się, co oznacza… Poddanie oznacza tylko akceptację tego momentu, takim jakim jest. Ale nie będziesz w stanie się poddać, dopóki kompletnie nie przeje Ci się cierpienie. Będziesz miał dosyć cierpienia i na jakimś poziomie rozpoznasz, że większość Twojego cierpienia, jest samo-stworzona – stworzona przez Ciebie. Jest stworzona z oporu, przeciwko temu, co jest. Jest stworzona z interpretacji czegoś, co jest. To pochodzi z myśli. Z interpretacji, a nie z sytuacji. Zdajesz sobie sprawę, że: „Mam dosyć cierpienia”. I jedynie, kiedy masz naprawdę dosyć cierpienia w swoim życiu, jesteś zdolny powiedzieć: „Nie potrzebuję tego więcej”. Cierpienie to wspaniały nauczyciel. Cierpienie jest dla większości ludzi jedynym duchowym nauczycielem. Cierpienie pogłębia Cię. Stopniowo usuwa stworzone przez umysł poczucie siebie, Ego. Dla niektórych ludzi nadchodzi moment, kiedy uświadamiają sobie: „Wycierpiałem wystarczająco”. I to jest przypadek, prawie wszystkich ludzi, którzy przychodzą na rekolekcje. Jeżeli spytasz się ich, oni wszyscy mają swoją dolę ludzkiego cierpienia. Inaczej nie byliby otwarci na przesłanie. Zostali nakarmieni swoją dolą ludzkiego cierpienia i osiągnęli punkt, w którym są gotowi wysłucha przesłania, które mówi: Istnieje inny sposób życia, który nie stwarza dalszego cierpienia, dla Ciebie samego, ponieważ w dużym stopniu, ludzie tworzą swoje własne cierpienie. Więc, kiedy jesteś gotowy usłyszeć to przesłanie, a doprawdy jest to przesłanie każdej religii. Centralne przesłanie buddyzmu to koniec cierpienia. Nawet centralne przesłanie nauczania Jezusa to: Znalezienie drogocennej perły. [Mt 13-46] Odkrycie Królestwa Niebieskiego, które jest w Tobie. Tu i teraz – jak mówi Jezus, a to oczywiście jest koniec życia w stanie cierpienia. Można powiedzieć, że potrzebujesz cierpienia, żebyś mógł sobie uświadomić, mógł dojść do punktu uświadomienia, że nie musisz więcej cierpieć.

Mamy tu paradoks. Gdybym ja nie cierpiał, to nauczanie nie istniałoby. Można by powiedzieć, że powstało ono częściowo jako rezultat intensywnego cierpienia. Ponieważ, jako istota ludzka, nie ewoluowałbym duchowo, gdybym nie cierpiał. Tak więc, cierpienie było moim głównym nauczycielem. I cierpienie jest dla wielu ludzi ich głównym nauczycielem. Wtedy, niektórzy, kiedy są gotowi, wchodzą w kontakt z duchowymi naukami albo nauczycielem. A to może przyspieszyć proces uświadomienia, że nie musisz już więcej cierpieć. Jesteś gotowy to usłyszeć. Budda nie mówił o niczym innym już 2600 lat temu. Możliwy jest koniec samo-zadawanego cierpienia. A jeżeli nie zadajesz dłużej cierpienia sam sobie… i pamiętaj, że to myśli, Twoje myśli, bardziej niż cokolwiek, sprawiają, że cierpisz. Zazwyczaj to nie sytuacja, ale Twoja interpretacja sytuacji. „Jak straszne to wszystko jest”. Tak więc, kiedy widzisz to, wtedy widzisz, że istnieje inny sposób życia, w którym nie spieram się już dłużej mentalnie z tym, co jest. Wtedy jest koniec samo-zadawanego cierpienia. A jeśli dłużej nie zadaję cierpienia samemu sobie, wtedy nie zadaję dłużej cierpienia innym. Ponieważ te dwie rzeczy idą w parze.

Jak ja, albo ktoś inny może zrobić ten krok? Czy to tylko akceptacja?

