Eckhart Tolle o sobie

Kiedy znalazłem się w Hiszpanii, spytał się mnie: „Czy chcesz pójść do szkoły?” Ja oczywiście powiedziałem: „Nie”. On powiedział: „Ok. Nie idź do szkoły. Rób to co lubisz” i właśnie to mogłem robić. Czytałem pewne książki, które lubiłem czytać. Studiowałem, zacząłem czytać trochę literatury. Chodziłem na lekcje języka wieczorem i popołudniu. Studiowałem inne tematy, którymi byłam zainteresowany, takie jak astronomia itp. Dorastałem zatem, szczególnie moje lata -naste, bez presji, której większość młodziaków doświadcza. A później, w wieku 19 lat wyjechałem żyć samodzielnie w Anglii.

Wtedy zacząłeś edukację w Anglii?

Tak. W Anglii dostałem ofertę pracy, pomimo, że nie miałem żadnych formalnych kwalifikacji. Cudownym trafem, ktoś zaproponował mi pracę. Nauczałem właściwie niemieckiego i hiszpańskiego przez kilka lat w szkole języków. I wtedy rozpoczął się pewien rodzaj poszukiwań. Tym, co również się zaczęło w tamtym punkcie, był już początek depresji, której doświadczałem okresowo. To było życie w stanie rosnącego niepokoju, ogólnej trwogi. Szukałem jakichś odpowiedzi na temat dylematu życia i prowadzenia życia. Szukałem w filozofii i intelekcie odpowiedzi. Tak więc, zacząłem dużo czytać i pomyślałem, że odpowiedzi mogą być, prawdopodobnie, znalezione na uniwersytecie, profesorowie będą wiedzieli. Poszedłem na potrzebne egzaminy i na popołudniowe klasy, żeby dostać się na uniwersytet. Wtedy poszedłem na Uniwersytet Londyński, gdzie zajmowałem się językami i literaturą. Jednak coraz bardziej stawałem się nieszczęśliwy. Kontynuowałem poszukiwania i absorbowałem coraz więcej wiedzy. Wtedy stopniowo zacząłem zdawać sobie sprawę, że oni, tak naprawdę, nie mają odpowiedzi na temat życiowych dylematów. Pamiętam, że był jeden profesor na Uniwersytecie Londyńskim, którego bardzo lubiłem. Uczęszczałem na jego wykłady. Człowiek o wielkiej wiedzy. Pewnego dnia przybyliśmy, w poniedziałkowy poranek, i powiedziano nam, że on właśnie popełnił samobójstwo. To mnie zaszokowało wewnątrz, i nagle zdałem sobie sprawę, że ludzie, u których poszukiwałem odpowiedzi, również ich nie posiadają. Moja depresja nabrała intensywności. Zdobywałem bardzo dobre oceny na egzaminach, ponieważ zacząłem bardzo ciężko pracować, tak naprawdę ze strachu.  Byłem napędzany niepokojem.

Po ukończeniu Uniwersytetu Londyńskiego nie robiłem nic przez około rok. Był to rok, kiedy stałem się jeszcze bardziej nieszczęśliwy i przygnębiony. I wtedy nagle zaszła duchowa przemiana, wewnątrz mnie. To było w moim 29-tym roku życia. Obudziłem się w środku nocy, a to nie było  dla mnie rzadkością. Budzenie się w środku nocy i poczucie intensywnego przygnębienia oraz wielkiego strachu w tym samym czasie. I to właśnie stało się ponownie tamtej nocy. Przyszła do mnie myśl: „Ja nie mogą już dłużej ze sobą żyć”.  I ta myśl powtarzała się w umyśle: „Ja nie mogą ze sobą żyć”. I wtedy nagle spojrzałem na myśl. Zrobiłem tak, jakby krok do tyłu od tej myśli i spojrzałem na tę myśl. Uznałem, że to dziwna myśl. „Ja – nie mogę żyć ze – sobą”. Jestem jeden, czy jest mnie dwóch? Ta myśl wydaje się wskazywać, że są tu dwie osoby. JA i „inne Ja”, z którym JA nie mogę żyć. Nie miałem odpowiedzi na to pytanie. Po prostu to pytanie, ta łamigłówka, pojawiła się w moim umyśle. O wiele później przypomniało mi to koany, które mają w Zen, a są one łamigłówkami zaprojektowanymi po to, żeby zatrzymać umysł. Na przykład: Jaki jest dźwięk klaskania jednej dłoni? To słynny koan. Nie ma odpowiedzi na poziomi intelektualnym. Tak wiec, pytanie, które pojawiło się w moim umyśle, również nie miało odpowiedzi na poziomie intelektualnym. Kim jest JA? I kim jest „inne Ja”, z którym JA nie mogę żyć? Ale to pytanie pociągnęło wewnętrzną zmianę. Coś we mnie… nie rozumiałem tego w tamtym momencie,  musiało oddzielić się od „innego Ja”. Nieszczęśliwego Ja – jak to później nazywałem. Zaszedł pewien rodzaj wewnętrznego odtożsamienia. JA jestem – które później rozpoznałem jako świadomość, którą jestem oddzieliła się od uwarunkowanego bytu, uwarunkowanej świadomości, która zaopatrzała mnie poczuciem tożsamości. „Innym Ja”, które składało się, w dużej mierze, z nieszczęśliwej historii. I wtedy poczułem jakbym tonął w jakimś wirze energii, jakbym znikał w tym. Lecz ciągle istniała doza oporu. I słyszałem coś, jakby głos w moim wnętrzu, który powiedział: „Niczemu się nie opieraj”. Więc zaprzestałem oporu, to było poczucie, prawie jak znikanie w nicość. Nie pamiętam zbyt wiele więcej z tamtej nocy. Jedynie co wiem, to że obudziłem się następnego ranka, otworzyłem oczy i wszystko wyglądało tak,  jakbym widział to po raz pierwszy. Świeże, nowe, żywe. Światło wpadające oknami, znajome rzeczy na stole, wyglądały świeżo, nowo, żywo. Podniosłem się i poszedłem na spacer. Rozglądałem się i wszystko wyglądało tak spokojnie, nawet ruch w mieście wyglądał tak spokojnie. Wiedziałem, że coś dziwnego się zdarzyło. Nagle wszystko było wypełnione żywością i spokojem. A ja nie wiedziałem dlaczego, to trwało nadal. Ten wewnętrzny Spokój, jako tło dla wszystkich doświadczeń. I jako podkład dla całego postrzegania zmysłowego – nawet jako tło dla myślenia. To nigdy mnie nie opuściło, ale zajęło mi długi czas zrozumienie tego, żebym był w stanie ubrać to w słowa. Tak więc, chwilę później zacząłem studiować inne duchowe nauki. Pierwszy raz buddyzm, chrześcijaństwo i bardziej współczesne duchowe nauki. Bardzo szybko rozpoznawałem Prawdę, która, w wielu przypadkach, ukrywa się pod, czasami, wiekami kulturowych edycji, interpretacji oraz błędnego rozumienia. I mogłem dostrzec Prawdę, która jest w buddyzmie i chrześcijaństwie, jako nauczanie źródłowe. Z kolei, one rzuciły światło na to, co przydarzyło się  mnie. Na przykład, podniosłem Nowy Testament i przeczytałem słowa Jezusa: „Spokój, który przekracza całe zrozumienie”. To jest dokładnie to co ja czuję. Mam ten Spokój i nie rozumiem, co to jest. Tak więc, on musiał mieć to samo doświadczenie. Spokój nagle się pojawił, ale nie był połączony przyczynowo z czymkolwiek w świecie zewnętrznym. To nie było spowodowane przez coś wspaniałego, dziejącego się w moim zewnętrznym środowisku, wiec wyglądało jakby nie miało przyczyny. Zewnętrznej przyczyny. Wtedy później odwiedziłem nauczycieli Zen i innych. I ponownie rozpoznałem Prawdę w Zen, natychmiast. Oni również pomogli mi zrozumieć, to co mi się przydarzyło i ogarnąć to w szerszym kontekście. Na przykład, pamiętam rozmowę z buddyjskim mnichem, który powiedział, rozmawialiśmy na temat, nastania końca bezustannego przymusu myślenia. On powiedział: „Zen mówi o nie-myśleniu ostatecznie”. Natomiast, uświadomiłem sobie, coś z czego, w zasadzie nie zdawałem sobie sprawy wcześniej, że moje procesy myślowe, od kiedy to się stało tamtej nocy, zostały zredukowane o, być może, 80%.