To akceptacja, ale akceptacja nie przyjdzie, jeśli nie osiągnąłeś tego wewnętrznego punktu gotowości. To dlatego nigdy nie staram się przekonać kogoś, że to, co mówię jest prawdą albo, że powinni praktykować coś. Nigdy nie mówię: „Powinieneś zrobić to”. Albo starać się przekonać kogoś, kto nie chce w to uwierzyć. To jest bez sensu. Tylko, kiedy jesteś na to gotowy wewnętrznie. Tak więc, jeden sposób na ubranie tego w słowa, jeśli wycierpiałeś wystarczająco, wtedy jesteś gotowy. Wtedy jesteś otwarty na to i natychmiast rozpoznajesz prawdę w tym. Natychmiast widzisz, że ostatecznie sam sprawiasz, że cierpisz. To nie sytuacja. To mentalna interpretacja sytuacji, która w większości przypadków jest pewną formą oporu, a to tworzy cierpienie. Kiedy słyszysz te słowa i nie rozpoznajesz momentalnie prawdy, jeżeli jest wewnętrzny sprzeciw, to w porządku. Tu nie ma „powinności”. Nauczanie nie mówi: „Tak powinieneś żyć”. Tylko kiedy jesteś w stanie słyszeć prawdę tego, i będzie to miało sens dla Ciebie, to może Ci pomóc. Więc, to może pomóc tylko tym, którzy mają wewnętrzną gotowość, ale jest wiele, wiele ludzi żyjących teraz, którzy mają tę gotowość i są w stanie to usłyszeć. Naprawdę to usłyszeć i natychmiast rozpoznają: „Tak, to jest prawda”. Przekonanie nigdy nie działa.

Przebywanie w Teraźniejszości, poddanie się, akceptacja, tego co jest. Czy to jest możliwe dla każdego?

Bycie w Teraźniejszym momencie to możliwość dla tych, którzy są na to gotowi. Na razie nie dla wszystkich.

Co by się stało, gdybyśmy wszyscy żyli w Teraźniejszości, to znaczy, co mogłoby się stać? Czy mielibyśmy elektryczność? Czy to by wypaliło?

Jedno jest pewne. Świat wyglądałby o wiele inaczej niż teraz. Nie możemy sobie prawdopodobnie wyobrazić, jak wyglądałby świat człowieka, gdyby wszyscy żyli w innym stanie świadomości. W stanie, który jest głównie stanem wewnętrznego Spokoju. Jakiego rodzaju cywilizację stworzylibyśmy ze stanu wewnętrznego Spokoju. To niemożliwe do przewidzenia. Wszystko, co możemy powiedzieć, to że prawdopodobnie nie byłoby to takie złożone, jak jest teraz. Ludzie nie biegaliby dookoła, bezustannie zaangażowani w bezsensowne, w dużym stopniu, czynności. Prawdopodobnie nie byłaby to taka hałaśliwa cywilizacja, jaka jest teraz. Ponieważ nie było nigdy takiej hałaśliwej cywilizacji jaką jest ta. Zwyczajnie dlatego, że cokolwiek istnienia ludzkie tworzą na zewnątrz, jest odzwierciedleniem ich wewnętrznego stanu. Tak więc, zanieczyszczamy planetę, po prostu dlatego, że nasze wewnętrzne JA, zostały zanieczyszczone ogromną ilością negatywności. Bezustannego oporu. Zewnętrze jest zawsze odzwierciedleniem wnętrza. Jeżeli wnętrze jest głównie stanem Spokoju, tworzymy spokojny świat na zewnątrz. Jaką dokładnie przybrałoby to formę? Nie wiemy. Musielibyśmy zobaczyć jaką jest. Bardzo prawdopodobnie, że byłby to o wiele bardziej prosty świat. Bardziej harmonijny i piękny. Natura już jest piękna, ale mówię o świecie stworzonym przez człowieka.

Czy możliwe jest opisanie w paru słowach, jaka jest esencja nauczania?