Nie myślałem już, w zasadzie tak dużo. To dlatego było tyle Spokoju. Tak więc, zdałem sobie sprawę, że bezustanny, mentalny głos, jak ja to teraz nazywam, który jest przymusowym i w dużej mierze, bezużytecznym myśleniem, w które większość ludzi jest bezustannie zaangażowana, to się skończyło. Ciągle jednak może się pojawić jakaś myśl. Mogę używać myślenia kiedy go potrzebuję. Okazjonalnie, myśli mogą przypływać i odpływać, ale były tam ogromne odcinki bez-myśli. A w tych długich przerwach i lukach bez-myśli było to wspaniałe doświadczenie wewnętrznego Spokoju. A ja zdałem sobie sprawę, że wewnętrzny Spokój był tam już wcześniej, nawet kiedy byłem ciągle zatroskany. Jednak był on po prostu przykryty przez niepokój. Przez hiperaktywny umysł, a to stopniowo rozwinęło się w duchowe nauczanie. Duchowe nauczanie teraz próbuję pokazać ludziom, że mają oni wewnątrz siebie już teraz, to czego, być może, szukają na zewnątrz. Żywość, Spokój, poczucie głębokiego wewnętrznego spełnienia, jest już obecne w każdym człowieku. Jako ich wewnętrzna esencja. Tak więc, nie jest to kwestia uzyskania lub nabycia czegoś nowego, co jest często tematem poszukiwań duchowych poszukiwaczy. Każdy szuka, żeby nabyć coś, co zaspokoi jego lub jej jaźń, inne Ja. Możliwe, że poszukują tego tylko na poziomie materialnym, na poziomie doświadczeń, na poziomie gromadzonej wiedzy albo gromadzonego majątku. Albo duchowi poszukiwacze chcą dodać więcej duchowych doświadczeń do „tego kim są”, albo znaleźć siebie w jakimś punkcie w przyszłości. Tego nie możesz zrobić, ponieważ jeżeli patrzysz w przyszłość, żeby znaleźć siebie, ty już chybiasz samego siebie, esencję swojego jestestwa, którą możesz znaleźć jedynie w Teraz. Moje urzeczywistnienie tamtej nocy zabrało mi lata, żeby to zrozumieć. A w procesie zrozumienia tego, w tym samym czasie, ludzie przychodzili okazjonalnie i zadawali pytania. Stopniowo byłem w stanie mówić o tym. I byłem w stanie rozpoznać w innych to, przez co ja przeszedłem. Ten sam dylemat. Możliwe, że cierpiałem od tego jeszcze okrutniej niż wiele innych osób. Byłem jeszcze głębiej zanurzony w mentalnym hałasie i emocjonalnym zgiełku niż normalnie, ale ten sam mechanizm operuje w każdym człowieku. Tak więc, nauczanie ma na celu wskazać, że istnieje w Tobie wymiar, który jest głębszy niż to, z czym normalnie identyfikujesz się jako Ty sam. Głębszy niż – Ja, umysłowe, niż personalna historia, a większość ludzi wierzy, że to jest to czym oni są. Urzeczywistnienie tego wymiaru przychodzi, kiedy stworzysz w sobie miejsce na chwilę obecną – teraźniejszość. Ponieważ to może przyjść jedynie z wewnętrznej zgodności z Teraz – jak ja to określam, które jest życiem samym w sobie. Strumień myśli zawsze martwi się o przeszłość i przyszłość. Tak więc, dla większości ludzi, którzy są utożsamieni z myśleniem, cały czas, każda myśl jest inwestowana w poczucie siebie – Ja. Każda myśl opanowuje Cię kompletnie i jesteś w niej. To właśnie oznacza utożsamienie. Każda myśl, która powstaje, staje się mną. Myślisz ją i jesteś w niej. Większość ludzi jest wleczona przez cały dzień, przez ten umysłowy strumień. Jedna myśl za drugą, a wewnątrz tego umysłowego strumienia, istnieje stworzone przez umysł poczucie siebie – Ja. Opierające się na przeszłych