No więc, esencja jest bardzo prosta. I esencja, prawdopodobnie mogłaby być powiedziana, i być może, któregoś dnia będzie mówiona dzieciom, bardzo małym dzieciom w szkole. A dzieci są bardzo blisko tego, tak czy siak. Esencja jest, mogę to ubrać w najbardziej proste terminy. Ponieważ najbardziej proste jest często najpotężniejsze. Esencją jest zrobienie z teraźniejszej chwili swojego przyjaciela, a nie wroga. Zawsze pytaj siebie: Jaka jest moja relacja z teraźniejszą chwilą? W teraźniejszej chwili oczywiście. Jaka jest moja wewnętrzna relacja z obecnym momentem? Czy jestem zaprzyjaźniony z teraźniejszą chwilą? Czy jestem wrogi wobec obecnego momentu? Czy teraźniejsza chwila jest moim wrogiem? I wtedy, to będzie wystarczające, żeby wprowadzić zmianę. Ponieważ, kiedy zdasz sobie sprawę, że robisz z obecnego momentu wroga, a zarazem wiesz, że jest to jedyne, co masz w życiu, wtedy zdajesz sobie sprawę, że jest to obłąkany sposób na życie, żeby traktować ten moment tak, jakby był przeszkodą tam, gdzie chcesz się dostać i nigdy nie dostajesz, ponieważ to jest zawsze Teraz. Wtedy Twoja relacja z teraźniejszą chwilą zmienia się. Zmienia się i Twoja relacja staje się bardziej „na TAK” niż „na NIE”, na to, co jest. To nie oznacza, że stajesz się bierny, albo że nie zrobisz nigdy nic więcej. To po prosu oznacza, że fundamentem dla każdej akcji, jaką podejmujesz jest stan – TAK, wobec tego, co jest. A jeśli jest wewnętrzny stan – TAK, wobec tego, co jest, to jest stan wewnętrznego Spokoju. Wewnętrzny Spokój jest o wiele bardziej potężniejszy, jako podstawa właściwej akcji, niż stan oporu i negatywizmu. To jest esencja. Znajdź ten stan wewnętrznego dostosowania do teraźniejszej chwili, który przychodzi z – TAK, i wtedy zobacz, co się stanie. Zobacz, jak Twój świat zmienia się, kiedy nie opierasz się dłużej takości tego momentu.

Dziękuję. Skomentowałeś swoją rolę nauczyciela i powiedziałeś coś, że nie masz nic do nauczenia kogokolwiek, coś w tym stylu. Czy mógłbyś określić, jak widzisz swoją rolę nauczyciela?

W konwencjonalnym znaczeniu – nauczanie – oznacza, że ja daję Ci informację, których Ty nie masz. Dodaję coś do Ciebie. Uczeń absorbuje nowe informacje. Kumuluje nowe informacje, ale w duchowym nauczaniu, nauczyciel tylko wskazuje na Prawdę, która już jest, w każdym człowieku. Wskazuje również, na sposób, w jaki ta Prawda, która już jest obecna, w każdym człowieku, jest przykryta. Każdy, który jest gotowy, może natychmiast rozpoznać Prawdę nauczania, tak jakby ją znał, ponieważ, na pewnym poziomie, on już to wiedział. To dlatego mówię, że nie mam tak naprawdę nic do nauczenia, w sensie dodania informacji do Ciebie. Nie ma nic, co musisz dodać w celu znalezienia siebie i bycia sobą. Możesz dodawać na zewnętrznym poziomie. To miłe, uczyć się nowych rzeczy. Fajnie odkrywać to czy tamto, a tym samym na podstawowym poziomie. Podstawowy poziom to poziom tego Kim jesteś. Twój wewnętrzny max poczucia siebie. To poziom istnienia. Na najbardziej podstawowym poziomie nieważne, gdzie jesteś w życiu i jaka jest Twoja sytuacja życiowa… Na najbardziej podstawowym poziomie, nic nie musi być dodane do tego kim jesteś. Więc duchowe nauczanie nie jest – „więcej”, nie jest dodatkiem. Jest po prostu wskazaniem na to, co już tam jest. A ci, którzy są gotowi, nagle rozpoznają w tym Prawdę. Rozpoznanie znaczy, że już to wiedzieli. To prawie, jak przypomnienie sobie… „Aaaa… Tak”. Wtedy, nie ma wątpliwości. Przekonanie nie jest potrzebne. To jest bezpośrednie uświadomienie. Wtedy duchowe nauczanie działa tak, jak powinno. Tak to operuje. To jest różnica pomiędzy konwencjonalnym nauczaniem, a duchowym nauczaniem. W pewnym sensie, można by powiedzieć, że duchowe nauczanie, jest prawie, przeciwieństwem konwencjonalnego nauczania. Jeśli już, to zabiera coś od Ciebie. Zabiera to, co przykrywa, to kim jesteś. Jednak to nie jest zabrane przez nauczyciela. To jest zabrane przez Ciebie samego, kiedy to widzisz i stajesz się tego świadomy.

To bardzo klarowne. Dziękuję bardzo. Dziękuję za Twój czas.

Dziękuję.

„Uczyń teraźniejszy moment swoim przyjacielem, a nie wrogiem”.