wspomnieniach i doświadczeniach. Rzeczach, z którymi umysł się utożsamił, które przyczyniły się do mojej tożsamości. To wszystko są formy myślowe. Na przykład mój dobytek, moja wiedza, moje doświadczenia albo to, co ludzie mi zrobili, albo ja zrobiłem ludziom. Rzeczy, z czymkolwiek się utożsamiasz, to wiesza się w Twoim umyśle i staje się – Ja. A to doprawdy było – Ja, które tamtej nocy rozpoznałem jako nieprawdziwe – Ja. Tak więc, istnieje strumień umysłu, istnieje identyfikacja ze strumieniem umysłu, oraz istnieje możliwość wyjścia ze strumienia umysłu poprzez dostęp do obecnego momentu – Teraz. Dla większości ludzi chwila obecna prawie nie istnieje. Ponieważ, to czym są naprawdę zainteresowani, to następny moment albo jeszcze kolejny. Więc, żyją zawsze „w kierunku” przyszłości, żyją „w kierunku” następnego momentu i nieświadomie traktują następny moment, następny punkt w przyszłości, do którego muszą się dostać i nieświadomie traktują go jako ważniejszy niż obecny moment. Nie zdając sobie sprawy, że przyszły moment, do którego tak desperacko chcą się dostać, dziś wieczorem, jutro, albo w jakiejkolwiek czynności, chcą pozbyć się tego z drogi. Chcą znaleźć się już na mecie, na małą skalę i na dużą skalę. Nie rozpoznają, że przyszłość nie istnieje, z wyjątkiem, jako forma myślowa. Kiedy żyjesz zawsze „w kierunku” przyszłości, żyjesz uwięziony w koncepcyjnej rzeczywistości form myślowych, która udaje większe znaczenie dla Ciebie niż bezpośrednia rzeczywistość życia, która jest zawsze Teraz. Ponieważ Twoje życie składa się, w całości, z teraźniejszej chwili, z Teraz. Jeśli naprawdę uświadomisz sobie doniosłość tego stwierdzenia, twoje całe życie składa się z teraźniejszej chwili. Twoje życie nie jest nigdy nie tym momentem. Nawet jeśli pamiętasz przeszłość, możesz pamiętać ją jedynie Teraz. Kiedy myślisz o przyszłości, możesz o niej myśleć jedynie Teraz. Ale ludzie żyją tak jakby obecna chwila była przeszkodą i muszą ją sforsować, w celu dostania się do jakiegoś lepszego momentu, który nigdy nie przychodzi. Jest to obłąkany sposób życia, i to czyni życie ciężkim. To czyni życie wysiłkiem. Byliśmy uwarunkowani na przestrzeni tysięcy lat. Ludzki umysł, który był wspaniałą rzeczą, posiadł zdolność myślenia, zdolność do konceptualizacji, mentalnie, a to otworzyło cały nowy wymiar dla ludzkości. Oczywiście to uczyniło ludzkość najpotężniejszym gatunkiem na planecie. Ludzie nie są fizycznie najsilniejszym gatunkiem, ale mogli zdominować wszystkie inne gatunki, poprzez ich zdolność myślenia. To rozwijało się powoli. Prawdopodobnie, w mitologicznej formie jest to wyrażone w opowieści z Mowa CiszyKsięgi Rodzajów, na początku Biblii. Kiedy zjedli to jabłko, które pochodziło z drzewa poznania dobra i zła, żeby rozróżniać To – tamto. To bierze się jedynie ze zdolności myślenia, analizowania, oddzielania. To stopniowo rozwijało się w człowieku i na początku nie było to problem, otworzyło nowe możliwości. Później na przestrzeni tysięcy, tysięcy lat, myślący umysł stał się silniejszy. Rósł i rósł, i stopniowo oni stracili łączność z czymś, co jest głębsze i bardziej podstawowe w nich samych. Możemy to nazwać istnieniem. Poczuciem żywości, a nawet głębszą inteligencją, która jest czymś więcej, niż tylko myślami w głowie.